Ukraińcy w swoim pragnieniu wejścia do Europy potrafią czasem nagiąć nie tylko procedury akcesyjne, ale nawet chronologię dat.

Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha stwierdził 15 sierpnia 2026 r. na swoim oficjalnym koncie w serwisie X, przy okazji obchodów 975-lecia Ławry Peczerskiej w Kijowie, że tysiąc lat temu Kijów był bramą, przez którą cywilizacja chrześcijańska dotarła na Zachód. Brzmi pięknie, tylko historia trochę się nie zgadza.

Polska przyjęła chrzest w 966 roku, Ruś Kijowska w 988, a zachodnia część Europy była chrześcijańska już wiele stuleci wcześniej. Chrześcijaństwo przyszło do Kijowa z Bizancjum, nie odwrotnie.

Oczywiście Kijów był wielkim ośrodkiem chrześcijaństwa wschodniego i promieniował kulturą na Europę Wschodnią. Tego nie trzeba Ukrainie odbierać. Nie trzeba jednak przy okazji zawracać biegu historii.

Można zrozumieć, że państwo walczące o swoje miejsce w Europie buduje atrakcyjną opowieść o własnej przeszłości. Ale sympatię dla Ukrainy warto łączyć z prostowaniem historycznych fantazji — również tych wypowiadanych w słusznej sprawie. Bo Europa to nie tylko wspólnota wartości. To także wspólnota dat. Alegorie patriotyczne sprawdzają się tylko w radzieckich/rosyjskich bajkach filmowych, ukraińskich nie widziałem.

Autor: dr Adam Stolarz
Ekspert ds wyceny przedsiębiorstw. Doktor nauk o bezpieczeństwie. Poszukiwacz genu innowacyjności w polskiej gospodarce obecnie i w przeszłości.