Dominika Zamara, znakomita polska sopranistka w rozmowie z Carlosem Miguelem opowiada o swojej muzycznej drodze, pierwszych doświadczeniach ze sceną, fascynacji Mozartem i najtrudniejszych rolach. Wspomina także niezwykły debiut w Carnegie Hall oraz zdradza, o jakiej roli i scenie wciąż marzy.
Muzyka jako powołanie
Dominika Zamara należy do grona artystek, dla których muzyka stała się czymś więcej niż zawodem. Jej sceniczna droga rozpoczęła się bardzo wcześnie, a pierwszym przewodnikiem po świecie dźwięków był jej dziadek – organista. To właśnie on jako pierwszy dostrzegł w niej niezwykły talent.
W rozmowie artystka opowiada o emocjach towarzyszących wyjściu na scenę, o mozartowskiej lekkości, wymagającej partii Violetty Valéry, magii opery i niezwykłym spotkaniu z publicznością Carnegie Hall. Mówi również o tym, dlaczego artysta powinien nie tylko interpretować postać, ale wręcz stać się nią na scenie.
Carlos Miguel: Kiedy po raz pierwszy odkryła Pani, że śpiew jest Pani prawdziwą pasją? Co skłoniło Panią do wyboru kariery sopranistki?
Dominika Zamara: W tej dziedzinie byłam chyba trochę przedwcześnie dojrzała. To mój dziadek, który był organistą, jako pierwszy dostrzegł mój talent. Był także moim pierwszym nauczycielem. Śpiewałam w kościele i zauważyłam, że mój śpiew wywołuje emocje u słuchaczy. Wtedy zrozumiałam, że chcę poświęcić muzyce całe swoje życie.
Mój dziadek był moim pierwszym i niezwykle ważnym źródłem inspiracji.
Czy pamięta Pani swój pierwszy występ przed publicznością? Jakie emocje Pani wtedy towarzyszyły?
– Była to mieszanka sprzecznych emocji: wątpliwości, ciekawości, niepewności i strachu. Do pewnego stopnia podobnie jest również dzisiaj. Gdybym nie odczuwała tych emocji, prawdopodobnie nie potrafiłabym przekazać publiczności tego, co najważniejsze.
A potem wychodzi się na scenę i wszystko się uspokaja.
Wyjście na scenę jest jak przejście do innego wymiaru – na metafizyczny poziom, na którym rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej i jest kształtowana przez nas, artystów. Publiczność znajduje się przed nami po to, aby przeżyć emocje, oderwać się od codzienności i wejść do świata marzeń.
Głos sopranowy może być niezwykle potężny i ekspresyjny. Jak opisałaby Pani własny styl wokalny?
– Wielu znakomitych Mistrzów, z którymi miałam zaszczyt pracować, określało mój głos jako bardzo wszechstronny. Mam niezwykle szeroki repertuar – od muzyki barokowej po współczesną.
Uwielbiam śpiewać Mozarta i wiele osób określa mój głos mianem „głosu mozartowskiego”. Można powiedzieć, że jestem bardzo elastyczna. Potrafię wykonywać partie sopranowe z koloraturą w repertuarze barokowym i mozartowskim, ale również partie sopranu lirycznego.
Z ogromną przyjemnością śpiewam także Carmen – rolę pierwotnie napisaną dla mezzosopranu, w której jednak czuję się bardzo dobrze.
Uważam, że moją siłą jest właśnie elastyczność wokalna. Potrafię dostosować barwę głosu do języka muzycznego oraz dramaturgii dzieła.
Która rola operowa była dla Pani największym wyzwaniem i czego nauczyło Panią jej wykonanie?
– Powiedziałabym, że najbardziej wymagającą rolą była Violetta Valéry w „La Traviacie” Giuseppe Verdiego.
Trzy akty tej opery są niemal tak, jakby zostały napisane dla trzech różnych rodzajów sopranów. Zaczynamy od sopranu koloraturowego, a kończymy niemal na partii wymagającej możliwości sopranu dramatycznego.
Równie wymagająca jest warstwa aktorska – w kolejnych aktach zmienia się ona diametralnie. Było to ogromne wyzwanie, ale jestem dumna, że udało mi się mu sprostać.
Czy jest kompozytor lub opera, które w szczególny sposób wpłynęły na Pani karierę artystyczną?
– Trudno wskazać tylko jednego kompozytora. Z biegiem czasu było ich kilku, zależnie od repertuaru, który przygotowywałam.
Gdybym jednak miała wymienić jednego, byłby to Mozart. Jego kompozycje dają głosowi niezwykły komfort. Śpiewanie Mozarta jest jak swoisty reset dla głosu – pozwala odnaleźć jego miękkość po okresach pracy nad muzyką wymagającą wokalnie, szczególnie nad dużą częścią repertuaru współczesnego.
Co dzieje się w Pani głowie w ostatnich chwilach przed wyjściem na scenę?
– Zazwyczaj pojawiają się wątpliwości związane ze spotkaniem z publicznością. Czy spodoba się jej mój występ? Czasami wpływ na te emocje ma również kondycja fizyczna czy to, przez co akurat przechodzimy w życiu.
Ale kiedy przekracza się tę granicę i wychodzi na scenę, nic z tego już nie istnieje. Wszystkie te myśli rozpływają się jak mgła w słońcu.
Opera wymaga niezwykłego połączenia techniki, dyscypliny, aktorstwa i emocji. Jak przygotowuje się Pani do wymagającego występu?
– Przede wszystkim muszę nawiązać z postacią szczególną symbiozę – nie tylko muzyczną, lecz także psychologiczną.
Nie chcę jedynie interpretować roli. Chcę stać się konkretną postacią, odczuwać dokładnie te same emocje, kochać i nienawidzić tak jak ona.
Poznaję również historyczny i kulturowy kontekst, w którym rozgrywa się opera, aż do momentu, w którym wszystko zaczyna tworzyć jedną, pełną całość.
Dopiero wtedy rozpoczynam samodzielną pracę nad rolą, następnie pracuję z pianistą, a później przechodzę przez kolejne etapy przygotowań – aż do prób generalnych i przedstawienia w kostiumach.
Czy przeżyła Pani występ, który był dla Pani szczególnie emocjonalny i niezapomniany?
– Moim pierwszym występem w Carnegie Hall w Nowym Jorku było spełnienie jednego z wielu marzeń, które nosiłam w sobie.
Podczas wcześniejszych podróży zdarzało mi się przechodzić obok tej świątyni muzyki i mówić do siebie: „Pewnego dnia będę tutaj śpiewać”.
I w końcu nadszedł ten moment.
To było niezwykłe przeżycie – od wejścia dla artystów, przez długie korytarze, ze świadomością, że przede mną przechodzili nimi najwięksi artyści.
W mojej garderobie wisiał obraz Antonína Dvořáka. Odebrałam to jako znak, zwłaszcza że niedawno zakończyłam pracę nad jego „Pieśniami cygańskimi”.
Za kulisami emocje były ogromne. Wszystko jednak uspokoiło się w chwili, gdy wyszłam na scenę i zostałam powitana przez publiczność oklaskami.
Występ zakończył się prawdziwym sukcesem i do dziś uważam go za najbardziej ekscytujące przeżycie w moim życiu.
Jak ważne są dla Pani aktorstwo i opowiadanie historii podczas wykonywania roli operowej?
– Interpretacja jest fundamentalna.
Opera jest kompletną formą sztuki, w której muzyka, słowo i aktorstwo współistnieją ze sobą w harmonii, tworząc coś wyjątkowego i niepowtarzalnego.
Każdy spektakl jest inny, ponieważ za każdym razem zmieniają się emocje.
I właśnie w tym tkwi magia sztuki scenicznej.
Jakie jest największe nieporozumienie dotyczące opery i świata śpiewu klasycznego?
– To, że ludzie postrzegają operę jako modę z przeszłości, zamiast dostrzegać, czym naprawdę jest – sztuką ponadczasową.
W szerszym znaczeniu cała sztuka jest ponadczasowa. Oczywiście pozostaje związana z epoką, w której powstała, ale jej podstawowe tematy mogą odnajdywać znaczenie w każdej epoce.
Verdi pisał na przykład o ruchach rewolucyjnych w „Aidzie” i „Nabucco”. Te same tematy można jednak odczytywać również współcześnie, choć oczywiście w innym świetle.
Występowała Pani przed publicznością reprezentującą różne kultury i środowiska. Co muzyka pozwala przekazać, czego czasami nie potrafią wyrazić słowa?
– Muzyka jest językiem uniwersalnym. Dociera do najgłębszych zakamarków ludzkiej istoty i tworzy niezwykłą alchemię pomiędzy wykonawcą a publicznością.
Sztuka przekracza rzeczywistość. Wiele zależy jednak od wrażliwości ludzi, którzy biorą w niej udział – zarówno artysty, jak i odbiorcy.
Gdyby mogła Pani zagrać jedną wymarzoną rolę, w dowolnej operze, z dowolną orkiestrą i dyrygentem na świecie – co by Pani wybrała?
– Chciałabym zaśpiewać partię Donny Elviry w „Don Giovannim” Mozarta w Metropolitan Opera w Nowym Jorku, pod batutą Maestro Gustavo Dudamela.
Jaka jest Pani poza sceną? Co mogłoby zaskoczyć osoby, które znają Panią wyłącznie jako artystkę?
– Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nawet poza sceną moja uwaga wciąż skupia się na muzyce, nauce nowych partii, przygotowywaniu repertuaru i tym podobnych rzeczach.
Jedną z rzeczy, która naprawdę jest częścią mnie, jest miłość do zwierząt. Od wielu lat jestem wegetarianką. Kocham również naturę, uwielbiam górskie wędrówki i odwiedzanie term.
Jakiej rady udzieliłaby Pani młodej śpiewaczce, która marzy o profesjonalnej karierze sopranistki i występach na największych scenach świata?
– Przede wszystkim potrzebny jest wielki, boski dar – wyjątkowy głos.
Poza tym niezbędne są ogromna muzykalność i niekończąca się nauka. Trzeba pracować naprawdę bardzo ciężko – zarówno nad techniką wokalną, jak i repertuarem.
Potrzebna jest również niezwykła pamięć, aby opanować opery i repertuar kameralny w różnych językach.
A później pozostają jeszcze ogromna dyscyplina, inteligencja i poświęcenie.
Muzyka musi zawsze być na pierwszym miejscu.
Ekskluzywny wywiad z Dominiką Zamarą
Dziękujemy Dominice Zamarze za tę niezwykle osobistą i inspirującą rozmowę oraz za podzielenie się z Czytelnikami refleksjami na temat muzyki, sceny, pracy artystycznej i swoich największych marzeń.
Wywiad przeorowadził Carlos Miguel. Rozmowa z Dominiką Zamarą. Źrodło wywiadu, link tu.
Foto: Paolo Gepri
Zostaw komentarz