Po upadku komunizmu zalał nas taki natłok wydarzeń i zadań, że nie mieliśmy czasu obalić komunizmu. Zdążyliśmy jedynie wymienić władzę na górze i podmienić ustrój gospodarczy. Natomiast gruntowna dekomunizacja społeczeństwa została odłożona na później.
Bo wciąż były sprawy ważniejsze, takie jak wstąpienie do UE i NATO, nowa konstytucja, integracja. W konsekwencji oni tam na górze odzyskali wolność, a my tu na dole wciąż na nią czekamy.
Tak powstała Polska dwóch prędkości. To nie jest podział geograficzny ani polityczny. Nakłada się na politykę, ale nie jest z nią identyczny. To podział pomiędzy Polską wolną, demokratyczną, autonomiczną i mającą świetne perspektywy, a Polską bezwolną, biurokratyczną, przeregulowaną i beznadziejną. To dokładnie taka sama różnica, jak między pozycją sędziów i nauczycieli. Bo prawnicy żyją w wolnej Polsce, a nauczyciele nie.
Dlatego taki zabawny jest ten szantaż moralny mieszkańców wolnej Polski wobec tych z Polski zniewolonej: „skoro nie doceniacie wolności, czy chcielibyście powrotu komunizmu?”. Na takie bzdury można odpowiedzieć tylko jedno: „spie***laj!”.
Stopniowo zamknęło się przejście pomiędzy tymi światami. Na początku, po 1989 roku, był jeszcze możliwy awans społeczny przez talent, pracę i edukację. Wielu członków dzisiejszej elity awansowało właśnie wtedy – w latach 90. Teraz jednak granica między Polską A i Polską B zatrzasnęła się niczym przejście pomiędzy Strefą Gazy a Izraelem. Głównie z powodu likwidacji edukacji, upartyjnienia państwa oraz samowoli klik zawodowych.
I nic z tym nie można zrobić z powodu zatarcia świadomości, że likwidację komunizmu rozpoczęto od góry i przerwano w połowie. Początkowo każdy w Polsce miał tę świadomość. Później nastąpiła wymiana pokoleniowa i nawoływania do dekomunizacji zaczęto postrzegać jako obsesję leśnych dziadów.
Bo dekomunizacja stała się obsesją, gdy sprowadzono ją do poziomu tropienia tajnych współpracowników służby bezpieczeństwa. Kogo dziś obchodzą tamte zmurszałe zmory przeszłości? W ten sposób skompromitowano ideę uwolnienia państwa i społeczeństwa od mechanizmów komunistycznych.
Pozostałości komunizmu nam się znormalizowały. Uznajemy je obecnie za regionalny folklor, jak suknię łowicką. Dlatego wszyscy z pobłażliwością patrzą na specyficzny charakter wschodnioeuropejskiej wolności i demokracji. Bo nasza transformacja ustrojowa jest jak jajko na twardo ugotowane na miękko.
I wciąż są ważniejsze sprawy. Obecnie najważniejsze są wojny. Przez długi czas szantażowano nas wojną z Rosją. To nic, że jej nie prowadziliśmy, ale nie można się zajmować różami, gdy płoną lasy. Teraz wojna w Iranie przyćmiła wojnę na Ukrainie na takiej zasadzie, jak wojna na Ukrainie wygasiła pandemię covidu.
W każdym razie musieliśmy odłożyć na później odbudowę polskiej edukacji i służby zdrowia, uwolnienie społeczeństwa od zmory biurokratycznej centralizacji oraz odtworzenie mechanizmów uczciwego awansu. Bo oto zyskaliśmy wiekopomną szansę, aby pokonać Rosję. Za morze krwi naszych bohaterów, za Katyń, za katorgę tysięcy Polaków – nadszedł nasz czas na zemstę. Tak właśnie najłatwiej manipuluje się Polakami.
A w obliczu egzystencjalnego zagrożenia nie możemy przecież zrezygnować ze sprawdzonych narzędzi scentralizowanego i biurokratycznego zarządzania społeczeństwem. Ludzie sami są sobie winni, gdyż łatwo ulegli ruskiej propagandzie. Aż wstyd.
No i oczywiście musimy się zbroić, dlatego społeczeństwu trzeba będzie znowu docisnąć pasa. Nie wszystkim tak samo, gdyż jednym na brzuchu, a innym na gardle. Ale tak to już jest, gdyż nie żyjemy w komunizmie. O to przecież walczyliśmy, aby nie było po równo.
Dlatego na zmiany na lepsze musimy jeszcze poczekać. Tylko już troszkę – może 10, a może 20 lat – do czasu pokonania Rosji. A na razie musi być troszkę gorzej, aby później było dużo lepiej. My to wiemy najlepiej, że tak trzeba.