Nauczyciel kończy studia podyplomowe, płaci czesne, otrzymuje świadectwo i przez lata pracuje. A potem, przy awansie, kontroli albo zmianie szkoły, słyszy: „Nie ma Pan lub Pani kwalifikacji”.
23 lipca 2026 roku do MEN trafiła petycja dr. inż. Łukasza Wolańskiego. Opisano w niej niejasne przepisy, sprzeczne oceny tych samych dokumentów i brak jednej, wiążącej procedury potwierdzania kwalifikacji.
14 sierpnia skierowałem interwencje poselskie do MEN i MNiSW. Pytałem, kto ostatecznie potwierdza kwalifikacje, kto odpowiada za wadliwe studia i kto chroni absolwenta działającego w dobrej wierze.
Najpierw ministerstwa chciały dodatkowego czasu. Nie zgodziłem się na jednostronną prolongatę. Zażądałem kontaktu i uzgodnienia terminu zgodnie z ustawą. W końcu przyszły odpowiedzi. I pokazały dwie zupełnie różne postawy.
MNiSW widzi problem. Przyznaje, że:
🔹 nie ma pełnego rejestru ani danych o nauczycielskich studiach podyplomowych,
🔹 w latach 2020-2026 otrzymało około 120 sygnałów o nieprawidłowościach,
🔹 przeprowadziło tylko jedną kontrolę, zakończoną negatywnie i 10 zaleceniami,
🔹 PKA nie ocenia jakości tych studiów,
🔹 w planie na 2026 rok nie ma odpowiedniej kontroli,
🔹 rejestr i nadzór PKA są dopiero koncepcją.
To za mało i za późno. Ale MNiSW przynajmniej przyznaje, że luka istnieje.
A MEN?
MEN wybiera zaprzeczanie rzeczywistości. Twierdzi, że przepisy są „precyzyjne”, a dyrektorzy „nie powinni mieć problemów” z oceną kwalifikacji.
Naprawdę?
To dlaczego do MEN wpływają pytania nauczycieli, dyrektorów i kuratoriów? Dlaczego resort zapowiada przegląd nieaktualnych informacji i szkolenia wizytatorów z przepisów, które podobno są tak precyzyjne?
Zadałem MEN 14 konkretnych pytań. Na żadne nie otrzymałem pełnej odpowiedzi.
Nie przedstawiono jednolitych instrukcji dla kuratoriów, CKE i OKE. Nie wyjaśniono przepisów przejściowych. Nie zaproponowano wiążącej procedury ani ochrony nauczycieli, których dokumenty po latach zostaną zakwestionowane.
Tak MEN szanuje nauczycieli: kiedy pojawia się realny problem, odpowiada, że problemu być nie powinno.
Uczelnia pobiera pieniądze. Państwo określa standard. Uczelnia wydaje świadectwo. Dyrektor je uznaje. Kuratorium może je później podważyć. Wszystkie konsekwencje ponosi nauczyciel.
To nie jest szacunek. To instytucjonalne porzucenie nauczyciela – a ponoć jest ważny.
Państwo musi udzielić jednej, oficjalnej, wiążącej i zaskarżalnej odpowiedzi:
DO CZEGO KONKRETNIE TEN NAUCZYCIEL MA KWALIFIKACJE?
Będę domagał się uzupełnienia odpowiedzi, wspólnej procedury MEN i MNiSW, odpowiedzialności uczelni oraz ochrony absolwentów.
Nie odpuszczę!
#walczsercem #edukacja #szkoła #nauczyciele
Autor: Marcin Józefaciuk
Nauczyciel i anglista, prezenter telewizyjny, polityk oraz ultramaratończyk. Poseł na Sejm RP X kadencji.
Zostaw komentarz