Pracując w MSZ spotkałem różnych ludzi – fighterów, ludzi letnich i sporo miernot. Zawsze ceniłem, najlepiej mi się współpracowało z fighterami, którzy będąc profesjonalistami nigdy nie tracili tego specyficznego wewnętrznego ognia, odwagi cywilnej, profesjonalizmu, który nie pozwala machnąć ręką na głupotę i bylejakość oraz patriotyzmu, który każe walczyć o polskie interesy. Nauczyłem się cenić ludzi nieco kanciastych, którzy inaczej niż obłe miernoty potrafili mieć własne zdanie i nie kłaniali się przełożonym byleby tylko być na fali i zawsze trafiać na „lekkie” placówki. Ceniłem ludzi, którzy dyplomację uprawiali w stosunkach z innymi państwami, a nie własnymi szefami.
Ludzie tacy z trudnością znosili końcówkę rządów PO z jej głupotą i bylejakością. No tyle, że ówczesną głupotę i bylejakość jakoś jeszcze przetrwali, a teraz kolejno albo rezygnują z pracy w kluczowych departamentach, albo odchodzą z MSZ (nie dalej niż dzisiaj kolejny kolega, z którym miałem prawdziwą przyjemność pracować w Mińsku), albo szukają pracy poza MSZ.
Jeśli mogę dać Wam Szanowni radę to spalcie mosty. Tylko w ten sposób można zbudować nowe życie. Nie można iść do przodu patrząc wstecz. Nie da się iść w górę cały czas się bojąc. Czasem będzie ciężko, ale dacie radę. A strach (o to, czy dacie radę utrzymać się na powierzchni i utrzymać rodzinę) z czasem minie. Nie z dnia na dzień, ale stopniowo, aż pewnego dnia okaże się, że już całkiem zniknął. I wtedy już nie wrócicie choćby was o to proszono. Albo wrócicie, ale po to, by w końcu zrobić to, po co tam kiedyś poszliście, a czego nie mogliście robić i dlatego „rzuciliście papierami”. Służyć Polsce, a nie tym czy innym małym ludziom na wysokich urzędach.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz