W kogo uderza afera Zonadcyrypto? Odpowiedź na pytanie jest bardzo bolesna. Jednak nie dla polityków.

Faktycznie czy też medialnie (przynajmniej na razie) umoczonych w nią ze względu na „pomoc” przy tworzeniu prawa pozwalającego na niekontrolowany handel sztucznymi – tak ja twierdzę – a nie krypto – walutami.

Bolesna jest dla tych, którzy na tym handlu stracili dorobek swojego życia. Bo ten handel kryptowalutami to taka piramida finansowa jakich kilka razy już doświadczyliśmy. Najpierw jakieś prymitywne łańcuszki szczęścia, potem kilka razy hossy i bessy na giełdach, następnie – przynajmniej w Polsce kredyty indeksowane, przede wszystkim we frankach.

O takich sprawach jak Amber Gold czy GetBack, SKOK Wołomin nie wspominam dla niezaciemniania sprawy.

Najgorsze jest w tym to, że afera Zondacrypto wielkiej szkody takiemu Krallowi szkody nie przyniesie. Bo jako tzw. mały świadek koronny zostanie skazany na banalną karę, a pieniądze i inne dobra gdzieś skutecznie ukrył i będzie mógł z nich korzystać.

Tezę tę opieram na przywołanym przykładzie Amber Gold. Za rok na wolność wyjdzie Marcin Plichta. I jak nie padnie ofiarą „seryjnego” samobójcy, to mogę się założyć, że zniknie z Polski i będzie gdzieś żył dostatnio z ukradzionych inwestorom (??) pieniędzy, bo tylko niewielka część odzyskała mizerne kwoty z masy upadłościowej, którą sprzedał syndyk.

Ofiarą systemu Amber Gold padło ok. 18 tys. zł na kwotę ok. 890 mln zł. Odzyskali ok. 10 % włożonych środków. I takiego zwrotu w aferze Zondacrypto nie będzie.