Temat Eurowizji powraca corocznie na przestrzeni kwietnia oraz maja i wydaje się, jakby z roku na rok coraz bardziej polaryzował społeczeństwo. Cała Europa żyje tym wydarzeniem, a bukmacherzy typują zwycięzców, dzięki czemu można obstawiać niczym na zakładach z Cookiecasino bonus. Ten ogromny festiwal muzyczny ma mnóstwo zwolenników, krytyków i absolutnych przeciwników. Dlaczego tak jest? Wystarczy obejrzeć jeden z koncertów finałowych i wszystko staje się jasne…
W niniejszym artykule postaramy się przyjrzeć bliżej tej sytuacji i ostatecznie określić, dlaczego Eurowizja tak bardzo odeszła od polskich standardów.
Polityczne ustosunkowanie wpływające na decyzję jury
Eurowizja od samego początku była bardzo politycznym festiwalem. Mimo że twórcy zawsze starają się jak najbardziej oddzielić festiwal od problemów natury geopolitycznej, to wyraźnie widać, kto z kim się lubi, a kto jest powszechnie uznawany za nielubianego w Europie.
Artyści to dostrzegli i często wprowadzają do swoich występów tekst lub przesłanie, które ma wpisać się w ogólne nastroje panujące w Europie. Aby piosenka zwróciła na siebie uwagę, powinna traktować o jakimś istotnym społecznym problemie, być „dobra” i wyrazista.
Krytycy zarzucają festiwalowi Eurowizji, że nieustannie traci na neutralności i często staje się narzędziem promocji określonych agend politycznych. W 2024 roku ogromnym zarzutem jest przyjęcie reprezentantki Izraela, podczas gdy Rosja i Białoruś zostały wykluczone po ataku na Ukrainę. Ten brak konsekwencji wyraźnie odbija się na imprezie, która z założenia miała być pozbawiona wszelkich wpływów z zewnątrz.
Przedstawienie zakrzywionej wizji kultury europejskiej
Z jednej strony można stwierdzić, że oswajanie ludzi z odmiennością seksualną jest czymś dobrym. Eurowizja robi to od wielu lat, ale obserwatorzy dostrzegają, że sytuacja coraz częściej jest przedstawiana w sposób przekolorowany. Tęczowe flagi i jasne poparcie dla środowisk LGBTQ+ to jedno, ale tworzenie imprezy, na której bardziej promuje się właśnie te wartości, w dużej mierze pomijając te przedstawiane przez zdecydowaną większość Europejczyków, to pójście o krok za daleko.
Chyba wszyscy pamiętają oburzenie naszych dziadków i babć, kiedy zwycięzcą Eurowizji w 2014 roku „była” Conchita Wurst, czyli mężczyzna z wyraźnie podkreślonym zarostem, który był ubrany niczym kobieta. Należy tutaj wyraźnie zaznaczyć, że nie ma w tym nic dziwnego – Conchita była jedynie postacią sceniczną, a piosenka „Rise Like a Phoenix” zdecydowania zasłużyła na zwycięstwo, ale to był moment zwrotny, jeśli chodzi o opinie Polaków względem Eurowizji. Od tego momentu zaczęto się dokładniej przyglądać festiwalowi.
W kolejnych latach prezentowanie odmienności seksualnej stało się standardem. To było wręcz modne, a artyści z pewnością dostrzegli, że zaprezentowanie takich treści zapewni im lepszy odbiór. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
Tegoroczna Eurowizja to prawdziwy festiwal odmienności, który przełożony na dzisiejsze społeczeństwo europejskie przedstawia, że dosłownie co druga osoba nie określa swojej płci, stosuje inne zaimki, lub prezentuje odmienność seksualną. To oczywiste przedobrzenie może Eurowizji nie wyjść na dobre – w końcu te środowiska są w mniejszości i jeżeli większość dostrzeże, że jest spychana na margines, w końcu może się zbuntować. Nie ma nic złego w oswajaniu ludzi z odmiennością, ale wyolbrzymianie danego zjawiska może przynieść jedynie odwrotny skutek – zwłaszcza w Polsce.
Podejście do Eurowizji – oglądać czy nie?
To wszystko sprawia, że kiedy ktoś dzisiaj powie, że będzie oglądał Eurowizję, to ma pewność spotkać się z dwoma reakcjami – skrajnie negatywnymi bądź pozytywnymi. Trudno dziwić się osobom, które mają złe zadnie o Eurowizji, ale warto podejść do tego z dystansem. Ten festiwal muzyczny jest bardzo ciekawym zjawiskiem, gdzie spotykają się wszelkie nurty muzyczne i kulturowe.
Oglądając go, nie musimy się zgadzać z promowanymi tam wartościami, czy przyklaskiwać piosenkom, które nam się nie podobają. Wśród tej całej odmienności można natrafić na naprawdę wiele interesujących treści – przede wszystkim muzycznych. Owszem, większość „eurowizyjnych” piosenek trąci kiczem, ale zawsze znajdą się perełki pokroju chociażby wykonania Michała Szpaka, Månsa Zelmerlöwa, czy nawet Conchity Wurst. Ostatecznie zawsze zwycięża piosenka, o której trudno powiedzieć, że na to nie zasłużyła.
Zostaw komentarz