Powtórka z lat 2007–2014. Tusk znów premierem – Polska znów na wyprzedaży

Historia, jak widać, lubi się powtarzać. Donald Tusk, polityk, który już raz – w latach 2007–2014 – oddał Polskę w ręce obcych interesów, dziś ponownie stoi na czele rządu. I znów dzieje się to samo: brak pieniędzy dla zwykłych Polaków, rozpasanie władzy, a w tle – wielka wyprzedaż narodowego majątku. To déjà vu, które kosztuje nas nie tylko gospodarczo, ale i moralnie.

🔴Lata 2007–2014 – podręcznik zdrady gospodarczej

Kto pamięta tamte czasy, doskonale wie, że rządy Tuska były pasmem decyzji, które służyły bardziej Berlinowi i Brukseli niż Warszawie.

Stocznie? Zlikwidowane. Polskie okrętownictwo, które mogło być potęgą na Bałtyku, zostało dobite decyzjami politycznymi. Niemcy i Skandynawowie zacierali ręce.

LOT? Prawie sprzedany. Największy polski przewoźnik balansował na krawędzi upadku, bo rząd nie kiwnął palcem, aby go ratować.

Energetyka? Rozparcelowana. Kolejne elektrownie i spółki energetyczne wciągane w brukselską pajęczynę, zamiast inwestycji w niezależność.

Emerytury? Zrabowane. Reformy Tuska to przede wszystkim słynna kradzież pieniędzy z OFE – miliardów złotych należących do Polaków.

To była epoka, w której naród pracował, a tłuste koty w rządzie tuczyły się na państwowych posadach, odbierając nagrody za „dobrą współpracę” z zagranicznymi partnerami.

🔴Rok 2025 – powrót tego samego scenariusza

Dziś, gdy Tusk znowu rozsiadł się w fotelu premiera, obserwujemy dokładnie tę samą logikę.

Pieniądze płyną do Ukraińców, nie do Polaków. Programy socjalne miały być prodemograficzne, a zostały przechwycone przez obcych.

KPO jako kaganiec. Zamiast inwestycji w polską gospodarkę, mamy kredyt, który będzie spłacać kilka pokoleń.

Polskie firmy spychane na margines. Tusk nie ukrywa, że dla niego liczy się „wspólnota europejska”, co w praktyce oznacza, że Berlin i Bruksela znów będą dyktować, co możemy, a czego nie.

Tłuste koty z KO i PSL. Na stanowiskach obsadzani są ci sami ludzie – dawni współpracownicy i przyjaciele Tuska, którzy przez lata wysysali państwową kasę. Zwykły Polak? Znowu musi zaciskać pasa.

🔴Zdrada narodowych interesów

Kiedy Tusk mówi o „powrocie do Europy”, w rzeczywistości oznacza to powrót do roli podwykonawcy Niemiec. Polska ma być tanim rynkiem pracy, miejscem, gdzie obcy koncern kupi ziemię, las, firmę – a Polak stanie się wyrobkiem we własnym kraju.

Nie ma w tym nic nowego – w latach 2007–2014 Polacy wyjeżdżali za chlebem do Anglii, Niemiec i Holandii, bo w kraju nie było perspektyw. Dziś scenariusz się powtarza: zamiast inwestycji w rozwój młodego pokolenia, zamiast silnej polityki prorodzinnej, mamy rozdawnictwo dla obcych i propagandę sukcesu w TVN.

🔴Test na świadomość narodową

Tusk liczy na krótką pamięć Polaków. Ale my pamiętamy: pamiętamy stocznie, pamiętamy OFE, pamiętamy, jak za jego rządów słowo „patriotyzm gospodarczy” było wyśmiewane jako „zaścianek”. Pamiętamy również, że gdy w Polsce gasła jedna firma za drugą, w Berlinie czy Brukseli Tusk zbierał pochwały i ordery.

Dlatego dziś trzeba jasno powiedzieć: to nie jest zwykły powrót polityka, to jest powtórka ze zdrady narodowych interesów.

🔴Pytanie kluczowe

Czy Polacy znów pozwolą, aby sprzedano ich przyszłość za srebrniki? Czy znów damy się nabrać na puste hasła o „silnej Europie”, podczas gdy Polska będzie coraz słabsza i biedniejsza?

Donald Tusk nie jest premierem Polski – on jest wykonawcą obcych dyrektyw. A historia lat 2007–2014 to ostrzeżenie, którego nie wolno lekceważyć.

Rafał Szrama 🇵🇱