„Ruskie bydlę”, „troll”, „onuca” – słyszałem to setki razy. Obrońcy wygodnej narracji pojawiają się zawsze wtedy, gdy przypominam o ofiarach.
A jak nazwać człowieka, który nadaje jednostce wojskowej imię ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej? Jak nazwać państwo, które buduje pomniki osobom mającym na rękach krew mieszkańców wymordowanych wsi, spalonych domów i tysięcy niewinnych istnień?
Patron nie jest tylko nazwą na sztandarze. Patron jest wzorem i symbolem wartości, które mają prowadzić kolejne pokolenia. Polski GROM nosi imię Cichociemnych – bohaterów walki o wolność. Nie ludzi, których nazwiska dla tysięcy rodzin oznaczają śmierć, strach i niewyobrażalne cierpienie.
Wołyń i Małopolska Wschodnia nie są legendą, propagandą ani politycznym sloganem. To jeden z najtragiczniejszych rozdziałów w historii naszego narodu. Wśród ofiar tych „bohaterów” były kobiety, starcy i dzieci. Całe wsie znikały z powierzchni ziemi. Mordowano na prawie 400 sposobów. Byli męczeni za to że byli Polakami. Ginęli także Ukraińcy, którzy sprzeciwiali się zbrodniom lub pomagali swoim polskim sąsiadom.
W Tarnawie najmłodsze ofiary miały zaledwie 2 i 3 lata. One nie miały poglądów politycznych. Nie należały do żadnej armii. Nie stanowiły dla nikogo zagrożenia. Ich jedyną „winą” było to, że przyszły na świat jako Polacy.
Nie oczekuję komentarzy pełnych nienawiści. Oczekuję jedynie tego, by ofiary miały więcej miejsca w pamięci niż ich oprawcy.
Bo naród, który stawia pomniki katom, pluje rodzinom ofiar w twarz. Naród, który zapomina o pomordowanych, odbiera im godność po raz drugi.
Pamięć o Wołyniu i Małopolsce Wschodniej nie jest wymierzona przeciwko komukolwiek. Jest hołdem dla tych, którym odebrano wszystko – życie, dom, rodzinę, a często nawet grób.
Naszym obowiązkiem jest mówić o nich głośno. Nie po to, by szerzyć nienawiść, lecz po to, by prawda nie została zagłuszona przez politykę, wygodę czy historyczną amnezję.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz