– Teraz to jest rano czy wieczór? – zapytałem, bo nie byłem pewien.

– Wieczór raczej – odpowiedział sołtys.

– Szkoda, bo taki ładni dzień a tak szybko się skończył.

– Czasami lepiej, żeby się kończyły i nie zaczynały, poniedziałki na przykład, jak wówczas boli mnie głowa, nawet ibuprom nie pomaga – odparł sołtys.

– A ja się wczoraj zastrzeliłem – powiedziałem sołtysowi.

– Co??? Jakim cudem pan jesteś zatem przede mną? – zapytał zszokowany.

– Bo zastrzeliłem się nieskutecznie. Kula przeszła przez prawe ucho, odbiła się od ściany i zabiła Murzyna.

– Jakiego zaś Murzyna? – zapytał sołtys.

– A bo ja antropologiem jestem – odpowiedziałem – i poleciłem sobie polać słynnej sołtysowej nalewki robionej o poranku z czterolistnych kończyn.

– A Murzyn nie przeżył? – zapytał sołtys.

– Chyba przeżył, ale jest w marnym stanie. Leży u mnie na łóżku cały zakrwawiony.

– To może trzeba wezwać medyków? – zapytał sołtys.

– To wzywaj pan, powiedziałem i wychyliłem kieliszek nalewki.