Te słowa ojca skierowane do syna policjanta bolą chyba bardziej niż niejeden polityczny komentarz.
A obok zdjęcie i słowa jednej z młodych funkcjonariuszek: „Dramat, dobrze że mam zasłoniętą twarz, bo bym się chyba ze wstydu spaliła”.
Dwa obrazy. Dwie ludzkie historie. I jeden wielki dramat.
Pomyślmy o tych młodych ludziach. O rodzicach, którzy wychowywali ich w szacunku do drugiego człowieka, uczyli uczciwości, odwagi i odpowiedzialności. O funkcjonariuszach, którzy zakładali mundur z dumą, wierząc, że będą służyć ludziom i chronić obywateli.
Jak muszą się czuć, kiedy obowiązek służbowy zderza się z sumieniem? Kiedy zamiast dumy z munduru pojawia się wstyd i bezradność?
Za każdym kaskiem jest człowiek. Czyjś syn, czyjaś córka. Nie zapominajmy o tym.
I jest jeszcze coś, co szczególnie mocno do mnie przemawia.
Sama wiem, jaką cenę można zapłacić za powiedzenie wprost: „STOP! Nie zgadzam się!”. Wiem, że sprzeciw wymaga odwagi i może mieć bardzo konkretne konsekwencje.
Dlatego właśnie w demokratycznym państwie prawa takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca. Nikt nie powinien być stawiany przed wyborem między własnym sumieniem a strachem przed konsekwencjami sprzeciwu.
Policja ma służyć obywatelom. Mundur powinien oznaczać honor, odpowiedzialność i zaufanie.
Ktoś wydaje polecenia, ktoś podejmuje decyzje, ale to konkretni ludzie muszą później żyć z ich konsekwencjami.
I najbardziej boli myśl o ojcu, który patrzy na swojego syna i mówi:
„Nie tak cię wychowałem, synu…”

Jestem z tymi, którzy protestują, nie godzą się na milczenie i chcą upominać się o ważne dla nich wartości. Jestem również z Prezydentem w jego obecności pod i w Trybunale.
I właśnie dlatego mam pewną refleksję.
Męczy mnie sprowadzanie zaangażowania do obecności na zdjęciu. Przyjeżdżamy, robimy selfie, publikujemy je w mediach społecznościowych i… co dalej?
Nie mam nic przeciwko zdjęciom. Są świadectwem obecności i dokumentują ważne chwile. Ale chciałabym, żeby towarzyszył im również własny głos, odwaga i konsekwencja.
Spójrzcie na człowieka, który nie szuka dobrego kadru ani polubień. Podchodzi i mówi: „Nie tak cię wychowałem, synu” (zobacz tutaj).
Zatrzymajcie się nad tym zdaniem. Ile jest w nim emocji, rozczarowania i sprzeciwu. To przekaz, który zostaje w człowieku.
Właśnie takich głosów chciałabym słyszeć więcej! Waszych własnych wypowiedzi, argumentów, przemyśleń. Nie tylko relacji z wydarzeń, ale także odwagi do zabierania głosu wtedy, kiedy nie ma kamer i obiektywów.
Nie rezygnujmy ze zdjęć. Ale nie pozwólmy, żeby zastąpiły nasze słowa i przekonania.
Pokażcie, że tam byliście. Ale powiedzcie też, co Was tam przyprowadziło.
Bo prawdziwe zaangażowanie poznaje się nie tylko po obecności, ale przede wszystkim po autentyczności i konsekwencji.
Demokracja potrzebuje naszego głosu, nie tylko naszego wizerunku.
Zostaw komentarz