Jedyny pozytywny efekt tej niewyobrażalnej tragedii na A1 będzie (mam nadzieję) taki, że wreszcie zacznie sie zwracać uwagę na „speederów”, migających światłami supermenów lewego pasa.
Pisałam o tym kilkakrotnie na Fb i za każdym razem spotykałam się z ostrym odporem miłośników szybkiej jazdy i wrogów „zamulaczy”.
A pisałam, bo jeżdżąc sporo drogą szybkiego ruchu, czesto się z tym stykam. Mój instruktor nauki jazdy w USA (gdzie się uczyłam jeżdzić) mawiał, że każda zmiana pasa na drodze to potencjalne zagroźenie wypadkiem, należy więc wykonywać ten manewr, możliwie jak najrzadziej się da, a im więcej zmian tym większa szansa na nieszczęście.
Tymczasem skrupulatnie przestrzegane polskie przepisy (czy też nadinterpretowane) powodują, że jadąc dość szybko ekspresówką (mówię tu przede wszystkim o drodze z dwoma pasami na jednym kierunku ruchu, osobna kwestia to autostrady, o tym jeszcze za chwilę), jest się zmuszonym zmieniać pas jakieś dwa razy na minutę.
Otóż jeżdżę (wyznam szczerze) dość szybko – typu 120 – 130km/h i często nieco przekraczam górną granicę dopuszczalnej prędkości na drodze szybkiego ruchu.
Sama też nie lubię samochodów jadących wyraźnie za wolno i blokujących ruch. Zazwyczaj jadę sporymi kawałkami lewym pasem, wyprzedzając kolejne ciężarówki, czy stare autka – częsty element lokalnego ruchu. Nie zmienia to jednak sytuacji, że co i rusz pojawia się za mną migający światłami gość, który domaga się natychmiastowego zjazdu na prawy pas, bo musi po prostu musi już, natychmiast, w tej sekundzie mnie wyprzedzić. Zazwyczaj jedzie gruuuubo ponad dopuszczalną prędkość (40-50 -60 km/h powyżej) ale niemniej podobno (jak wielokrotnie dowodzili mi macho – dyskutanci) przepisy ma po swojej stronie, jako że ja wyprzedziwszy jeden samochód, powinnam natychmiast zjeżdżać na prawy pas i „nie blokować lewego”.
Spróbowałam to kiedyś zrobić ściśle, tak jak to rzekomo trzeba, ze stoperem. Pojedyńcze samochody, które wyprzedzałam albo grupy samochodów pojawiały się średnio z częstotliwością od co 40″ do co 1’30”. To wymagałoby zmieniania pasa KILKADZIESIĄT RAZY w ciągu godziny jazdy. To jakiś totalny nonsens. Komu ja u licha mogłam blokować pas, kiedy jechałam nim nieco powyżej górnej granicy dopuszczalnej prędkości? No komu? Głównie drogowym wariatom.
Kolejny idiotyzm polskich przepisów drogowych to w ogole żelazna zasada prawej strony, zastosowana na autostradzie. Masz jechać najbardziej prawym pasem jak się da…
Pod tym wzgledem Amerykanie, którzy (zwlaszcza poza wielkimi miastami) samochód „zakładają” wychodząc z domu tak jak my buty, byli dla mnie wyrocznią. Zawsze na trzypasowej autostradzie – zasady obowiązywały tam takie: prawy pas jest dla ciężarówek, pojazdów powolnych oraz do zjazdu, lewy służy do wyprzedzania, a pas środkowy jest tzw. pasem podróżnym i nim się jedzie. I to jest rozsądne.
Może wreszcie kiedyś, ktoś się zastanowi czy tworzenie przepisów wymuszajacych nieustanne zmienianie pasów na drogach szybkiego ruchu ma sens.
Howgh
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz