– Tak właśnie to sobie wyobrażam, panie Tomku – powiedziała ponuro pani Zosia, kończąc swoją opowieść.

To było ich dziwne, przypadkowe spotkanie. Ona była na wycieczce „Norweskie Brylanty”, a on na wycieczce „Tropami Trolli” i zdarzyło się tak, że tej jednej nocy nocowali w tym samym hotelu. Na przywitanie on wykrzyknął z radości, a ona ze zgrozy, a jednak przed kolacją wybrali się razem na swój tradycyjny łódzki spacer, tyle że w Norwegii.

Szli brukowaną ścieżką prowadzącą od hotelu do skarpy widokowej nad fiordem Blåhårheksfjorden. Zrobiło się dość niezręcznie, gdyż po ponurym i deszczowym dniu pojawiło się wspaniałe okno pogodowe, a pomarańczowe słońce stworzyło dla nich scenerię jak z netflixowego romansu. Oto bowiem szary i nudny norweski krajobraz eksplodował nagle barwami ukrytymi dotychczas we mgle i strugach deszczu. Przede wszystkim na dole, pomiędzy ciemnozielonymi zboczami wzgórz, rozbłysnął jaskrawym błękitem warkocz fiordu. Ponadto znad porośniętych lasem zielonych wzgórz na pierwszym planie wyłaniało się wyższe pasmo górskie, które z tej odległości wyglądało jak granatowy atłas. A nad nim górowały ośnieżone skalne szczyty. I to wszystko na tle błękitnego nieba ozdobionego pomarańczowym słońcem.

W tej kiczowatej scenerii pani Zosia wyglądała jak artystyczna broszka kupiona w Łodzi na Piotrkowskiej u plastyków. Miała na sobie długi granatowy norweski sweter, ozdobiony postacią sympatycznego trolla trzymającego norweską flagę. Spod swetra wystawała seledynowa sukienka sięgająca do kolan, a jej jasne włosy promieniowały odbitym światłem słonecznym. Po prostu cudo.

Pan Tomek tak się zauroczył, że jej głos brzmiał dla niego jak relaksacyjny szmer strumyków spływających z górskich zboczy, ale zupełnie nie słyszał tego, co mówiła. Teraz czuł się przyłapany, gdyż bez wątpienia pani Zosia oczekiwała, że odniesie się do jej słów.

– To rzeczywiście jest bardzo ważne – powiedział ostrożnie.

– Co? – zapytała pani Zosia i było to właśnie to pytanie, którego najbardziej się obawiał.

– To wszystko. Absolutnie ma pani rację i zgadzam się z panią.

– Pan się wcale nie zgadza, bo nigdy się pan nie zgadza, ale znowu mnie pan nie słuchał. To jest takie seksistowskie!

– Ależ oczywiście, że słuchałem, tyle tylko, że słowa gdzieś mi odleciały nad ten fiord. Po prostu przepięknie pani wygląda na tle norweskich barw.

Trudno powiedzieć, czy pani Zosia zarumieniła się na jego słowa, czy to był tylko blask słońca rozjaśniający jej twarz. W każdym razie tym razem się nie obraziła i cierpliwie powtórzyła opowieść o swoich lękach.

Bała się oczywiście wojny i to jej się w jakiś przedziwny sposób łączyło ze wzruszeniem, które odczuła pod pałacem królewskim w Oslo na widok dzieci przynoszących kwiaty i rysunki, aby okazać szacunek zmarłemu królowi.

– Łzy mi same płynęły z oczu, panie Tomku. Gdy o tym pomyślę, znowu mi się chce płakać.

– Po śmierci norweskiego króla?

– Nie, to nie tak, to znaczy tak, bo szacunek dla zmarłego króla jest taki godny. A u nas wszystko jest małe i podłe.

– Pamięta pani atmosferę po śmierci Jana Pawła II oraz pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich? Polacy też potrafią zachowywać się pięknie.

– Niech pan nawet tego nie porównuje! Ten papież tolerował pedofilię w Kościele, a Kaczyński sam sobie był winny. Lub namówił go Jarek.

– Naprawdę, nawet teraz nie bierze pani pod uwagę możliwości, że za katastrofę smoleńską odpowiada Rosja? Przecież po ataku na Ukrainę wiemy, że Putin był zdolny do popełnienia takiej zbrodni.

– Ależ panie Tomku, proszę bez takich! Putin musi stanąć przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za zbrodnie na Ukrainie, ale w sprawie katastrofy smoleńskiej jest bez winy.

– Jest pani pewna?

– Tak, bo wszyscy to wiedzą. Z wyjątkiem tych, którzy ulegają ruskiej propagandzie.

– Przypuszczenie, że odpowiedzialność za katastrofę smoleńską ponoszą Rosjanie, to ruska propaganda?

– Ależ oczywiście, że tak, bo tak działają ruskie służby. Właśnie dlatego boję się wojny, panie Tomku.

– Zaczynam się w tym gubić. Przecież wierzy pani, że ukraińskie drony sparaliżowały rosyjską gospodarkę, a armia rosyjska ponosi tak olbrzymie straty, że jest bliska załamania.

– No właśnie! – Pani Zosia triumfalnie uniosła palec wskazujący do góry. – Dlatego boję się, że Rosja zaatakuje Polskę lub inne państwo NATO, na przykład Litwę, co na jedno wychodzi.

– Ale to jest sprzeczność. Jeżeli Rosja przegrywa, nie zaatakuje kolejnego państwa.

– Zamiast myśleć, niech pan czasami posłucha, co mówią na ten temat najwybitniejsi eksperci. Właśnie dlatego, że Rosja przegrywa wojnę z Ukrainą, może zaatakować Polskę. To jest wyższy poziom myślenia strategicznego.

– No ale przecież, zaraz, ja nawet nie widzę powodu, aby Rosja zaczynała kolejną wojnę w Europie, nawet gdyby wygrała wojnę z Ukrainą. Nie ma w tym nic wartościowego.

– Ooo, panie Tomku, to czysta demagogia. Po prostu Putin taki jest, a Rosjanie nas nienawidzą od czasów Iwana Groźnego.

– Tak twierdzą pani eksperci?

– Wszyscy to wiedzą. Niech pan wreszcie zrozumie. W wyniku wojny rosyjska armia ponosi olbrzymie straty i słabnie, a ukraińska armia rośnie w siłę. Być może jest już najpotężniejsza w Europie. Natomiast w Rosji brakuje ludzi, aby uzupełnić straty. Dlatego Putin musi zaatakować NATO, na przykład Polskę.

– Przecież to będzie samobójstwo Rosji, jeżeli będzie walczyła z NATO i Ukrainą jednocześnie.

– Właśnie dlatego nie można dopuścić do upadku Ukrainy.

– Jakiego znowu upadku? Przed chwilką mówiła pani, że wygrywa wojnę i ma najpotężniejszą armię w Europie?

– Na pierwszej stronie Gazety wygrywa, na drugiej przegrywa. Wreszcie zaczyna pan rozumieć? Nie można dopuścić do porażki Ukrainy właśnie dlatego, że ma najsilniejszą armię. Bez ukraińskiej armii sytuacja NATO będzie trudna, dlatego musimy wesprzeć Ukrainę, zanim upadnie, aby Ukraina mogła nas wesprzeć, gdy Rosja zaatakuje Polskę. Dlatego się boję. Rozumie pan?

– Próbuję zrozumieć.

– Nie rozumie pan, ale ja już nie mam czasu tłumaczyć, gdyż muszę iść na kolację. Pana wycieczka zapewne jest bez kolacji? Taka z tych tańszych?

– Ale mam kabanosy przywiezione z Polski – powiedział pan Tomek w kierunku odchodzącej pani Zosi.