Ciepły dom.
Zapach ciasta.
Kubki z herbatą.
Wszyscy siedzą przy stole.
Drzwi się otwierają.
Do środka wchodzą troje gości.
Denko. Tur. Olesia.
Kurz drogi na butach.
Spojrzenia konkretne.
Wszak i Kloc wstają.
Krótki uścisk dłoni.
Basza obserwuje.
Dziad Borowy nie przerywa jedzenia.
Siadają.
Na stole ląduje mapa.
Nie turystyczna.
Operacyjna.
Linie frontu.
Strzałki.
Zaznaczone punkty.
Palec Olesi zatrzymuje się na jednym z nich.
Chwila ciszy.
Pada propozycja.
Chcą wykorzystać Baszę.
Jej drugą naturę.
Jej siłę.
Nie jako żołnierza.
Jako broń.
Specjalną.
Tajną.
Wszak i Kloc — jako jej operatorzy.
Ci, którzy będą ją prowadzić, kontrolować, wycofywać.
Dziad Borowy — jako specjalista od przetrwania.
Od rzeczy, których nie ma w podręcznikach.
W zamian:
sprzęt, zaplecze, ochrona.
I obietnica —
wojskowa emerytura, gdy to wszystko się skończy.
Cisza.
Basza spuszcza wzrok.
Na swoje dłonie.
Wszak patrzy na nią uważnie.
Kloc marszczy brwi.
Dziad Borowy odkłada łyżkę.
Powoli podnosi głowę.
Nie odmawia.
Nie zgadza się.
Najpierw warunki.
Dwa.
Pierwszy: prawda.
O dawnych zbrodniach.
Bez zamiatania pod dywan.
Drugi: zakaz używania słowa „korivka”.
Chodzi o kompromitację polskich „krówek”.
Nie tylko smak.
Denko milknie.
Tur patrzy na Olesię.
Olesia kiwa głową.
To nie ich poziom decyzji.
Ale przekażą wyżej.
Z pełną powagą.
Cisza wraca.
Ogień trzaska w piecu.
Basza patrzy w płomień.
W jego odbiciu — coś więcej niż strach.
Decyzja jeszcze nie zapadła.