Do mojego dzisiejszego wpisu (tutaj) o rozlokowywaniu rosyjskiej broni jądrowej na Białorusi dopisał glossę mój znakomity, pragnący zachować anonimowość znajomy. Przekazuję zatem:
————————–
Rosja umieszcza na Białorusi swoje pociski Kindżał z głowicami atomowymi. Co to w praktyce oznacza?
Przede wszystkim musi się wiedzieć, że na ten moment w arsenale NATO, ani żadnym innym nie ma przed Kindżałami żadnej obrony. Są za szybkie. Nie mamy systemów antyrakietowych zdolnych to zwalczać, bo ten pocisk osiąga prędkości po prostu gigantyczne. Z Białorusi będzie to w Warszawie w ciągu trzech minut. Można się wyluzować. To między innymi dlatego Ukraina nie ma już 70 procent infrastruktury krytycznej. Oczywiście nie wszystko, co tam zniszczono, zostało trafione przez Kindżały. Wiele ofiar jest po prostu z winy Europy dlatego, że zwleka z dostarczeniem tej pomocy antyrakietowej, którą dostarczyć może. Na przykład dali systemy Patriot, ale po pierwsze po żenującej przepychance z Polską i tylko dzięki Polsce, a po drugie za mało. To wszystko nie jest w tej skali, która by była potrzebna.
Tak czy siak, Patrioty na Kindżały nie pomogą, ale na inne rakiety i owszem by mogły. Sprawa jest w toku, ale się opóźnia, tej obrony jest tam za mało, więc w praktyce Ukraina jest przed rosyjskim ostrzałem rakietowym bezbronna.
Ale wina Europy to inna kwestia, a Kindżały – inna. Tu Europa ani USA nic nie mogą pomóc, bo to pociski hipersoniczne. Jak bardzo hipersoniczne? Bardzo hiper. Szybkie w cholerę. To, na co je na Ukrainie wysłano, no to tego już tam nie ma. A głowic atomowych na szczęście jeszcze nie użyto…
No i to jest pierwszy problem. Drugi jest taki, że umieszczenie tego sprzętu na Białorusi oznacza faktyczną integrację tego śmiesznego państwa z Rosją. Pewne dokumenty zostały podpisane już lata temu, mieliśmy operację „Śluza” prowadzoną z Białorusi przeciw Polsce jako wstęp do inwazji na Ukrainę, gdzie użyto ludzi werbowanych w Afryce przez rosyjską Grupę Wagnera. Mieliśmy wspólne ćwiczenia spadochroniarzy białoruskich i rosyjskich, gdzie oni trenowali np. eskortowanie dużych kolumn „uchodźców” w głąb obcego państwa (tu Polski) dla „zapewnienia bezpieczeństwa”, oraz inne scenariusze tzw. sytuacji niekonsensualnych.
Co to są sytuacje niekonsensualne? Jak gdzieś przyjeżdża Jachira, to wtedy. Tworzenie takich sytuacji jest literalnie opisane w rosyjskiej wojennej doktrynie. O Jachirze tam nie wspomnieli, bo to jest wkład wymienny w zasadzie i się to pomija. Generalnie chodzi o takie sytuacje, w których różnej maści oszołomy interpretują politykę wedle wizji zaciągniętych z Misia Uszatka.
Tymczasem, stopniowa integracja Białorusi i Rosji jest nieunikniona i to jest poważny problem. Wraz z Kindżałami, będziemy mieli całą granice polsko-białoruska gdzie non-stop będą prowokacje „uchodźcze” i inne podobne. Non stop będą tam stały rosyjsko-białoruskie „siły bezpieczeństwa” gotowe interweniować, bo „sytuacja humanitarna wymknęła się spod kontroli” i w każdym momencie będzie się trzeba liczyć z możliwością inwazji i trzymać tam wielkie formacje obronne. Po naszej stronie będziemy też mieć wszelkiej maści „miłośników pokoju”, którzy będą robili co się da, żeby tych formacji trzeba było jeszcze więcej: będzie ciągłe szczucie i ciągłe robienie ludziom wody z mózgu.
No i to jest jakby trzeci problem, już bardzo praktyczny. Bo o ile w faktyczny atak atomowy za pomocą Kindżałów nie wierzę, o ile inwazja silami konwencjonalnymi jest dla Rosji słabym scenariuszem, bo Polska zbroi się bardzo konkretnie, o tyle realna, już fizyczna obecność Rosji na granicy, może bardzo zmienić naszą wewnętrzną konfigurację polityczną.
Żeby zrozumieć, o co chodzi, musimy zrozumieć, dlaczego Ukraina wciąż istnieje. Owszem, istnieje dlatego, że dostaje z Polski, USA i Wielkiej Brytanii pomoc militarną, a i z kilku innych krajów trochę też, a przynajmniej już przestali przeszkadzać.
Istnieje jednak przede wszystkim dlatego, że sami Ukraińcy tego chcą. Ale dlaczego oni tak bardzo tego chcą? Ukraina przed wojną nie była rajem. Poziom wolności gospodarczej bardzo niski, PKB katastrofalne, korupcja totalna, mierzona każdą możliwą międzynarodową skalą – ogromna, poziom życia – słaby, bo przecież nie przypadkiem tyle ludzi stamtąd przyjeżdżało tu do pracy, zostawiając własne rodziny. Ten poziom życia wcale nie był jakoś dużo lepszy niż w Rosji, a perspektywy na przyszłość wcale nie były oczywiste. No więc skąd ta determinacja? Czemu zawdzięczamy ten intrygujący fakt, że nie mamy jeszcze rosyjskich wojsk na polsko-ukraińskiej granicy, albo i dalej?
Ponieważ na Ukrainie przetrwało to coś, co jest cały czas w Europie podważane: idea narodu! I idea państwa, jako praktycznej realizacji tej idei narodu.
To jest paradoks, z którym europejskie siły postępu muszą sobie jakoś poradzić, jeśli w ogóle chcą dalej uczestniczyć w poważnej debacie. Europa istnieje i może wyśmiewać ideę narodu tylko dzięki temu, że gdzieś na kresach jest naród, który w tę ideę wierzy na tyle, że ludzie są gotowi za to walczyć. Gdyby myśleli tak jak Europejczycy, to Europejczycy nie mogliby już tak myśleć, bo zostaliby po prostu Rosjanami.
Problem polskiej sceny politycznej nie jest tam, gdzie go lokalizuje debilna polska publicystyka skupiająca się na „kto z której listy” albo „kto ile zarobił”. To są bzdury, brednie, berbeluchy i śmieci bez znaczenia. Żadnego!
Problemem polskiej sceny politycznej są pryncypia i aksjologia. Konserwatyści wykształcili aksjologię, która pasuje do sytuacji, z jaką mamy do czynienia. Opozycja albo nie wykształciła żadnej aksjologii, albo niespójną, albo taką, która w obliczu obecnej sytuacji jest samobójcza.
Przypominam tym, co zapomnieli, że początkiem końca Palikota była deklaracja, że w przypadku wojny z Rosją należy natychmiast się poddać, żeby uniknąć ofiar. To oświadczenie zakończyło (na szczęście) jego karierę.
Niemożność stworzenia wspólnej listy, której tak się domaga Gazeta Wyborcza, żeby posłankę Dziemianowicz-Bąk i inne tytanice intelektu przepchnąć do Sejmu nie wynika z egoizmu „panów w garniturach”, tylko wynika z niemożności sformułowania wspólnej aksjologii. Takiej, która umożliwi sformułowanie spójnego logicznie uzasadnienia dla mobilizacji wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni na wypadek inwazji.
Z jakiego powodu oni mieliby iść do wojska, jeśli „naród” jest patriarchalnym „przebrzmiałym pojęciem” a patriarchat obalamy?
Nie ma takiej przyczyny. Nikt nie umrze za „uwalnianie sutka” ani za „sprawiedliwość menstruacyjną”. Po prostu nie ma takiej możliwości.
Dlatego pojawienie się Rosji realnie na naszej granicy całkowicie przebuduje naszą scenę mentalną, a wraz z nią scenę polityczną. A kto tego nie pojmie, ten będzie musiał z polityki zniknąć.
P.S. – gdyby ktoś nie wiedział, co to jest aksjologia, to wyjaśniam (ironicznie), że w ogóle czegoś takiego nie ma. Liczy się tylko tu i teraz. Z chwili na chwilę rób to, co robisz. Tak robili Indianie, a nie ma nikogo, kto w dzieciństwie nie chciał być Indianinem.
————

Motto zaczerpnięte z książki Johna Galsworthy’ego pt. „Okna”:
Idealizm narasta wprost proporcjonalnie, miarę oddalania się od problemów.
Fot. Rosyjskie Ministerstwo Obrony
Zostaw komentarz