Kiedy opublikowałem zdjęcie krzyża, którego ramiona wykonane są z zawiasów drzwi, pojawił się komentarz, który pozwolę sobie przytoczyć:
„Dlaczego nie powiedzieliście prawdy… dlaczego ta wieś zniknęła… bo tak sobie sama nie zniknęła!”
Doskonale wiem, o co chodzi — o przymusowe wysiedlenia .

To zdjęcie początkowo chciałem zachować tylko dla siebie.
Może to nie przypadek, że w miejscu porzucenia wyrosło drzewo. Jakby nie pozwalało zabrać tego fragmentu historii. By było przestrogą i dowodem dla kolejnych pokoleń.
Zwój kolczastego drutu pozostawiony w lesie.
W miejscu, gdzie kiedyś działały oddziały niosące śmierć i pożogę.
Nie przechodził tędy żaden front, nie było huku wielkich bitew ani szturmów wojsk — a jednak ziemia ta nasiąkła krwią.

To, co dziś wygląda jak zwykły kawałek zardzewiałego metalu, mogło być kiedyś narzędziem zadawania cierpienia.

Nie miało znaczenia, kim byli.
Jakim mówili językiem. Okrutna śmierć dosięgała tu każdego kto był Polakiem lub sprzeciwiał się zbrodniczej działalności.

Uprzedzę to co wielu za chwilę napisze. Wyobraźnia, dopisywanie historii. Kolejna bajka.

Kiedy patrzyłem na ten pęk drutu. Przypomniały mi się relacje ludzi którzy jeszcze w latach 60 odnajdowali szkielety przywiązane do drzew. Opowiadali
o pętlach zwisających z gałęzi. O fragmentach kości które leżały tuż pod nimi. Jeśli to was nie przekonuje polecam sięgnąć po książkę.

Opowieści bieszczadzkiego leśnika autorstwa Zygmunt Rygiel — pozycję tą bez problemu można odnaleźć na portalach aukcyjnych. Znajdziecie tam opisy tego co jeszcze długo po wojnie kryły bieszczadzkie lasy. I nie są to odosobnione relacje.

Wsie nie zniknęły same.
Zniknęły, bo wcześniej ludzie znikali w tych lasach.
I można dziś powtarzać tylko jedno słowo: „wysiedlenia”.
Można je sprowadzać do jednego hasła, jednego osądu.
Ale prawda jest brutalniejsza.
Bo dla wielu te wysiedlenia — choć same w sobie były traumą — były też momentem, w którym przerwano ten mechanizm śmierci, który sprawił, że nie wszyscy skończyli przywiązani do drzewa w lesie. Lub zostali zamęczeni na kilkaset innych sposobów.
Las milczy. Ale nie zapomina.

Autor: Jędruś Ciupaga