Marcin Jop: #Pokój_Analiz.
#Raport_z_Ukrainy!
Dziś mamy 19 lutego 2023 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.
Sytuacja jest stabilna. To najważniejszy wniosek z wydarzeń minionego tygodnia. Darujcie Państwo brak szczegółowych opisów starć i manewrów wojsk obu stron, ale toczone obecnie walki nie odbiegają niczym od prostego szablonu zwyczajowej harataniny dwóch wrogich formacji piechoty, które w swych zmaganiach przesuwają linię frontu o odcinki liczone w metrach. Słabe wsparcie artyleryjskie i generalnie niski stopień nasycenia środkami bojowymi pola walki daje w efekcie taki, a nie inny obraz wydarzeń. Położenie utrzymujących główny pas obrony w rejonie Bachmutu jednostek ukraińskich nie uległo zasadniczej zmianie i choć pewnym niepokojem napawać mogły powolne rosyjskie postępy na dość rozciągniętej linii frontu – zwłaszcza w połączeniu z charakterem ostatniej rotacji ukraińskiej obsady tego kierunku działań – obecnie niewiele wskazuje na zdolność Rosjan do osiągnięcia jakichś większych i ważniejszych celów operacyjnych.
Wydaje się, że najważniejszym czynnikiem jest obecnie czas. Podano do publicznej wiadomości o przybyciu kolejnych grup ukraińskich żołnierzy do Niemiec w celu podjęcia szkolenia na przybywającym stopniowo do Bremerhaven sprzęcie z USA. Na miejscu są już wozy „Stryker”, a oczekujemy bojowych wozów piechoty „Bradley” i zestawów artylerii samobieżnej „Paladin”. Jeśli zatem w ciągu ostatnich dni można było natknąć się na informacje o słabym, lub bardzo słabym wsparciu artyleryjskim dla broniących się jednostek ukraińskich najwyraźniej mamy do czynienia z gromadzeniem zapasów poprzez oszczędzanie dziennych przydziałów amunicji. To dość praktyczna metoda, pozwalająca na przynajmniej częściowe odtworzenie zdolności bojowej posiadanych sił i chyba jesteśmy obecnie świadkami podjęcia próby przygotowań do wiosennego sezonu operacyjnego przy użyciu sił posiadanych i tych, które dopiero otrzymają status zdolności do prowadzenia działań po zakończeniu szkoleń. Wiele wskazuje na to, że kolejne tygodnie i miesiące wiosny mogą stać pod znakiem wzmożonej ukraińskiej aktywności operacyjnej.
Tymczasem obserwując stronę rosyjską nie mogę się oprzeć wrażeniu, że forsowana od zimy strategia wyczerpywania przeciwnika poprzez stały nacisk na kilku wybranych odcinkach powoli zaczyna się obracać przeciw Rosjanom. Poniesione w ciągu ostatnich kilku tygodni straty bojowe i operacyjne wywołały konieczność stałego zasilania linii bojowej odtwarzanymi jednostkami, w tym także takimi, które przez wiele tygodni traktowane były jako „żelazne rezerwy” – mam tutaj na myśli na przykład elementy 2 i 90 dywizji gwardyjskich, czy niezmiennie używanej w ostateczności 76 dywizji WDW. Co ciekawe, użycie tych jednostek nie wpłynęło w radykalny sposób na skuteczność bojową atakujących zgrupowań. Żeby było jeszcze ciekawiej – poziom strat tych jednostek pozostaje na podobnym poziomie do używanych wcześniej oddziałów armii, marynarki, „separatystów”, czy najemników. Jasnym jest, że obserwacje o ogromnych brakach kadry oficerskiej niższego i średniego szczebla zyskują w ten sposób nieme potwierdzenie. Podobnie jak wskazane ostatnio ostateczne zerwanie z „zachodnim” sposobem wojowania, czyli rezygnacją z utrzymywania batalionowych grup taktycznych na rzecz powrotu do działań zgrupowaniami pułków i brygad. Jeśli martwimy się o ukraińskie zdolności logistyczne (w pewnym momencie zgłaszano braki magazynków, o amunicji nie wspominając), to równie źle, jeśli nie gorzej wypada rosyjski system logistyczny, który kuleje tak jak kulał. Nic mnie tak nie zdziwiło, jak doniesienia o skutecznym ostrzale rakietowym rosyjskich składów amunicji, po których tempo rosyjskich działań w Donbasie wyraźnie osłabło – nadal zatem Rosjanie nie są w stanie rozwiązać problemu konieczności rozśrodkowania składów amunicji i zapasów, lub przynajmniej wycofania ich poza zasięg ukraińskiej artylerii rakietowej. Ponadto, przedwczoraj ogłoszono serię zmian kadrowych na najwyższych szczeblach dowodzenia operacyjnego – zastąpiono czterech dowódców rosyjskich dystryktów wojskowych. Poprzednicy opuścili swe stanowiska z pewnością nie z powodu nadzwyczajnych osiągnięć bojowych podległych im wojsk. Być może to zwykłe personalne gierki, zjawisko typowe dla walk frakcyjnych najbliższego otoczenia każdego szanującego się dyktatora. Być może jednak, to efekt bardzo dalekich od oczekiwań rezultatów mobilizacji, procesu szkolenia i wyników walk ostatnich tygodni. Osobiście skłaniałbym się ku tej drugiej opcji.
Rzecz jasna nie mam żadnych podstaw, by w obecnej sytuacji doszukiwać się przesilenia w rosyjskich próbach „zamęczenia” ukraińskiej obrony, ale coraz więcej znaków wskazuje na zbliżanie się momentu zderzenia ze ścianą rzeczywistości pola walki. Jeśli Rosjanie będą chcieli kontynuować swe ograniczone operacje zaczepne w nadchodzących tygodniach, będą musieli zmierzyć się z koniecznością coraz silniejszego angażowania w starcia z takim trudem odtworzonych jednostek w warunkach zdecydowanie ograniczających atuty pozostające wciąż w rękach rosyjskiego dowództwa – zdolności do zmasowania potężnych ogni artyleryjskich na wybranych odcinkach przełamania i rzecz jasna możliwości operowania dużymi zgrupowaniami wojsk zmechanizowanych na stosunkowo wąskich odcinkach frontu. Aż do 2 marca pogoda w rejonie Donbasu będzie zdecydowanie niekorzystna – wahania dziennych temperatur od temperatur dodatnich do ujemnych, z niską podstawa chmur i stałymi opadami (na przemian) śniegu i deszczu. Takie okoliczności wykluczają skuteczną obserwację głębi ukraińskich pozycji obronnych i skazują rosyjskie grupy szturmowe do dalszych natarć „na ślepo”, przy minimalnym wsparciu ogniowym, bez udziału rozpoznawczych UAV w bieżącym kontrolowaniu sytuacji na polu walki. W taki sposób dowództwo rosyjskie osiągnie jedynie konieczność stałego zasilania linii bojowej odświeżonymi związkami, by ponownie je odtwarzać po każdej krwawej bitwie. W linii prostej doprowadzi do to stałego spadku wartości bojowej oddziałów i wreszcie, do stawienia pod znakiem zapytania własnej zdolności do przeprowadzenia pełnoskalowej ofensywy w najkorzystniejszej części sezonu operacyjnego, czyli późną wiosną i latem.
Co wydarzyło się na polach bitew w minionym tygodniu? Nadal aktywne były jedynie stosunkowo ograniczone odcinki, a wieści płynące z Ukrainy zdecydowanie nie są dla Rosjan pozytywne. W rejonie Kreminnej po ustaniu rosyjskich działań zaczepnych do kontrataku przystąpiła ukraińska 95 Brygada Desantowa, która odepchnęła siły rosyjskie w rejon Dibrownego i Kuzminnego. Nie da się określić przebiegu linii frontu w zalesionym obszarze ciągnącym się na południe, aż do brzegów Dońca, ale wydaje się, że także tutaj aktywniejsza była strona ukraińska. Wprawdzie oddziały ukraińskie nie zdołały odtworzyć przedniego skraju obrony z okresu poprzedzającego rosyjskie natarcia w tym rejonie, ale sądząc po ilości zaangażowanych rosyjskich rezerw ( w tym gwardyjskich związków zmechanizowanych) próba wyczerpania ukraińskich odwodów operacyjnych zupełnie spaliła na panewce.
Podjęte w ciągu ostatniego tygodnia próby natarć w rejonie Siwierska i na północ od Soledaru zakończyły się dla Rosjan kompletnym fiaskiem. Nie miały tutaj miejsca wydarzenia tak spektakularne, jak podczas walk o Wuhledar, ale należy jasno powiedzieć, że Rosjanie nie poradzili sobie nawet z linią ukraińskich ubezpieczeń. Oczywiście istnieje ryzyko, że owe ataki miały charakter rozpoznania walką i ukraińskich obrońców dopiero czeka prawdziwa próba ognia, ale sądząc po skali rosyjskiego zaangażowania w innych rejonach frontu południowo-wschodniego, trudno będzie im wygospodarować siły, które będą w stanie poważnie zagrozić obronie. Zwłaszcza w takiej aurze. A jeśli niebawem rozpocznie się kolejna seria falowych ataków piechoty obliczonych na „zalanie” systemu obrony, to tym lepiej dla strony ukraińskiej – z pewnością proceder ów nie przyspieszy przygotowań do poważnej ofensywy.
Zdecydowanie nie wiedzie się Rosjanom w rejonie Bachmutu. Po zajęciu Krasnej Hory nie zdołali oni mimo poważnego wysiłku przekroczyć drogi M-03, która obecnie pozostaje linią frontu. W samym Bachmucie ukraińska piechota zdołała wyprzeć siły rosyjskie ze wschodniej części miejscowości zadając im poważne straty. Także bez powodzenia zakończyły się natarcia rosyjskie na ukraińskie pozycje na południowej części występu bachmuckiego. Ukraińska piechota utrzymuje swe pozycje i powstrzymała rosyjskie ataki w rejonie Iwaniwskiego. Próba rozszerzenia pasa natarcia bardziej na zachód poprzez podjęcie ataków na Czasiw Jar także została przez obrońców zablokowana. Niejasna pozostaje sytuacja w ważnym dla całości ukraińskiego systemu obrony rejonie wzgórz położonych na północ od Kliszcziwki. Być może w ciągu następnych dni wyjaśni się, kto właściwie włada tymi wzniesieniami dominującymi nad bezpośrednią okolicą.
W rejonie Wuhłedaru siły rosyjskie nadal próbują zmiękczać ukraińską obronę, ale niewiele z tego wynika. Pozycje ukraińskiej 72 Brygady nadal wyglądają na bardzo mocne, a Rosjanom najwyraźniej skończyli się żołnierze, których można by posłać na rzeź.
Reasumując, sytuacja operacyjna sił ukraińskich pozostaje stabilna, a utrzymywany główny pas obrony wygląda na dość solidny. W nadchodzących dniach możemy się spodziewać się kolejnych rosyjskich wystąpień zaczepnych, tym bardziej, że wycofywanych konsekwentnie najemników zastępuje od tygodnie „mięso armatnie” nieco innego sortu – dowództwo rosyjskie przypomniało sobie o jednostkach „separatystów”, które także zasilono poborowymi. Jak przypuszczam, to na barkach tych jednostek w najbliższych dniach spocznie ciężar mozolnych szturmów na ukraińskie pozycje.
Na fotografii zabudowania Wuhłedaru po dotychczasowych walkach.
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop
Zostaw komentarz