Płomień świecy z wiatrem tańczy
Wspiął na palcach się ku niebu
Błądzi zapach pomarańczy
nad herbatą

Jeszcze wiosna tak daleko
I nie słychać ptaków śpiewu
Płynie napar ciepłą rzeką
w złote lato

Dni jaśnieją o minuty
Pod rzęsami snów ubywa
Mój terminarz znowu utył
Nowe plany

Los podgląda przez firankę
Serce znów w marzeniach pływa
Od lat moim jest kochankiem
Siebie mamy

Lśnią diamenty łez w źrenicach
i wstążkami w dół spływają
Znów przede mną tajemnica
bez imienia

Błądzić w mroku, po bezdrożach
Szukać choćby wieczność całą
By odnaleźć Cię i schować
do natchnienia