Od dość dawna w krytycznych wobec PiS mediach nieustannie powraca pytanie: jak to możliwe, że przy tak dużej ilości rozmaitych afer i aferek, których bohaterami są rozmaici ludzie reprezentujący obóz rządzący, nie spada poparcie dla partii Kaczyńskiego? Moja odpowiedź, oczywiście jak zwykle stronnicza i podyktowana poleceniami płynącymi z wiadomych ośrodków, jest następująca.
1. Proces polaryzacji osiągnął nowe, wyższe jakościowo stadium, które powoduje, że tzw. twardy elektorat PiS został już skutecznie zaimpregnowany i nie wierzy w jakiekolwiek informacje, które nie pochodzą z mediów wspierających partię rządzącą, bądź bezpośrednio od PJK i innych działaczy.

2. Tzw. miękka część zwolenników PiS, której sporą część stanowi elektorat socjalny, jest z kolei skoncentrowana na ocaleniu tego „co było dane” (500+, 13-tka, 14-tka itd.) i cichej nadziei, że coś jeszcze przed wyborami „zostanie dodane” (waloryzacja 500+ itd.). Próba przelicytowania obietnic PiS przez PDT (znakomicie widoczna w przypadku tematu kredytów mieszkaniowych), była od początku skazana na porażkę, ponieważ nie ma w Polsce czynnego polityka mniej wiarygodnego w tej roli niż były premier. Zdumiewające, że tak doświadczony polityk nie potrafi tego przyjąć do wiadomości. Pozostaje nam zatem tylko czekać, aż w akcie ostatecznej desperacji, powróci do sygnalizowanej już w przeszłości idei 4-dniowego tygodnia pracy, a na ostatniej prostej wystąpi z koncepcją skrócenia wieku emerytalnego. Na szczęście dla niego twardy elektorat PO pozostaje dobrze zaimpregnowany, a Hołownia utracił już całkowicie zdolności do pozyskiwania wyborców w tym gronie.
3. Konsolidacji wyborców wokół PiS sprzyja też sytuacja w opozycji. Po trwającej wiele miesięcy jałowej dyskusji nt. jednej listy, coraz wyraźniej widać, że problem może być nawet z trzema listami, bowiem pozornie najprostsze negocjacje koalicyjne między PL2050 i PSL właśnie utknęły i wciąż nie wiadomo jak się skończą. Ale jeśli nawet dojdzie do ich porozumienia, to i tak jest już za późno, aby odegrało to jakąś istotniejszą rolę, oczywiście poza funkcją koła ratunkowego.
Czy oznacza to, że PiS ma już trzecią kadencję w kieszeni? W żadnym razie. To, co PJK może uznać po fiasku koncepcji jednej (lub nawet dwóch) list opozycji za niemal pewne, to posiadanie największego klubu w kolejnym Sejmie. Daje to jego partii, przy utrzymaniu życzliwej postawy ze strony PAD, największe szanse na stworzenie kolejnego rządu.
Jednak w świetle opublikowanych w ostatnich miesiącach sondaży, niemal żaden wynikający z nich wynik nie zapewnia PiS samodzielnej większości. Co więcej, ostatni wzrost sondażowy K, który dotąd odbywał się głównie kosztem innych formacji opozycyjnych, może – za sprawą dynamiki rynku medialnego – uruchomić zainteresowanie jej ofertą tej części (mniejszej, ale jednak liczebnie istotnej) miękkiego elektoratu PiS, która akurat nie jest zapatrzona w obietnice socjalne. Gdyby tak się stało, to uznawana już przez niektórych za przesądzoną koalicja PiS-K może się okazać trudniejsza od niezapomnianej koalicji PiS z LPR i Samoobroną…
Fot. Kwejk.pl
Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Zostaw komentarz