Styczeń 2024. Zondacrypto, prywatna giełda kryptowalut, wchodzi do Komitetu Cyberbezpieczeństwa Banków działającego przy Związku Banków Polskich. Prezesem spółki jest Przemysław Kral. To istotny moment, bo za chwilę jego firma ma być jednym z podmiotów, których działalność zostanie objęta nowymi regulacjami państwa.

27 lutego 2024. Związek Banków Polskich przekazuje Zondacrypto projekt ustawy o kryptoaktywach przygotowywany przez Ministerstwo Finansów. Projekt, który ma stworzyć zasady funkcjonowania rynku i określić kompetencje regulatora, trafia więc do człowieka stojącego na czele jednej z firm, które będą tym regulatorem objęte.

5 marca 2024. Przemysław Kral odsyła ZBP swoją tabelę uwag do projektu. Jest ich 47. I tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Kral nie jest akademickim ekspertem od regulacji. Nie jest urzędnikiem. Nie jest niezależnym legislacyjnym konsultantem. Jest prezesem giełdy kryptowalut, której działalność ma zostać uregulowana przez ustawę.
A jednak jego uwagi trafiają do organizacji, która następnie przedstawia stanowisko Ministerstwu Finansów.

8 marca 2024. ZBP przesyła Ministerstwu Finansów swoje stanowisko do projektu. W dokumentach znajdują się propozycje odpowiadające wcześniejszym uwagom Krala.

Niektóre dotyczą rzeczy fundamentalnej dla każdej giełdy kryptowalut, zakresu uprawnień KNF i możliwości ingerowania regulatora w działalność przedsiębiorcy.
Kral kwestionuje m.in. rozwiązania dotyczące blokowania domen oraz zakresu wykorzystywania informacji przez organy nadzoru.

I teraz warto zatrzymać się na chwilę.
Bo nie mówimy o przedsiębiorcy, który prosi państwo o dotację. Mówimy o przedsiębiorcy, którego państwo ma zacząć kontrolować.

Kwiecień 2024. Zondacrypto, za pośrednictwem ZBP, uzyskuje dostęp do zamkniętej konferencji uzgodnieniowej dotyczącej projektu ustawy w Ministerstwie Finansów.

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego nie da się już zbyć banalnym stwierdzeniem „przecież były konsultacje”.

Oczywiście, przedsiębiorcy mogą zgłaszać uwagi do ustaw. To normalne. Ale czy normalne jest również to, że przedstawiciel konkretnej, regulowanej giełdy otrzymuje projekt ustawy przed jej uchwaleniem, przygotowuje dziesiątki uwag, część z nich trafia kanałem ZBP do Ministerstwa Finansów, a następnie ten sam podmiot otrzymuje dostęp do zamkniętych uzgodnień?

To nie jest jeszcze dowód na układ, ale jest to bardzo interesujący ciąg poszlak. Bo teraz spójrzmy na niego od drugiej strony.

Jaki Kral miał w tym wszystkim interes?

Im słabsze narzędzia regulatora, tym mniejsze ryzyko dla podmiotu, który ma być regulowany. Im trudniej zablokować działalność giełdy, tym większa ochrona istniejącego operatora. Im węższe kompetencje KNF, tym mniejsza presja regulacyjna. A im większe bariery regulacyjne dla nowych podmiotów, tym trudniej konkurentom wejść na rynek.

To nie jest teoria spiskowa. To podstawowa ekonomia regulacji. Duży, istniejący operator może ponieść koszty compliance i dostosowania do nowych przepisów. Mały konkurent dopiero próbujący wejść na rynek musi te koszty ponieść bez istniejącej bazy klientów.

Dlatego regulacja może jednocześnie ograniczać ryzyko dla rynku i wzmacniać pozycję jego największych uczestników.

Kral miał więc bardzo konkretny interes biznesowy w tym, jak zostaną napisane przepisy, a państwo dało mu możliwość przedstawienia tego interesu bardzo blisko miejsca, w którym powstawały reguły gry.

I teraz przenieśmy się do teraźniejszości. Dzisiaj Zondacrypto jest przedmiotem poważnego zainteresowania państwa. Pojawiają się pytania o bezpieczeństwo, działalność spółki i jej powiązania. Rząd zaczyna mówić o konieczności wyjaśnienia sprawy.

I właśnie dlatego wracamy do początku 2024 roku.

Bo jeśli dzisiaj Zondacrypto jest dla państwa potencjalnym problemem, to kto i dlaczego kilka miesięcy wcześniej otworzył jej drzwi do procesu tworzenia regulacji, które miały ten biznes kontrolować?

Jeżeli państwo wiedziało wtedy to, co wiemy dzisiaj, dlaczego pozwoliło Kralowi uczestniczyć w procesie?
Jeżeli nie wiedziało, dlaczego nie sprawdziło dokładniej, komu daje dostęp?
A jeżeli wszystko odbyło się zgodnie z procedurami,dlaczego procedury pozwalały firmie, której interes był bezpośrednio związany z treścią ustawy, wejść tak głęboko w proces jej tworzenia?

I tu dochodzimy do odpowiedzialności politycznej rządu Tuska. Nie trzeba twierdzić, że Donald Tusk osobiście pisał ustawę dla Zondacrypto. Nie ma na to dowodu. Nie trzeba nawet twierdzić, że ktoś w Ministerstwie Finansów działał na rzecz Krala.

Wystarczy coś znacznie prostszego… to administracja rządu Tuska prowadziła ten proces. To państwowy system konsultacji umożliwił ten dostęp. To przez instytucje uczestniczące w procesie legislacyjnym uwagi prezesa regulowanej firmy trafiły do Ministerstwa Finansów.

A dzisiaj ten sam rząd musi tłumaczyć, dlaczego człowiek, którego firma znalazła się w centrum afery, wcześniej miał tak dogodny dostęp do procesu ustalania reguł dla własnego rynku.

Czy Kral próbował wykorzystać państwo dla własnego interesu? Na to pytanie każdy może odpowiedzieć sobie sam, patrząc na chronologię.
Czy rząd Tuska świadomie mu w tym pomagał?Tego również nie dowodzi żaden z tych faktów.

Ale jedno jest bezdyskusyjne… Kral dostał możliwość wejścia do kuchni, w której gotowano prawo dotyczące jego własnego biznesu.

A kiedy dzisiaj z tej samej kuchni wychodzi afera, trudno udawać, że nie warto zapytać, kto otworzył drzwi.