Na pewno o tym nie widzieliście, chyba ,że się mylę.
Mówimy o niej z dumą. Uczymy się o niej w szkołach. Stawiamy ją obok największych osiągnięć Europy.
Konstytucja 3 maja.
Tyle że większość zna ją w wersji wygładzonej.
To nie była spokojna uroczystość narodowej zgody.
To była operacja polityczna prowadzona pod presją czasu, w państwie, które już się chwiało i rozpadało.
Pod koniec XVIII wieku Rzeczpospolita była rozkładana od środka.
Magnaci grali pod obce dwory. Liberum veto paraliżowało państwo. Rosja traktowała Polskę jak swoją strefę wpływów.
I wtedy pojawili się ludzie, którzy zrozumieli jedno: albo działają natychmiast, albo nie będzie czego ratować.
Stanisław August Poniatowski, Hugo Kołłątaj, Ignacy Potocki nie czekali na idealne warunki.
Wykorzystali moment.
Część przeciwników reform i Konstytucji nie wróciła jeszcze do Warszawy po świętach Wielkanocnych.
Zamek Królewski otoczono wojskiem dowodzonym przez Józefa Poniatowskiego.
Na ulicach był tłum. W środku napięcie.
I wtedy wszystko przyspieszyło.
Nie było spokojnego liczenia głosów ani eleganckiej procedury głosowania.
Był moment.
Król podnosi rękę, żeby zabrać głos raz jeszcze.
Ale w tej atmosferze wrzawy, zgiełku wielu bierze to za sygnał do głosowania.
Padają okrzyki: „Wiwat!”.
Zanim ktokolwiek zdąży to zatrzymać i uporządkować formalnie, sprawa jest zamknięta i przegłosowana.
Konstytucja została przyjęta.
Nie przez perfekcyjną procedurę, tylko przez determinację.
Można powiedzieć: na granicy legalności.
Ale warto zadać sobie pytanie, czy państwo, które się rozpada, ma luksus działania wyłącznie według idealnych zasad.
Konstytucja 3 maja nie była tylko dokumentem.
Była aktem odwagi i desperacji jednocześnie.
I właśnie dlatego jest tak niewygodna.
Bo pokazuje coś, czego nie lubimy przyznać: państwo ratuje się nie wtedy, gdy wszystko działa zgodnie z procedurą, tylko wtedy, gdy ktoś ma odwagę działać szybciej niż jego przeciwnicy.
Dziś mówimy o dumie.
Wtedy chodziło o przetrwanie.
Jednak w konsekwencji niestety przegraliśmy.
Kilka miesięcy później przyszła zdrada. Targowica. Interwencja rosyjska. Koniec złudzeń.
Konstytucja 3 maja nie jest więc tylko symbolem wielkości.
Jest też ostrzeżeniem, dla dzisiejszych pokoleń.
Najlepsze reformy nic nie znaczą, jeśli państwo jest zbyt słabe, by ich bronić a na czele stoi współczesna Targowica.

Zostaw komentarz