Żeby się nie rozczarować, trzeba najpierw się nie zaczarowywać.

Od wielu lat w swoich tekstach próbuję dotrzeć z prostym przesłaniem… budować politykę wobec sąsiada trzeba w oparciu o bardzo dobre i obiektywne rozpoznanie wewnętrznej sytuacji po drugiej stronie granicy. Inaczej czekają nas tylko katastrofalne błędy, rozczarowanie, frustracja i zaskoczenie każdym ruchem drugiej strony, którego nie rozumiemy, skąd się wziął.

Kwestia Wołynia od samego początku była tą, która stosunki polsko-ukraińskie truła i bez rozwiązania której przejść do głębszej współpracy się nie dało. I to realny problem, a nie wyimaginowany czy stworzony przez polityków. Jest oczywiste, że to jest kwestia ważna dla większości społeczeństwa. Dlatego od dłuższego czasu… w zasadzie od kilku lat uważam, że błędem polskiej strony była koncepcja odsuwania tematu Wołyniana pózniej, „bo podczas wojny to jest nie na czasie”. Kontrowersyjna, podejrzewam, dla wielu teza, ale wytłumaczę, dlaczego tak uważam.

W dużym stopniu właśnie to podejście doprowadziło nas do tej sytuacji, w której jesteśmy teraz. Dlatego, że stopniowo po obu stronach granicy przez te wszystkie lata zwiększał się rozdźwięk à propos oczekiwań jednej i drugiej strony w stosunku do tematu Wołynia. Co mam na myśli? Kiedy w 2022 roku polska strona na fali powszechnego entuzjazmu uznała, że temat przełożymy na „po wojnie”, „bo ta nowa strona w stosunkach otworzy nam drogę do rozwiązania sprawy na podstawie prawdy”, to strona ukraińska wyciągnęła zupełnie inne wnioski, obserwując takie podejście Polaków. Na Ukrainie uznano, że Polska temat w nowych warunkach geopolitycznych odpuściła, „dlatego, że są ważniejsze sprawy od kłótni historycznych” i że teraz można zostawić ten temat tak, jak jest, i uznać go za nieaktualny w zasadzie. Za to razem budujemy przyszłość i nowe stosunki. Jednocześnie każdy zostaje przy swoich bohaterach i idzie w tych sprawach własną drogą. Ja to obserwowałem przy wielu dyskusjach na ten temat.

Czy polskiej stronie o to chodziło? Oczywiście nie mam na myśli, że w zamian za przekazanie czołgów, kiedy ważyły się losy ukraińskiej niepodległości, należało wymagać czegoś tam. Uważam, że taka transakcyjność to jest dziecinada. Ale już w 2023 roku stało się jasne, że ta państwowość raczej już się zachowa tak czy inaczej. Od tamtego czasu trzeba było, wykorzystując moment, kiedy są te dobre kontakty i dobra pozycja Polski na Wschodzie, komunikować tę sprawę – i to nie sygnałami czy tam jakimiś sugestiami. W sposób klarowny należało przedstawić Ukraińcom cały obraz łącznie z analizą tego, jak to jest ważne dla społeczeństwa i dlaczego tego tematu nie da się w żadnym ze scenariuszy przeskoczyć. A jestem absolutnie pewien, że tego nie uczyniono. Dlaczego?

Dlatego, że widziałem, jak za każdym razem, gdy ten temat się pojawiał w stosunkach przy okazji kolejnej afery, to strona ukraińska żyła w świecie kompletnych iluzji i nikt tych iluzji im nie rozbił. Oni odbierali tę eskalację, tłumacząc ją tym, że prawicowe polskie partie, mając problemy w gospodarce, grają kartą Wołynia pod wybory… i że trzeba po prostu przeczekać okres wyborczy. Do teraz to jest standardowy mit po tamtej stronie granicy. Ten mit trzeba by było rozbić.

Dalej strona ukraińska sobie zdecydowała, że skoro prawica skręciła w grze o władzę wewnątrz Polski na pozycje „antyukraińskie”, no to po prostu zróbmy stawkę na te siły polityczne, które „nie są antyukraińskie” – i te iluzje znów się gromadziły dalej. Aż do tej sytuacji z nazwą ukraińskiej jednostki, kiedy strona ukraińska z powodu tych swoich iluzji teraz nagle jest zaskoczona tym, że okazuje się, iż cała polska scena polityczna i większość polskiego społeczeństwa mocno zareagowały negatywnie w stosunku do decyzji Zełenskiego. To zaskoczenie jest realne po stronie ukraińskiej i ono wynika z tych wszystkich nagromadzeń iluzji, o których pisałem wyżej.

Więc co należałoby zrobić i co trzeba robić teraz? Artykułować swoją pozycję w jasny sposób, bo trzeba prowokować dyskusję po stronie ukraińskiej. Nikt poza ukraińskim społeczeństwem tego nie zrobi. Oni mają sami przedyskutować, co chcą z tym zrobić. I to też prowokuje zachodnie media do dołączenia się do tej dyskusji. Jedyne co, teraz już zdolność polskiej strony do przebicia się ze swoim przesłaniem do Ukraińców jest o wiele mniejsza, niż była na początku wojny. Robić to trzeba było wtedy, nie kierując się sympatiami, empatią czy kwestią przyzwoitości… tylko chłodną analizą tego, że sytuacja idzie w złym kierunku, i zimną polityczną kalkulacją. Tak, byłby konflikt, byłby szok i zdziwienie, ale nie ma innej drogi, trzeba było prowokować tę dyskusję w lepszych dla polski niż teraz warunkach pozbawiając Ukraińców jakichkolwiek iluzji, że można temat jakoś zagadać. I nie mam pojęcia, dlaczego nie było nikogo, kto by dla polskich władz wtedy mógł po prostu powiedzieć te rzeczy, o których piszę na podstawie przecież obserwacji zupełnie otwartej dyskusji na temat Wołynia po stronie ukraińskiej.

Czy doszło by do ochłodzenia stosunków wcześniej? pewnie by doszło … za to strona ukraińska nie traktowała by sprawy jako zupełnie trzeciorzędnej jak to było tam przez lata. Nikt tematem po prostu się nie interesował tak jakgdyby go nie było.

___________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews