Z rozbawieniem obserwuję skandalik towarzyski, którego istotą jest to, że reżyser Andrzej Saramonowicz (twórca tak wiekopomnych dzieł w historii polskiej kinematografii, jak choćby film „Lejdis”) napisał obraźliwe wiadomości do córki Jacka Kaczmarskiego, gdyż ta ośmieliła się powiedzieć, że jej ojciec wielkim artystą – owszem – był, ale niestety przy okazji był też, jak wynika z jej słów, złym i przemocowym mężem i ojcem. Moje rozbawienie wynika z tego, że p. Saramonowicz niczego nowego nie zrobił. Cała istota jego działalności publicznej i cały jego i jego środowiska pomysł na pokonanie PiS sprowadza się do tego, żeby o trupach w szafie „swoich” autorytetów, znajomych i pociotków i „swojego” środowiska nie mówić.
Kaczmarski był „swój”, więc należy wszystko, co złe zamieść pod dywan. Jakby Kaczmarski był na sztandarach PiS należałoby o jego wadach rozmawiać, a córce za „prawdę” (choćby była półprawdą) dziękować. Pomysł pana Saramonowicza na pokonanie PiS, dodajmy, święci tryumfy. W optyce pana Saramonowicza każdy, kto PiS krytykuje, ale zarazem nie wpada w zachwyt na widok „swoich” pana reżysera, to poputczik PiS (jaki świat może być cudownie nieskomplikowany, nieprawdaż?).
I jedynie sondaże dają PiS nadal pierwsze miejsce.
Fot. Wikipedia/Fryta73 • CC BY2.0
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Zostaw komentarz