Od kilku miesięcy trwa permanentna rekonstrukcja rządu, która stała się tasiemcem niczym serial brazylijski i coraz bardziej irytuje. Miało być pociągnięcie cuglami by lepiej on pracował, a okazało się, iż o mały włos rozpadłaby się Zjednoczona Prawica i czekałyby nas nowe przedterminowe wybory. A jeszcze nie tak dawno w prawicowej prasie były artykuły o tym, iż to Koalicja Obywatelska może przestać istnieć.

W czasie, gdy politycy PiS kręcą się wkoło, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w Parlamencie Europejskim w Brukseli zapowiedziała, że Komisja wkrótce przedstawi strategię wzmocnienia praw osób LGBTQI. „W ramach tego będę również dążyć do wzajemnego uznawania stosunków rodzinnych w UE. Jeśli jesteś rodzicem w jednym kraju, jesteś rodzicem w każdym kraju”.

Zamiast natychmiastowej reakcji premiera, że Polska nie przyjmie takiego prawa, bowiem jest ono niezgodne z polską Konstytucją, w której zapisane jest, czym jest związek małżeński – cisza.

Na tym nie koniec. Pojawiła się propozycja KE zmian w prawie dotyczących migracji oraz systemu azylowego UE. Reformy mają odciążyć państwa południa Europy, które są pod największa presją. Komisja chce wprowadzić zasadę „obowiązkowej solidarności” i położyć nacisk na deportacje.

Według niej, jeżeli jakiś kraj byłby pod nadmierną presją migracyjną, wówczas mógłby się zwrócić o uruchomienie mechanizmu solidarności. W jego ramach państwa członkowskie miałyby albo relokować do siebie osoby starające się o azyl albo zająć się deportacjami tych migrantów, którzy nie kwalifikują się do przyznania im ochrony międzynarodowej. KE nazywa tę drugą możliwość „sponsorowaniem powrotów”. Kraj, który się na to zdecyduje, będzie miał osiem miesięcy, żeby doprowadzić do wyjazdu osób z decyzją deportacyjną. Jeśli mu się to nie uda (lub uda się tylko częściowo), wówczas byłby zobowiązany przyjąć migrantów do siebie. Dzięki niej państwa południa zostaną zwolnione z uszczelniania granic i walki z przemytnikami ludzi.

Gdy przyjrzymy się bliżej warunkom deportacji to zobaczymy, że jest ona tak skonstruowana, by otworzyć szeroko drzwi do przyjmowania nielegalnych migrantów na stałe. Ci którzy dostaną się do Europy zrobią wszystko by ukrywać się przez te kilka miesięcy, a jak pokazało życie kraje z których pochodzą nie są zainteresowane przyjmować ich z powrotem.

Jest to znakomity przykład jak przymusową relokację wprowadzić tylnymi drzwiami, równocześnie dając zielone światło dla mafii zarabiających na przemycie ludzi do Europy. Jeżeli będzie ich za dużo w danym kraju, to wystarczy by jego rząd zwrócił się do Unii o uruchomienie mechanizmu solidarności i państwa członkowskie będą musiały ich przyjąć. Każdy na tym zyska. Przemytnicy będą mieli stały dopływ gotówki, a kraje przyjmujące problemy.

Nowa propozycja to wspaniała zachęta dla wszystkich chętnych z Afryki i Azji do osiedlenia się w Europie i życia na koszt Europejczyków.

Ponieważ jesteśmy społeczeństwem w zasadzie jednorodnym etnicznie i nie mamy takich problemów z imigrantami jakie ma Europa Zachodnia, oczekuję od premiera Mateusza Morawieckiego jasnej oficjalnej deklaracji, że nie zgodzi się on na „obowiązkową solidarność”, oraz na to by nowe zasady stały się prawem.

Ponieważ część państw zdecydowanie sprzeciwiała się przymusowej relokacji UE sprytnie zastąpiła je „obowiązkową solidarnością”. Inne słowa a końcowy efekt ten sam.

Premierzy Polski, Węgier i Czech spotkali się 24.09.2020 r. w Brukseli w Ursulą von der Leyen. Tak się jakoś dziwnie składa, że gdy Unia chce przeforsować swoje projekty, na które nie wszyscy się zgadzają, organizuje zebranie z ich przeciwnikami i łączy je z budżetem. Tak samo było i podczas tego spotkania. Rozmowa dotyczyła nie tylko nowej propozycji KE w sprawie migracji i azylu, ale i unijnego budżetu. Typowa metoda marchewki i kija.

Po jej zakończeniu premier Węgier Viktora Orban odnosząc się do „obowiązkowej solidarności” powiedział:

„Wydźwięk samej propozycji brzmi lepiej. Mechanizm relokacji, kwotowy dalej nazywa się tak samo. Podstawowe podejście pozostaje bez zmian, ponieważ oni  chcieliby zarządzać migracją, a nie powstrzymać migrantów. Węgry uważają, że należy powstrzymać migrantów. To prawda, że nastąpiło wiele zmian, ale nie ma przełomu. Przełom oznaczałby, że nikt nie może bez pozwolenia przyjeżdżać do UE. Nielegalną migrację trzeba powstrzymać”.

W stu procentach zgadzam się z jego wypowiedzą, żałuję tylko, że tych słów nie usłyszałam od naszego premiera M. Morawieckiego.

Głosowaliśmy z rodziną na PiS, bowiem gwarantował on, że nigdy nie zgodzi się na relokację. Będziemy uważnie przyglądali się decyzjom podjętym w tej sprawie przez polski rząd. Jeżeli zgodzi się na „obowiązkową solidarność” nasze drogi z się rozejdą.

Foto: internet