Przeczytałem ostatnio w „Gazecie Wyborczej”. Nie to, że czytam „Gazetę Wyborczą”, ale dostaję czasami „Wyborczą Edukacyjną”, czyli wybór tekstów o edukacji.

Otóż 22 kwietnia pani redaktor, czyli redaktorka Olga Woźniak, skarciła szkoły za poprawianie błędów uczniom, gdyż neurobiologia udowodniła, że błędy są potrzebne do uczenia się. Żeby nie przekręcić jej myśli, cytuję:

„W polskiej szkole błąd wciąż bywa traktowany jak intruz. Trzeba go zaznaczyć, poprawić, najlepiej wyplenić czerwonym długopisem. Tymczasem neurobiologia mówi coś dokładnie przeciwnego: bez błędu nie ma uczenia się. Bez potknięcia mózg nie dostaje sygnału, że trzeba zmienić strategię, skorygować myślenie, zaktualizować wiedzę.”

W związku z tym, że oświatą rządzi pani redaktor Olga z „Gazety Wyborczej”, trochę się przestraszyłem. W edukacji wszystko idzie z góry do dołu i nic do góry. Na dole są nauczyciele, którzy nic nie mogą. Na górze są ministry, które nic nie wiedzą o edukacji. W środku administracja, która nic nie zrobi bez dyspozycji.

Dlatego rządzą gazety. Bo ministry znają oświatę jedynie z gazet. Typowa droga władzy w oświacie jest wiec taka: panie redaktorki coś napisały – pani ministra wydała dyspozycję – urząd przetworzył ją na rozporządzenie i szkoły dostały nową regulację. Bach i tajfun zmian przeleciał przez całą Polskę.

Zacząłem się więc bać. Może pani ministra dostała ten sam wybór tekstów z „Gazety Wyborczej” i za chwilę wszystkie szkoły będą zmuszone uczyć uczniów za pomocą błędów.

Bo pani redaktorka zrozumiała to tak, że błędy są dobre, czyli ich poprawianie jest złe. Akurat czytam o „Cyfrowej demencji”. Jej autor, profesor neurobiologii, twierdzi, że nadużywanie elektronicznych pomocy dydaktycznych w szkole spowodowało nieprawidłowy rozwój mózgu młodych ludzi. Ja, jako nauczyciel, nie posunąłbym się tak daleko. Niemniej zauważyłem różnicę w sposobie myślenia kilku kolejnych roczników uczniów. Najbardziej odczuwalny jest brak elastyczności w odbiorze informacji.

Ostatniemu pokoleniu młodzieży coraz trudniej zrozumieć mechanizm warunkowej i złożonej prawdy – że coś jest prawdziwe, jeżeli… Tym trudniej jest im pojąć, że mogą istnieć różne prawdy, a nawet że każdy może mieć swoją prawdę. Dlatego nie pojmują idei rozmowy z osobami mającymi odmienne poglądy. Widzą to tak, że ja mówię prawdę, więc tamci kłamią – dlatego należy ich oblać farbą.

Uczeń epoki cyfrowej nie odczytuje też podtekstów. Całe pokolenie jest w fazie jakby przedautystycznej. Jeżeli powiesz im przysłowie „za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa” – uznają, że wtedy było bardzo dobrze. Nie robi na nich wrażenia, że zostało to powiedziane w ramach lekcji o upadku Rzeczypospolitej. A jeżeli powiesz im, że „Polska nierządem stała” – to na klasówce napiszą, że w tamtym czasie polska gospodarka oparta była na przemyśle rozrywkowym.

Dlatego z uczniami nie wolno też żartować. Ten sam żart, który kiedyś bawił i budował pozytywne relacje, teraz zostanie odebrany dosłownie i uznany za obraźliwy. Bowiem żarty rozumiane są wyłącznie jako ośmieszanie i zwykłe przekomarzanie szybko przekształca się w prześladowanie. W przypadku nauczycieli prowadzi do skargi i dyscyplinarki.

Oczywiście nie odważyłbym się stwierdzić tego, o czym pisał prof. Manfred Spitzer, że to jest efekt degeneracji mózgu nowego pokolenia wywołany przez cyfrową demencję. Jedno jest jednak dla mnie oczywiste, że ten sposób pojmowania świata wylał się ze szkół na całe społeczeństwo.

Jest tylko jedna prawda. Odmienne przekonania to kłamstwo. Rozmowę można prowadzić wyłącznie z osobami, które mówią i myślą to samo. Rozmowa z ludźmi mającymi odmienne poglądy – to awantura. Jeżeli ktoś wygłasza opinie, z którymi ja się nie zgadzam – to akt agresji. Bo ja mówię prawdę, a on kłamie.

Nie wiem, kiedy pani redaktorka Olga zaczęła korzystać z laptopa w szkole. Jej sposób rozumowania świadczy jednak o tym, że nastąpiło to dość wcześnie. Bo to jest dokładnie ten sam typ myślenia, jak z tym nierządem w Polsce. Pani redaktorka po prostu nie zrozumiała, że błąd staje się błędem dopiero wtedy, gdy zostanie poprawiony, gdyż bez tego jest dla mózgu prawdą.

Niemniej pani ministra to przeczyta i wyda dyspozycję o potrzebie nowelizacji rozporządzenia o ocenianiu. Być może później zrobi się szum i trzeba będzie nowelizować nowelizację. Ostatecznie powstanie z tego wiekopomna rewolucja oświatowa: błędy można poprawiać – byle nie na czerwono. A do tego znajdą się wybitni specjaliści od pedagogiki, którzy potwierdzą, że kolor czerwony to kolor agresji.