Po 2023 roku wojna rosyjsko-ukraińska weszła w fazę wojny na wyniszczenie. Początkowo taka formuła konfliktu była korzystniejsza dla Moskwy. Rosja dysponowała większymi zasobami, liczniejszą armią i rozbudowanym zapleczem przemysłowym. Jesienią 2025 roku prognozowałem więc, że Ukrainie będzie bardzo trudno przetrwać kolejną zimę, a systematyczne wyniszczanie jej sił może w końcu doprowadzić do załamania frontu.

Wojnę tę opisywałem jako wyścig dwóch linii czasowych. Najbardziej wrażliwym punktem Ukrainy był front: niedobór ludzi, rosnące straty i ryzyko przerwania linii obrony. Słabym punktem Rosji była natomiast gospodarka. Moskwa mogła wygrać, jeśli ukraiński front załamałby się wcześniej, niż rosyjski system gospodarczy, finansowy i budżetowy utraciłby zdolność do stabilnego finansowania wojny. O wyniku konfliktu miało zdecydować to, który z tych dwóch zegarów odmierzy czas szybciej.

Wiosną 2026 roku sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Ukraińcom udało się ustabilizować front dzięki przewadze dronowej. Nasycenie pola walki dronami obserwacyjnymi i uderzeniowymi sprawiło, że przeprowadzanie wielkich operacji przełamujących stało się niezwykle trudne. Jednocześnie Ukraina zaczęła skutecznie atakować krwioobieg rosyjskiej gospodarki, czyli sektor naftowy i paliwowy. Spadek produkcji, problemy eksportowe, deficyty paliwa, kolejki na stacjach i wzrost cen zaczęły nakładać się na trwającą od kilku lat degradację technologiczną, gospodarczą, finansową i budżetową Rosji.

Ukraiński zegar frontowy zwolnił, natomiast rosyjski zegar gospodarczy zaczął przyspieszać. Na Kremlu doskonale zdają sobie sprawę z tej zmiany. Dlatego uważam, że zbliżamy się do zapowiadanego przeze mnie okresu przesilenia. Putin nie może pozwolić, aby Rosja spędziła kolejne lata w obecnej konfiguracji: bez rozstrzygającego przełamania, z rosnącymi kosztami wojny i coraz słabszą odpornością gospodarki.

Moskwa przygotowuje więc decydujące natarcie. Nie musi ono jednak oznaczać jednej wielkiej ofensywy. Rosyjska próba rozstrzygnięcia będzie prawdopodobnie prowadzona jednocześnie na froncie, przeciwko ukraińskiemu zapleczu oraz przeciwko zachodniemu systemowi finansowania wojny. Pierwszym elementem może być próba przełamania albo przynajmniej rozproszenia ukraińskich wojsk.

Pojawiają się sygnały o koncentracji sił mogących zagrozić kierunkowi czernihowskiemu. Nie przesądzam, że Rosjanie rzeczywiście zaatakują z północy. Już sama wiarygodna groźba takiego uderzenia zmusza jednak Ukrainę do przesuwania jednostek, osłaniania granicy z Rosją i Białorusią oraz rozpraszania odwodów potrzebnych na innych odcinkach frontu.

Drugim elementem jest nasilająca się kampania przeciwko ukraińskiej energetyce, gospodarce i infrastrukturze cywilnej. Najbliższa zima może być dla Ukrainy najcięższa od początku wojny. Już poprzednio system elektroenergetyczny działał na granicy wydolności. Jeżeli Rosjanom uda się skuteczniej niszczyć produkcję i przesył energii, długotrwały brak prądu i ogrzewania może doprowadzić do kryzysu społeczno-gospodarczego. Celem Moskwy nie musi być więc tylko zdobycie kolejnych kilometrów terytorium. Może nim być ograniczenie zdolności państwa ukraińskiego do normalnego funkcjonowania i dalszego prowadzenia wojny.

Trzecim polem konfrontacji jest Zachód. Ukraina ma zapewnione finansowanie przynajmniej do połowy 2027 roku, ale nie wiadomo, jak długo zachodnie państwa będą gotowe ponosić koszty konfliktu. Rosja będzie próbowała wykorzystać obawę przed bezpośrednią wojną z NATO. Podnoszenie napięcia, sygnały dotyczące państw bałtyckich i zwiększona aktywność po obu stronach mogą służyć strategii eskalacji w celu wymuszenia deeskalacji.

Kreml w mojej ocenie chce stanąć na krawędzi wojny z NATO. Chce postraszyć społeczeństwa zachodnie i wesprzeć tym samym wszelkie antypaństwowe, rozkładowe siły pacyfistyczne działające w krajach zachodnich a następnie zaproponować odprężenie. Oczywiście pod warunkiem ograniczenia wsparcia dla Ukrainy i zniesienia przynajmniej części bolesnych sankcji. O tym wszystkim opowiadam w dzisiejszym odcinku na moim kanale yt. Putin szykuje decydujące natarcie:

Zapraszam!

Autor: Robert Winnicki
Polski polityk, w latach 2009–2013 prezes Młodzieży Wszechpolskiej, jeden z twórców oraz pierwszy prezes Ruchu Narodowego, poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji.