Min. Zbigniew Ziobro w bardzo obszernym i ciekawym wywiadzie którego udzielił braciom J. i M. Karnowskim „Mamy prawo do własnego zdania”, („Sieci”, 22.03.2021, nr 12) wyjaśnił, że różnice zdań między Solidarną Polską a premierem Morawieckim, wynikają z oceny zagrożeń przed którymi stoi Polska. Porusza i ustosunkowuje się w nim do wielu tematów, które nurtują zwykłych obywateli. W tym i mnie.

Z rodziną głosowaliśmy na Zjednoczoną Prawicę, bowiem wierzyliśmy, iż będzie ona konsekwentnie realizowała swój wyborczy program mówiący o wstawaniu z kolan, twardej obronie naszej suwerenności w Unii, naszych interesów, rodziny, wartości, tożsamości, dobrego imienia. Niestety od kilku lat obserwujemy coraz większy rozjazd między nim a jego realizacją. Zamiast tego na każdym kroku widzimy kunktatorstwo którego nie potrafimy zrozumieć.

Na czym ma polegać obrona polskiej rodziny skoro rząd boi się wypowiedzieć tzw. konwencję stambulską, która wprowadza wiele radykalnych rozwiązań opartych na ideologii gender. Uderza w podstawy polskiego porządku ustrojowego kwestionując autonomię i tożsamość rodziny oraz ogranicza prawo do wychowania dzieci przez rodziców. Nakazuje, by władze wykorzeniały tradycje i zwyczaje dotyczące ról kobiet i mężczyzn (art. 12 Konwencji). Uderza w podstawowe instytucje społeczne. Dokument ten likwiduje bariery chroniące kobiety przed przemocą.

Bułgaria, kraj trzykrotnie mniejszy od Polski i mający pięciokrotnie mniej ludności jej nie przyjął, bowiem ich Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ideologiczne postanowienia Konwencji są nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawa.

Z kolei prezydent Recep Tayyip Erdogan podpisał dekret, który umożliwił wycofanie się z niej Turcji, mimo, iż ratyfikowana została 14 marca 2012 r. Władze tureckie jako powód takiej decyzji podały, że konwencja promuje niemoralny sposób życia, w tym homoseksualizm, poprzez używanie takich kategorii jak płeć, tożsamość płcio­wa czy orientacja seksualna. Ponadto podważa tra­dycyjny model rodziny oraz zachęca do rozwodów.

Nam nie wypada bowiem jak napisała Joanna Lichocka, („Gest, który przyniesie straty”, „GPc”, 30.07.2020), „wypowiadanie dziś konwen­cji stambulskiej wydaje się błędem politycznym – poważ­nie uderza w wizerunek Pol­ski w czasie, gdy mamy wiele na scenie europejskiej do wy­grania. (…) Wypowiadanie jej byłoby gestem symbolicznym, ale niewartym strat wizerunkowych, jakie on Pol­sce przyniesie”. Jej opinię musi podzielać rząd bowiem w tej sprawie panuje głuche milczenie.

To z wywiadu dowiedziałam się, że Ministerstwo Finansów miało wysłać okólnik, w którym przestrzega gminy przed przyjmowaniem Karty praw rodziny, bo może to grozić utratą unijnych środków. Nie mam podstaw by nie wierzyć min. Ziobro, który jest w rządzie i wie co mówi. Jeżeli tak miało być, to jak się to ma do zapewnień Jarosława Kaczyńskiego: „Będziemy bronić naszej tożsamości, naszej wolności, suwerenności za wszelką cenę, nie damy się terroryzować pie­niędzmi”.

Mam nieodparte wrażenie, iż „nasz twardziel” M. Morawiecki na brukselskich salonach traci kręgosłup i na wszystko się zgadza, bowiem nie wypada w takim miejscu i w takim towarzystwie stawiać twardych warunków i bronić interesów Polski.

Znakomitym przykładem było straszenie wetem na połączenie wypłaty funduszy unijnych z praworządnością, by w ekspresowym tempem zgodzić się na nie w zamian za dopisanie do rozporządzenia konkluzji niemających mocy prawnej.

Gdy fundusz odbudowy zatwierdzi polski Sejm, Unia pokaże premierowi Morawieckiemu jak traktuje zapisane konkluzje i jak się im podporządkuje.

Jeszcze przed jego zatwierdzeniem europosłowie krytycznie nastawieni do prawicowego rządu PiS nie ukrywają jaki mają stosunek do konkluzji. Ugrupowania PE niezadowolone z konkluzji szczytu przygotowały projekt krytycznej rezolucji, która określa je jako „zbyteczne”.

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vĕra Jourová chce mocniej karać kraje, które jej zdaniem mają problemy z praworządnością. Jak zapowiada, jej plan może wejść w życie jeszcze w tym roku. Według największej na świecie agencji prasowej Bloomberg, szybkie wprowadzenie takich zasad może kosztować Polskę blisko 24 miliardy euro (ponad 110 mld zł).

Również austriacka eurodeputowana Evelyna Regner szefowa komisji praw kobiet i równouprawnienia w PE, uważa, że wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej w Polsce łamie europejskie konwencje praw człowieka oraz unijne prawo. „Wprowadzony de facto zakaz aborcji w Polsce to złamanie międzynarodowego i unijnego prawa. Będziemy wykorzystywać presję finansową i nowy mechanizm praworządności zapisany w budżecie UE na lata 2021-2027”.

Zastanawiam się co będzie mówił premier gdy wypłata środków finansowych zostanie zagrożona lub zostaną nam zabrane.

Mimo zapisów traktatowych wg których Unia działa w granicach kompetencji powierzonych jej przez kraje członkowskie, powoli a sukcesywnie są ograniczane prawa państw narodowych. Podejmowane są decyzję które łamią zapisy traktatowe (ingerencje w wymiar sprawiedliwości, powiązanie funduszy z praworządnością, Nowy Zielony Ład), Cele są dwa – stworzenie superpaństwa któremu przewodzić będzie Berlin oraz marginalizacja państw Europy Środkowowschodniej, a zwłaszcza Polski.

Jarosław Kaczyński mówił – „Unia musi być organizacją suwerennych narodów europejskich”. Jak społeczeństwo ma wiedzieć do czego dąży Unia i jakie to niesie dla naszego kraju zagrożenia, skoro ten temat jest permanentnie przemilczany bowiem nie ma dla niego czasu antenowego.

Natomiast zawsze znajduje się on na wystąpienia prezesa Zarządu Telewizji Polskiej J. Kurskiego, by mógł pochwalić się oglądalnością poszczególnych programów, ramówką TVP, czy tym, że TVP do 2028 r. będzie pokazywała mecze piłkarskiej reprezentacji Polski, a także najciekawsze spotkania europejskich potentatów.

Jak to jest, że premier M. Morawiecki podczas swego wystąpienia na Kongresie Polska Wielki Projekt (2020 r) twierdził, że nie możemy dać sobie narzucić niesprawiedliwego modelu transformacji energetycznej, który dla Polski oznaczał będzie przyjęcie warunków de facto anty rozwojowych.

Natomiast na szczycie Unii w grudniu 2020 r zgodził się, na 55-proc. redukcję do 2030 r., Teraz jego ministrowie wszelkimi sposobami starają się przekonać górnicze Związki Zawodowe by dobrowolnie zgodziły się na zamykanie kopalń, a w perspektywie bezrobocie i biedę.

W związku z tym mam pytania:

Gdzie czas na stopniowe i płynne przestawiania się na nowe źródła energii?

Skąd weźmie gigantyczne pieniądze liczone w bilionach na transformację energetyczną, skoro ogólna pula unijnych środków na transformację klimatyczną to ponad 67 mld euro, a w ramach Fundu­szu Sprawiedliwej Transfor­macji Polska może liczyć na 3,5 mld euro dla regionów górniczych?

Jak tak gwałtowna dekarbonizacja przełoży się na sytuacją ekonomiczną Polski i Polaków?

Gdzie ludzie pracujący w górnictwie i energetyce oraz z nimi związani znajdą zatrudnienie, skoro nie słyszymy by powstawały nowe zakłady pracy mogące wchłonąć zwalnianych?

Czy społeczeństwo wytrzyma lawinowy wzrost cen której nośnikiem jest energia?

Premier Morawiecki prowadzi niebezpieczną grę z Polakami. Podejmuje zaskakujące decyzje i nie tłumaczy ich społeczeństwu. Takie działania są krótkowzroczne. Konsekwencją ich będzie lawinowa utrata zaufania nie tylko do rządu ale też do prawicy skutkująca być może wcześniejszymi wyborami, a na pewno porażką wyborczą.

Foto: biblioteka mediów