Tylko koszmar organizacji ochrony zdrowia może się u nas równać z koszmarem organizacji wymiaru sprawiedliwości.

Pewien polityk w sprawie cywilnej wezwał mnie na świadka. W sprawie tej mam może nie jakąś super obszerną i pogłębioną, ale zawsze jakąś tam wiedzę – więc się zgodziłam.

Rozprawa zdalna. Dostaję link. Wchodzę na ten link , łączę się, nawet sprawnie poprzez aplikację na smartfon MS Teams i…. I nic. Owszem dostaję wiadomość, że „ktoś powinien wkrótce cię wpuścić”.

Ale nikt mnie nie wpuszcza.
Mija 20 minut – piszę maila na mail podany, jako zwrotny w zawiadomieniu o rozprawie i w wezwaniu i na wszelki wypadek przypominam, że czekam i jaki mam numer telefonu. I tak mija następne 20 minut. Inaczej niż normalnie w sądzie na korytarzu, wokandy wiszącej na drzwiach oczywiście nie widzę, więc nie wiem kto był przede mną, a kto jest po mnie. Nie widzę też czy otwierają się drzwi, nie spotykam wchodzących ani wychodzących, ani współczekających na ławce przed salą, nie mogę spytać w sekretariacie wydziału (aby znależć jego telefon i dodzwonić się musze się rozłączyć i poszukać… )nie mogę choć zajrzeć do sali i ciemna jestem jak tabaka w rogu: jest ta rozprawa czy jej nie ma? Może odroczyli? Może mnie nie będą wzywać? Może mi nikt nie powiedział? A może coś nie tak z połączeniem jednak, choć wygląda jak by było OK?

Co tu kurza stopa i motyla nogą robić? Już 45 minut.

A teraz przedstawcie sobie, że
protokoły z tych rozpraw są prowadzone tylko w wersji wideo. I spróbujcie znaleźć konkretne zdanie wśród dajmy na to 5 albo 6 godzin nagranej treści. Jako stara redaktorka TV, która rozumie co to jest archiwum video, życzę Wam powodzenia…. A potem kolejną kwestię spróbujcie znależć, bo Wam się wydaje, ze to było powiedziane po tym, a przed tamtym…. Przewijacie i przewijacie a tu ni licha nie można trafić…

Pół życia można na tym strawić.

Bardzo zły pomysł. Może przyszłościowy (gdy będzie możliwość automatycznego, szczegółowego opisu i indeksowania treści w katalogach) ale na obecnym etapie technologicznym wprowadzenie tych „ułatwień” to działanie antysprawiedliwościowe.

A następna rozprawa (wszyscy już przyzwyczailiśmy się) zazwyczaj za 8 miesięcy (jak dobrze pójdzie). Prawie jak wizyta u neurologa na NFZ. Teraz po urazie głowy, zapisują na październik. Do tego czasu, albo wyzdrowiejesz i wizytę odwołasz, albo umrzesz i też się nie odbędzie, albo zabierze cię pogotowie, to się odbędzie ale w innej placówce i w innym trybie.

W jaki sposób to, że rozprawy sądowe nie są prowadzone dzień po dniu, ma wpłynąć na wydajniejsze wykorzystanie czasu przez sędziów? Nie wiadomo. Rozprawy nie
powinny być odraczane więcej niż na dzień – dwa, a jeśli na dłużej, to tylko na czas absolutnie najkrótszy, koniecznie wymagany do przeprowadzenia jakiejś dodatkowej czynności procesowej. Niech mi ktoś powie na jakiej zasadzie rozprawa, która będzie prowadzona przez godzinę – dwie co 5 – 6 miesięcy, i zajmie 3 lata, wydajniej wykorzysta czas niż ta, ktorą poprowadzi się przez 3 dni po 6 czy 7 godzin dzień po dniu. Co więcej, prowadzenie dzień po dniu daje jeszcze jedną przewagę: ludzie (łącznie z sędziami) PAMIĘTAJĄ sprawę i nie muszą jej zaczynać za każdym razem częściowo… na nowo, od przypominania sobie akt (a jak zapis elektroniczny, to jak myślicie, 5 godzin sędzia przejrzy znów, czy nie?), albo co gorsza po prostu sprawy nie pamięta za dobrze i tyle.

Łatwo sobie wyobrazić, jak trudno jest pamiętać, gdy sędzia ma naraz rozpoczętych kilkadziesiąt czy sto spraw, a każda toczy się w takich właśnie interwałach…

Być może sprawa po złożeniu do sądu nie może się rozpocząć pojutrze ani nawet za tydzień, bo obecnie są zatory. Ok. Niech się zacznie i za 3 miesiące, albo za pół roku, ale jak się zacznie, to niech się już potoczy normalnie.

Strony przestawiają swój plan rozprawy – co potrzebują i co zamierzają – na początku. Dalej jeśli trzeba jeszcze w trakcie dodatkową ekspertyzę – to się odracza na tydzień czy dwa tygodnie i dalej kontynuuje dzień po dniu.

No cóż, nikt nie odpowiedział na moje maile, nikt nie zadzwonił, ale ostatecznie po dobrze ponad godzinie, dzięki zmaganiom mojej asystentki, dowiedziałam się, że zeznanie miałoby się odbyć o 12.30., bo coś się przesunęło. Tylko że ja na 13 mam umówione ważne spotkanie. Myślałam, że 3 godziny wystarczy…

Auuuuuuu…… uuuuu…. Tylko zawyć do księżyca.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.