Dla Alicji
Tysiące kilometrów stąd, w Afryce, w małym domku na skraju sawanny mieszkał sobie wraz z rodzicami , mały tygrysek Karolek. Karolek, jak wszystkie dzieci w jego wieku był ciekawy świata i nie zawsze zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństw, które na niego czyhają.
Któregoś dnia, o poranku, Karolek jak zwykle po przebudzeniu wyjrzał przez okno i zobaczył na niebie wielobarwną, ogromną tęczę. Tak wielką, że jeden jej koniec zaczynał się tuż za jego domem, a drugi niknął w oddali.
Za rozległym, gęstym lasem.
„A co to za dziwo?” – zawołał, bo nigdy nie widział takiego zjawiska. „Muszę sprawdzić co jest na końcu tego tęczowego mostu, może spotkam nowych przyjaciół” – pomyślał sobie i jak pomyślał tak zrobił nie bacząc na to, że rodzice zabronili mu oddalać się od domu bez ich opieki.
„Nie będzie mnie tylko przez chwilkę i nawet nie zauważą mojego zniknięcia” – powtarzał sobie wspinając się, łapa za łapą na tęczę, nawet nie oglądając się za siebie. Bo gdyby się obejrzał, dostrzegłby rodziców, którzy widząc na mokrej trawie ślady jego łapek, pobiegli za nim.
Pierwsza do tęczy podbiegła mama tygrysica i kiedy tylko jej dotknęła zauważyła, że brzeg łuku tęczy zaczął się kurczyć do góry.
„Zejdź proszę na dół, Karolku” – zakrzyknęła zaniepokojona .Na próżno jednak bo Karolek jej już nie słyszał, a tęcza kurczyła się coraz szybciej.
Karolek też poczuł, że tęcza usuwa mu się spod łap. Zaniepokojony odwrócił łepek i zobaczył za sobą czarną otchłań. Teraz mógł iść tylko do przodu. Po jakimś czasie zaczęło braknąć mu sił a na dodatek zauważył, że piękne czarne i białe pasy na jego skórze, odpadają jeden po drugim aż jego sierść stała się całkiem płowa. Nie miał jednak wyjścia i musiał iść ciągle w górę choć słońce przypiekało go coraz mocniej i brakowało mu już tchu. Na dodatek, od tego skwaru bardzo chciało mu się pić.
Nagle, stał się cud. Ni stąd ni z owąd, zaczął padać drobny deszczyk.
Malutkie kropelki spadały, raz za razem, na Karolka chłodząc jego skórę.
Wysunął język i spróbował kilku z nich. Były słodkie jak miód i orzeźwiające jak lody. W tym samym czasie usłyszał głos mamy wołającej –„Karolku! Wracaj do nas!”.Podbiegł resztką sił w kierunku głosu mamy i po chwili zobaczył oboje rodziców. Kiedy się zbliżył zauważył, że w oczach mieli łzy.
„Dlaczego płakaliście, przecież nic mi się nie stało i dałem sobie wspaniale radę?”- zapytał Karolek.
„Bardzo się o ciebie martwiliśmy. Baliśmy się, że już do nas nie wrócisz. Obiecaj nam, że już nigdy nie zostawisz nas samych. Jesteś naszym słoneczkiem”- odpowiedzieli tata i mama Karolka. A kiedy to mówili z ich pyszczków zniknęły łzy i pojawił się uśmiech.
Karolek skinął głową na znak zgody i wrócił z rodzicami do domu.
Kiedy wchodził do domu, zobaczył w lustrze zawieszonym w korytarzu, że wszystkie pasy na jego sierści wróciły na swoje miejsce.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz