Moje wpisy dotyczące polityki wschodniej, wywołują – co oczywiste – różne reakcje. Poza normalnymi spostrzeżeniami, które nie zawsze są w zgodzie z moim spojrzeniem, ale trzymają się norm rozmowy, są i inne. W nich komentujący skupiają się raczej na ustaleniu, kto mi płaci – ruscy, jankesi, pejsaci, szwaby i co tam jeszcze przyjdzie do głowy. Więc chcę zadeklarować:
Nikt mi nie płaci
Nie jestem wrogiem Ukrainy, ale też nie jestem jej wielbicielem
Nie jestem wielbicielem Putina, a przeciwnie – uważam go za największe nieszczęście dla Rosji od czasów bolszewickich.
Ale najważniejsze jest to, że KOCHAM POLSKĘ i tylko jej interes jest dla mnie ważny. A ponieważ mowa jest o INTERESIE POLSKI, to staram się odseparować w rozmawianiu o tym interesie od moich emocji. Przede wszystkim wobec wszystkich innych niż Polska. Aby być bardziej może zrozumiałym – to że piszę o związku Polski z USA nie wynika z tego, że Amerykanie mi płacą, albo jestem w Ameryce ślepo zakochany. Piszę dlatego, że dzisiaj dla Polski nie ma realnej alternatywy bezpieczeństwa. Jeśli sympatyzuje z Ameryką to właśnie dlatego, że skoro jest naszym kluczowym Aliantem, to w naszym interesie leży to, aby był on jak najsilniejszy.
I czasami zastanawiam się co trzeba mieć w głowie, żeby takich oczywistości nie pojmować. I nie znajduje odpowiedzi patrząc po każdym wpisie na to, co może zrodzić się w różnych głowach.
Ale wróćmy do Ukrainy. Mam osobiste i rodzinne powody, aby pałać do Ukrainy i Ukraińców nienawiścią. Ale nigdy nie poddałem się temu uczuciu. Więcej nawet – w czasach, kiedy pracowałem na KULu zrobiliśmy wiele, aby szczerze współpracować np. z aktualnym wcieleniem Uniwersytetu Jana Kazimierza. I mam z tych doświadczeń jak najgorsze wspomnienia, a utwierdziły one nie tyle moje osobiste emocje, ale szersze obserwacje dotyczące natury relacji z Ukraińcami. Był to czas jeszcze przed atakiem na Krym, a Ukraina (w tym zwłaszcza Lwów), w zdecydowanej większości nie wiedziała kto to był Bandera. Lwów nie był obwieszony czarno – czerwonymi flagami, nie miał dzisiejszych „patronów”. Ale już wtedy w pojęciu Ukraińców, współpraca polegała wyłącznie na odbieraniu jednostronnych świadczeń. I każde kolejne świadczenie, otwierało drogę do kolejnych oczekiwań. Jeśli po naszej stronie pojawiała się asertywność, pojawiały się już ich żądania, a jeśli nie reagowaliśmy, to porzucano „współpracę”.
Co więcej, kiedy organizowaliśmy wsparcie np. z USA, a nasi partnerzy oczekiwali naszego udziału w konkretnych projektach (bo jednak dobrze wiedzieli, jak Ukraińcy gospodarowali środkami), to jeśli projekt prowadzili Ukraińcy, zawsze „dziwnym trafem” wypadaliśmy z części finansowych tych projektów.
Żeby była jasność – nigdy o tym nie mówiłem, nie pisałem, nie żaliłem się. Zakończyłem „współpracę”. Ale dzisiaj mnie nic nie dziwi.
I jeszcze jedno doświadczenie z pracy w Ministerstwie Edukacji i Nauki. Po lutowym ataku, otworzyliśmy się na setki tysięcy ukraińskich dzieci, umożliwiając im naukę w Polsce w każdej możliwej formie. Polska wydała na to grube pieniądze.
W zamian oczekiwaliśmy tylko tego, aby Ukraińcy wycofali się ze swojej haniebnej ustawy o języku narodowym z 2019 roku. Ustawy skutkiem której praktycznie zniszczono polskie szkolnictwo zwłaszcza na Podolu, a w pakiecie zniszczono większość działalności kulturalnej Polaków na Ukrainie. Zełenski, który w wyborach dystansował się wobec tej ustawy, kiedy po kilku miesiącach objął urząd z impetem zaczął ją realizować. A nasi rozmówcy coraz bardziej bezczelnie mówili nam, żebyśmy się nie zajmowali nie swoimi sprawami.
Przeżywałem wtedy wielki ból tym bardziej widząc, z jaką determinacją o prawa Węgrów na Rusi Zakarpackiej walczy V. Orban. To dzięki jego uporowi, Ukraina dociśnięta do ściany, musiała zrewidować swoje podejście i swoje regulacje. I co ważne, nawet obecny premier Węgier, trzyma się tego pryncypium – Ukraińcy wiedzą, że jakakolwiek akcja przeciw Węgrom, spowoduje natychmiastową reakcję i blokadę ich działań w UE.
Węgrzy więc już odbudowują swoje instytucje, a Polacy?
Z Polską jest inaczej, bowiem „neo – prometeusze” mieli w d…e Polaków na Podolu i we Lwowie – na każdym etapie rządzenia w Polsce po 1989 roku. Dogmatem polskiej pseudo polityki wschodniej, było składanie na ołtarzu ofiarnym Polaków na Ukrainie, na Białorusi i na Litwie. I niczego się ze swej klęski do dzisiaj nie nauczyli.
Choćby nie wiem ile, pluli im w twarz Litwini i Łukaszenka i tzw. białoruska opozycja (także ta rezydująca w Warszaiwe), i nie wiem ile, na..ał na nich Zełenski i inni banderowcy, oni będą z obłędem w oczach wrzeszczeć w każdym medium, że taka ofiara jest konieczna. Bo inaczej nie będzie „polskiej polityki wschodniej”. Ich polityki wschodniej – polityki klęski i bezwarunkowej kapitulacji. I nigdy nawet nie spróbują się zniżyć do spojrzenia na to, co osiągnęli Węgrzy. Nie tylko zresztą jak chodzi o ich mniejszość na Rusi Zakarpackiej.
Ostatnie wydarzenia w całości zdemaskowały niemoc płynącą z tych absurdalnych prometejskich fantazji. Ale ci, co wpędzili Polskę w wielki klincz dalej nie próżnują. Bo bez Ukraińców ruscy wezmą nas za mordę, a poza tym oni mają te drony. Żadnego otrzeźwienia, bo o refleksji, a tym bardziej przeproszeniu za lata unicestwiania polskich interesów i obojętności wobec naszych Braci i Sióstr mieszkających pod rządami nacji, których jedynym celem jest całkowite wyrugowanie ich z ich rodzinnej ziemi. I tylko bezczelne, pełne tupetu i całkowicie zakłamane nieustanne pouczanie. Oni, ci lepsi, więcej rozumiejący Polacy, Europejczycy. Oni pociągną Ukraińców, Białorusinów czy Litwinów, swoim przyzwoleniem na likwidację Polaków i jakichkolwiek śladów polskości na tych ziemiach. W imię… ich fantazji.

Mam naprawdę nadzieję, że bieżące wydarzenia zakopią na wielką głębokość to tragiczne nieporozumienie, jakim była patologiczna realizacja mrzonek J, Giedroycia. A ludzie sterujący przez prawie 40 lat tym szaleństwem zostaną definitywnie wyrzuceni przez Polaków na śmietnik historii.
Autor: prof. Grzegorz Górski
Polski prawnik, nauczyciel akademicki, adwokat, polityk, samorządowiec, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor nadzwyczajny Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, od 2011 do 2014 sędzia Trybunału Stanu. Więcej na stronie autorskiej: grzegorzgorski.pl
Zostaw komentarz