W Polsce na naszych oczach dochodzi do grania ludzkim życiem w szpitalach, gdzie brakuje praktycznie wszystkiego, a rząd zapewnia, że jest dobrze i nad wszystkim panuje. Jak jest faktycznie doskonale obrazuje list otwarty „COVID-19” jaki skierowali pracownicy medyczni i Związki Zawodowe Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego im. Ludwika Perzyny w Kaliszu do Marszałka i Wojewody Wielopolskiego. Żądają w nim podjęcia natychmiastowych działań zmierzających do zatrzymania grożącej tragedii epidemiologicznej związanej z funkcjonowaniem kaliskiego okrąglaka. Według nich, problemem jest postępowanie osób zarządzających szpitalem, przy jednoczesnym braku profesjonalnego nadzoru ze strony sanepidu. – „Tu potrzeba profesjonalizmu i odważnych decyzji. (…) Szpital to nie fabryka śrub, tu nie można niczego „przykręcać”, bo bije to wprost w bezpieczeństwo pacjentów i pracowników” – piszą autorzy listu.

Pełna treść pisma poniżej.

LIST OTWARTY – COVID-19

PANIE MARSZAŁKU !
PANIE WOJEWODO !

Jako pracownicy medyczni Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kaliszu ŻĄDAMY podjęcia natychmiastowych działań zmierzających do zatrzymania grożącej tragedii epidemiologicznej związanej z funkcjonowaniem kaliskiego okrąglaka. Problemem jest postępowanie osób zarządzających szpitalem, przy jednoczesnym braku profesjonalnego nadzoru ze strony SANEPIDu.
W szpitalu panuje chaos zarządczy, brak jest profesjonalnych procedur do walki z tak dużym zagrożeniem jak epidemia śmiercionośnego koronawirusa. Sytuację pogarsza jeszcze brak dostatecznej ilości środków ochrony osobistej.

Poczucie zagrożenia potęgują wdrażane rozwiązania, które znacznie odbiegają od obowiązujących standardów. Jako pracownicy pozostawieni zostaliśmy sami sobie. Nie jesteśmy i nie będziemy mięsem armatnim, a za takich nas się uważa wysyłając na front z gołymi pięściami naprzeciw artylerii koronawirusa.

Obecna sytuacja jeszcze jaskrawiej objawiła te problemy, o których informowani byliście Panowie w liście otwartym ponad rok temu. List został przez Was zignorowany, a media dostały rozkaz jego przemilczenia. Chowanie jednak głowy w piasek dobre być może wyłącznie na krótką metę i to w okresie względnego spokoju.

Teraz mamy prawdziwą wojnę i toczymy walkę z niewidzialnym, ale śmiercionośnym wrogiem jakim jest koronawirus. Nie da się zarządzać szpitalem w takiej sytuacji jak obecnie w stylu znanym tylko z komedii Barei. Nam nie jest do śmiechu! Jako żołnierze na tym froncie potrzebujemy dobrego, godnego zaufania Dowództwa, którego decyzje będą dawać poczucie bezpieczeństwa pacjentom i nam samym. Rzeczywistość zdaje się przeczyć tym oczekiwaniom. Decyzja o zamknięciu WSZ w Kaliszu podjęta przez SANEPID odbiła się szerokim echem w mediach.

Spowodowana ona była śmiercią zakażonego wirusem pacjenta. Jeszcze większym echem odbiła się decyzja o ponownym otwarciu szpitala kilkanaście godzin później, bo dyrektor WSZ “nie wyobrażał sobie – jak twierdził w wywiadzie dla mediów – że tak duży szpital może nie funkcjonować”. Mówi nam się, że podobno “przeanalizowano szlaki zakażenia” i na podstawie tych “analiz” SANEPID wydał decyzję o uruchomieniu jednostki z wyłączeniem jedynie dwóch oddziałów. Właśnie takie decyzje wywołują chaos i rodzą wątpliwości, czy ktoś, kto zarządza szpitalem zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności za życie i zdrowie pacjentów oraz samych pracowników. Nie zwalnia go z tej odpowiedzialności fakt braku wykształcenia medycznego. Każdy zdroworozsądkowo oceniający sytuację szpitala wie, że logistyka kaliskiego okrąglaka sprawia, że krzyżują się drogi pacjentów we wszystkich możliwych kierunkach. Pogłębił to jeszcze krytykowany przez nas w poprzednim liście otwartym SOR z kartongipsu za ponad 10 mln złotych zamykający drogi ewakuacyjne i diagnostyczne dla trafiających do WSZ pacjentów.

Nie dziwi nas indolencja SANEPIDu, który “przeanalizował szlaki epidemiczne” i otworzył szpital mimo kolejnych ognisk koronawirusa na innych oddziałach – kardiologii i nefrologii ze stacją dializ. Nie dziwi nas to dlatego, że to ten sam SANEPID, który od lat nie widzi jak w szpitalu krzyżują się drogi brudne i czyste na Bloku Operacyjnym. Najwyraźniej nie chodzi więc o względy epidemiologiczne, tylko o politykę. Tu nie pomoże zaklinanie rzeczywistości i przekłamywanie faktów.

Tu potrzeba profesjonalizmu i odważnych decyzji.

Do nich zaliczamy:
1. Natychmiastowe zamknięcie szpitala z przyczyn epidemiologicznych i skażenia koronawirusem wielu oddziałów.
2. Poddanie testom personelu i pacjentów szpitala przebywających w szpitalu, a pozostałych, bezobjawowych, poddanie domowej kwarantannie.
3. Ewakuacja pacjentów do szpitali ościennych.
4. Precyzyjna dezynfekcja wszystkich pomieszczeń szpitala z okresem karencji i ponownymi wymazami potwierdzającymi brak koronawirusa.
5. Ponowne uruchomienie szpitala z zastrzeżeniem, że budynek przy ul.Poznańskiej nie może leczyć pacjentów z koronawirusem, gdyż nie pozwala na to logistyka szpitala i permanentne krzyżowanie się szlaków epidemiologicznych.

Uważamy, że trzeba za wszelką cenę utrzymać „kaliski okrąglak” w reżimie sanitarnym i w ochronie przed koroanwirusem, gdyż skupia on w sobie wiele oddziałów z monopolistycznymi w regionie specjalnościami, które muszą funkcjonować i leczyć chorych z wszelkich innych, pozazakaźnych chorób.

Budynek przy ul.Poznańskiej przez swoją infrastrukturę i wieloletnie zaniedbania stanowi wręcz zagrożenie epidemiologiczne. Z lotu ptaka szpital wygląda jak bęben, ale niestety epidemiologicznie zachowuje się jak bęben pralki w czasie wirowania, rozsiewając wirusa. Dlatego za wszelką cenę musi on być wolny od koronawirusa i chroniony od pacjentów z pozytywnym wywiadem epidemicznym. Nie pomogą tu prowizorki proponowane przez Dział Higieny i Epidemiologii WSZ, który zdaje się być oderwanym od rzeczywistości i zdrowego rozsądku, a przez to prowokującym SANEPID do nieracjonalnych decyzji, jak ta z zamknięciem szpitala na kilkanaście godzin i jego otwarciem bez testów i prawidłowych analiz, co zaowocowało kolejnymi ogniskami rozproszonymi w szpitalu. Naszego szpitala nie można „troszkę zamknąć” jak to zostało zrobione, podobnie jak nie można być „trochę w ciąży” Trzeba odważnie ocenić sytuację i nazwać ją po imieniu – OKRĄGLAK STANOWI ZAGROŻENIE EPIDEMICZNE.

Obecna sytuacja wymknęła się Zarządowi WSZ spod kontroli, a wprowadzony chaos informacyjny, a wręcz blokada informacyjna, doprowadzą do samoistnego zatrzymania szpitala przez mnożące się zwolnienia chorobowe, na które idą pracownicy nie chcąc być wspomnianym mięsem armatnim na polu walki z koronawirusem.

14 miesięcy temu ostrzegaliśmy przed beztroską w czasie konkursu na nowego dyrektora WSZ. Dziś rzeczywistość wskazuje boleśnie, że stawianie rok temu na mostku kapitańskim osoby, która ma za zadanie „przykręcać śrubę finansową” i wyprowadzać szpital z finansowej zapaści prowadzi do katastrofy nie tyle finansowej, co przede wszystkim zdrowotnej regionu. Szpital to nie fabryka śrub, tu nie można niczego „przykręcać”, bo bije to wprost w bezpieczeństwo pacjentów i pracowników.

Medyczne Związki Zawodowe
Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego
im.L.Perzyny w Kaliszu

To nie jedyny problem tej placówki medycznej, bo Włodzimierz Szewczyk, dotychczasowy zastępca dyrektora ds. administracyjno-ekonomicznych w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. L. Perzyny w Kaliszu po ponad 10 latach kończy współpracę z tą jednostką. Napisał elektroniczny list do pracowników szpitala, w którym dziękuje im za wspaniałą współpracę. Wspomniał także, że “Człowiek nie jest bogaty tym, co posiada, lecz tym bez czego z godnością może się obejść”.

Pełna treść listu poniżej.

Szanowni Państwo,

Dzisiejszy dzień jest moim ostatnim dniem pracy w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. L. Perzyny w Kaliszu. Jestem zmuszony zakończyć pracę w szpitalu w okolicznościach ode mnie niezależnych. Kończy się bowiem trzymiesięczny okres wypowiedzenia zmieniającego, które otrzymałem w dniu 20 grudnia 2019 roku. Zaproponowane mi nowe warunki pracy były na tyle niekorzystne, że można było z góry zakładać, iż ich nie przyjmę, co uzasadnia hipotezę, że celem pracodawcy nie było kontynuowanie stosunku pracy (po zmodyfikowaniu jego treści), a jedynie zwolnienie mnie. Nie mogłem zatem, w sposób odpowiedzialny i świadomy zaakceptować czegoś, co w rzeczywistości było cyniczną grą dyrektora szpitala. Nie jest mi łatwo pisać te słowa. Wiem, że wielu z Was, często ze strachu, zaciska zęby mając pełną świadomość niewyobrażalnej paranoi, która zawładnęła wieloma sferami życia w szpitalu a informacją w szczególności. Wiem, że to wszystko jest bardzo trudne. Ale w pewnym momencie dochodzi się do ściany i trzeba powiedzieć „dość”. Są granice nieprzyzwoitości, których nie można przekroczyć. Nie jestem przywiązany do stołka. Mogę wyobrazić sobie życie bez stanowiska dyrektorskiego. Nie mam z tym żadnego problemu.

Człowiek jest cząstką jakiejś wspólnoty i we wspólnocie jest jego siła. Przynależałam do wspólnoty tego szpitala przez ponad 10 lat. Wspólnie tworzyliśmy strukturę i kulturę organizacyjną szpitala. Razem budowaliśmy wizerunek szpitala. Razem szliśmy, po czasami wyboistej drodze. Bywały różne chwile, jedne przyjemne i miłe, inne mniej radosne. Za każdy sukces i każde dobro, jakie tu się dokonywało, wyrażam wdzięczność i szacunek a za niedogodności przepraszam. Towarzyszyliście mi w codziennej pracy. Wraz z Wami starałem się być częścią zespołu, by najlepiej jak potrafiłem, wypełniać powierzone mi zadania. Taka jest natura zarządzania. „Kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić by podążali za nim” – Monteskiusz.

Kolejne etapy życia kiedyś się kończą. Dziś, w jedynej możliwej formie, chcę podziękować za te wspólne lata wszystkim, z którymi przyszło mi pracować, współpracować. Praca w szpitalu była dla mnie prawdziwą lekcją życia a zdobyte doświadczenie bezcenne. Dziękuję wszystkim za wszystko i każdemu za cokolwiek, co się stało naszym wspólnym udziałem. Dziękuję za te lata wspólnej pracy wszystkim pracownikom szpitala, zarówno pionowi medycznemu jak i niemedycznemu. Dziękuję za owocną pracę i zaangażowanie, za okazywaną pomoc i doradztwo, nieocenione w obliczu wykonywania moich obowiązków. Bez Was było by to niemożliwe, a na pewno bardzo utrudnione. Jednocześnie dziękuję za cierpliwość, wsparcie i zaufanie, jakim mnie Państwo obdarzali. Wykonywana praca była przez to o wiele przyjemniejsza, niż mogłoby się to wydawać. Dziękuję przede wszystkim tym, na których pomoc i wsparcie zawsze mogłem liczyć!

Wasza praca to praca na rzecz ludzi oczekujących pomocy i wsparcia. Dlatego, w tych trudnych czasach wymagających szczególnej siły i woli walki o rzecz najcenniejszą – ludzkie zdrowie i życie, życzę przede wszystkim dużo zdrowia, satysfakcji z wykonywanej pracy, ale też, kiedy trzeba „świętego spokoju”. Życzę, by najlepszym wyrazem podziękowania, była ludzka wdzięczność, aby nadeszły lepsze dni. „Zazwyczaj medycyna jest sztuką czasu” – Owidiusz

Powodzenia w życiu osobistym.
Włodzimierz Szewczyk

Fot. scren YouTube/Andrzej Marcinkowski