„Dzisiaj skierowałem do Parlamentu Europejskiego wniosek o uchylenie immunitetu Danielowi Obajtkowi”..Takie słowa padły wczoraj z ust Waldemara Żurka, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.
A ja pamiętam inne słowa.
„Dzisiaj ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego”…
Tak bandyta Jaruzelski ogłaszał powstanie organu, który miał firmować władzę podczas stanu wojennego. Za tym komunikatem poszły czołgi na ulice, internowania, represje i dramaty tysięcy polskich rodzin.
Dwa zdania. Dwie epoki. Dwie zupełnie różne sytuacje polityczne i prawne.
A jednak, kiedy słyszę uroczyste deklaracje przedstawiciela władzy Tuska, wraca do mnie pamięć tamtego grudniowego dnia. Nie z podręcznika historii, ale z własnego życia.
Sam byłem internowany w więzieniu. Wiem, co oznacza konfrontacja człowieka z aparatem państwa, który dysponuje ogromną przewagą i może zadecydować o jego losie.
Nie twierdzę, że dzisiejsza Polska jest Polską z grudnia 1981 roku. Ale podobieństwa w sposobie sprawowania władzy stają się coraz bardziej niepokojące. Jako człowiek, który doświadczył komunistycznych represji, wiem jedno: władzy trzeba patrzeć na ręce, niezależnie od tego, kto ją sprawuje i pod jakimi hasłami uzasadnia swoje działania.
Tym bardziej że pogrobowiec tamtego systemu jest dziś marszałkiem Sejmu.
Historia nie musi powtarzać się dosłownie, żeby przypomnieć nam, jak ważne są granice władzy i prawo człowieka do obrony.
Dlatego przyjrzyjmy się temu, co dzieje się wokół Daniela Obajtka.
Żurek poinformował o skierowaniu do Parlamentu Europejskiego wniosku o uchylenie immunitetu Daniela Obajtka, a także o zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie.
Prokuratura zarzuca byłemu prezesowi Orlenu niegospodarność, która miała doprowadzić do szkody przekraczającej 4,1 miliarda złotych. Sprawa dotyczy polityki cenowej koncernu w pierwszej połowie października 2023 roku, kiedy paliwo na stacjach Orlenu kosztowało około 6 zł za litr. Według śledczych ceny miały być ustalane w oderwaniu od realiów rynkowych, z naruszeniem obowiązujących procedur.
To zarzuty, których nie wolno traktować jak prawomocnego wyroku sądu. Dlatego warto zapytać: czy naprawdę nie można najpierw spokojnie wyjaśnić okoliczności podejmowanych decyzji, przesłuchać zainteresowanego i skonfrontować jego wyjaśnień z materiałem dowodowym, zamiast od razu publicznie eksponować wniosek o zatrzymanie i aresztowanie?
W cywilizowanym państwie prawa najpierw wyjaśnia się sprawę, bada dowody i ustala odpowiedzialność. Tymczasowe aresztowanie nie może być narzędziem politycznego nacisku ani sposobem na wymuszanie wyjaśnień i karą zanim ruszy proces. I to za co?
Zarzuty są dla mnie absurdalne, zwłaszcza gdy spojrzymy na działania obecnej władzy. Dzisiaj Tusk ze swoją ekipą również wpływa na politykę cenową paliw, a mimo to nikt nie ogłasza, że samo ustalanie i tregulowanie cen stanowi przestępstwo.
Ale jak widać cyrk musi być!
Kolejne przedstawienie, kolejny polityczny spektakl. Wszystko tylko po to, żeby odwrócić uwagę od nieudolnych rządów i kolejnych afer.
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy, którego nie wolno pomijać.
Orlen nie jest zwykłą prywatną firmą pozostającą poza wpływem państwa. Skarb Państwa jest największym akcjonariuszem koncernu. Państwo ma zatem istotny wpływ na jego funkcjonowanie.W 2023 roku Polacy tankowali paliwo po około 6 zł za litr ,a Orlen w 2023 roku wypracował około 21 miliardów złotych zysku, podczas gdy w kolejnym roku, już pod rządami ekipy Tuska zysk Orlenu spadł do około 1,5 miliarda złotych. Przecież to katastrofa.
Nie będę nawet wspominał o cenach paliw. Każdy to widzi.
Jeżeli obecna władza chce rozliczać poprzedników, to kto rozliczy ją z wyników własnego nieudolnego zarządzania? Dzisiaj Orlen szoruje po dnie a paliwo jest najdroższe od dekad?
Kolejne pytanie dotyczy czasu.
Dlaczego sprawa polityki cenowej z października 2023 roku staje się dziś przedmiotem tak intensywnej debaty politycznej?
Trudno nie dostrzec politycznego kontekstu całej operacji.
Tusk i jego ekipa potrzebują kolejnych tematów, które pozwolą im mobilizować własny elektorat. Elektorat ludzi obłąkanych. Potrzebują wroga, głośnej sprawy, która na kilka dni zdominuje media i odsunie na dalszy plan pytania o nieudolne rządy.
Dlatego zamiast spokojnego wyjaśniania sprawy dostajemy kolejne polityczne widowisko.
Dlaczego na początku przywołałem stan wojenny?
Ponieważ pamiętam, jak komunistyczna władza uzasadniała swoje decyzje koniecznością dziejową, dobrem państwa, odpowiedzialnością za los obywateli i przywróceniem praworządności. Brzmi znajomo?
Pamiętam, też, że za oficjalnymi komunikatami kryły się ludzkie dramaty. Internowani, rozbite rodziny, strach i życie podporządkowane decyzjom ludzi, którzy mieli nad obywatelami chwilową przewagę instytucjonalną.
Nie chcę powrotu tamtych czasów. Wiem, jaką cenę zapłaciliśmy za wolność.
Chcę państwa, w którym prokurator przedstawia dowody, sąd rozstrzyga o winie, politycy odpowiadają za własne decyzje, a obywatel ma prawo do obrony bez względu na swoje poglądy i pozycję.
Bo wolność nie polega na tym, że władza może wszystko.
Wolność polega na tym, że również władza musi przestrzegać prawa.
A jeśli ktoś uważa, że głośna afera wystarczy, by przykryć zapaść państwa, to powinien pamiętać, że Polacy ostatecznie ich rozliczą. To tylko kwestia czasu.
Zostaw komentarz