Mam pewien pomysł.
Pracowałem w różnych miejscach. W każdym byłem rozliczany z efektów. W większości firm raz w roku ustala się z pracownikiem cele, a po roku omawia ich realizację.
Zasada jest prosta: nie pracujesz, źle wykonujesz obowiązki, kłamiesz, kradniesz – wylatujesz ❌
No i teraz uwaga:
Średnie miesięczne uposażenie posła (Raport NIK 2024) to 15 282 zł brutto.
Po 4 latach: 733 536 zł.
Miesięczny koszt biura poselskiego: 23 310 zł. Po 4 latach: 1 118 880 zł.
Łącznie: 1 852 416 zł za jednego posła.
Posłów mamy 460. Czyli w jednej kadencji kosztują nas 851 milionów!
Wiecie, ile lat WOŚP musiała grać, żeby zebrać taką kwotę?
26.
Dziś mamy odwrócone porządki.
Ludzie, którzy są naszymi pracownikami, nie tylko nie realizują zadań, ale wykazują się rażącym brakiem szacunku dla obywateli i dziennikarzy i – co ciekawe – tkwią w przekonaniu, że to oni zatrudniają nas.
Kto ich rozlicza? Nikt.
Wyobraźmy sobie, że zatrudniamy pracownika. Ten przez 4 lata nic nie robi, kłamie, a my przez 4 lata musimy mu płacić i nie możemy go zwolnić.
Straszne, prawda? Taką, niestety, mamy w Polsce rzeczywistość.
Zgodnie z Konstytucją (art. 104), poseł ma wolny mandat:
„Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców.”
Oznacza to, że nie ponoszą żadnej odpowiedzialności prawnej za zmianę poglądów, bierność, złamane obietnice.
Ale to nie wszystko.
🔹 Brak obowiązku publikowania raportów z ich pracy.
🔹 Brak ocen merytoryczności działań.
🔹 Brak realnej kontroli obywatelskiej.
🔹 Brak sankcji.
Poseł może:
🔹 Nie złożyć ani jednego projektu ustawy.
🔹 Nie zabrać głosu przez całą kadencję.
Media i NGO-sy mogą patrzeć im na ręce, ale nie mają żadnych narzędzi, by egzekwować cokolwiek.
Prawo zostało napisane tak, że w praktyce posłowie w trakcie kadencji nie muszą za nic odpowiadać.
Szanowni Państwo świetnie się ustawili.
Mam więc propozycję.
To luźny pomysł – do przedyskutowania.
Później być może do analizy. Ale jeśli chcemy uzdrowić państwo, zmiany w prawie (i mentalności) są nieuniknione.
Pomysł wymagałby zmiany Konstytucji. Ta i tak w wielu punktach powinna być zreformowana.
Gdyby ograniczyć zasadę wolnego mandatu, można by:
✅Uzależnić sprawowanie mandatu od realizacji obietnic.
✅Umożliwić sankcje finansowe lub wcześniejsze zakończenie kadencji.
✅Dopuścić zewnętrzną kontrolę przez niezależne ciało społeczne, sąd konstytucyjny lub komisję ekspercką
A może wszystkie trzy instytucje?
Byłaby to ustrojowa rewolucja, ale możliwa.
Taki system zmuszałby do realnej aktywności, ograniczałby bierność i nadawałby obietnicom znaczenie prawne.
Projekt oczywiście musiałby mieć bezpieczniki demokratyczne, żeby nie stał się narzędziem politycznej zemsty. Takimi bezpiecznikami mogłyby być niezależne instytucje kontrolne (najlepiej kilka), precyzyjne kryteria oceny (interpelacje, głosowania, obecność), czy katalog obowiązków posła.
Sankcje? Do ustalenia przez ekspertów.
Utrata części uposażenia? Zawieszenie mandatu? Publiczne upomnienie? Zakaz ubiegania się o mandat poselski w kolejnych wyborach – ale tylko po uprzednim, rzetelnym postępowaniu i decyzji niezależnego organu.
Kłamstwo polityczne nie powinno być przestępstwem, bo to droga do represji.
Ale przywłaszczenie pieniędzy publicznych za fikcyjną pracę – owszem.
Gdyby wcześniej powstał katalog obowiązków posła – rażące ich niewykonywanie mogłoby stanowić podstawę odpowiedzialności administracyjnej, a nawet deliktu dyscyplinarnego.
Można by też stworzyć rejestr działań poselskich, audyt co dwa lata, obowiązek zwrotu środków za całkowitą bierność – o ile z góry zdefiniujemy, czym bierność jest.
Wiecie, możemy przez 30 następnych lat narzekać na posłów, znosić kolejnych Tusków, Kaczyńskuch, Mentzenów, Braunów, Czarnków, Kukizów, Hołowniów i innych.
Możemy co 4 lata wydawać kolejny prawie miliard na posłów i wściekać się, że większość nas oszukuje i nie szanuje.
Ale po co?
Tracimy pieniądze, energię, nerwy, zdrowie. I najsmutniejsze jest to, że mimo tych strat jesteśmy bezsilni, bo poseł wybrany raz jest nieruszalny przez 4 lata.
Dlatego podrzucam pomysł. Musiałby to być projekt obywatelski, ale myślę, że zebranie 100 tys. podpisów nie powinno stanowić problemu.
Jestem przekonany, że nie tylko ja mam dosyć szanownych i bezkarnych państwa z Wiejskiej.
Czas na zmiany.
Jeśli mój pomysł się posłom i posłankom nie spodoba – nie ma problemu.
Wtedy poproszę o takie zmiany w prawie, które zagwarantują polskim pracownikom zatrudnienie i uposażenie na 4 lata, bez konieczności rozliczania się z wykonanej pracy z pracodawcami.
Jak sprawiedliwie, to sprawiedliwie.
Co o tym myślicie?
Autor: Damian Maliszewski
Zostaw komentarz