Nie chcę by mężczyźni poczuli się urażeni. Nie jest też moim zamiarem nazywać siebie feministką. Chcę tylko przedstawić poglądy kobiet w Polsce. Jednocześnie pragnę bardzo mocno podkreślić, że nie wszyscy mężczyźni traktują nas źle. Jednak czasem zastanawiam się czy Ci którzy to robią, nie robią tego z premedytacją.
Od lat pracuję na typowo męskim zakładzie pracy (globalny koncern samochodowy) nie od razu zauważyłam, że kobieta ma ciężko w tym męskim świecie. Mój pierwszy kierownik był człowiekiem dla którego byłam po prostu człowiekiem nie zwracał uwagi na płeć. Pomimo, że bardzo często nasze zdania na temat pracy były odmienne, często też dochodziło między nami do zgrzytów. Jednakże nigdy nie poczułam się przez to gorsza. Często słyszałam, że nie przepada za mną jako za człowiekiem, ale szanuje mnie za pracę którą wykonuje. Więc byłam pewna. że tak będzie zawsze.
Niestety, życie miało dla mnie inny scenariusz. Nowy kierownik i od razu zaczęły się zgrzyty między nami. Odnosiłam wrażenie, że każda moja zawodowa decyzja nie podobała się przełożonemu tylko dlatego, że była moja.
Zaczęłam się wtedy zastanawiać i obserwować pracę innych kobiet właśnie ze względu na płeć. Kobiet u tzw. „władzy” w naszym zakładzie jest garstka. A te które piastują wyższe stanowiska bardzo często muszą udowadniać, że racja może być po stronie kobiety. Mało tego z moich obserwacji wynika, że my białogłowy też potrafimy mieć dobre pomysły. Warto też pamiętać o tym, że kobiety potrafią bardzo ciężko pracować, są dokładne i wielozadaniowe, w dodatku potrafimy bardzo dużo. W związku z tym pragnę Wam przedstawić kilka cudownych Pań, które w niczym nie stepują facetom.
Alicja Pala to kobieta, która marzyły by zostać kierowcą tira, została kierowcą autobusu. Od lat podziwiałam tą uśmiechniętą kobietę, która codziennie poskramia taką bestię jak autobus. Pani Ala w krótki sposób zgodziła się opowiedzieć mi o swoich przeżyciach zawodowych.
R.B.: Kierowca autobusu to taki bardzo męski świat, jak się w nim odnalazłaś?
A.P.: Od zawsze marzyłam o jeździe dużymi autami, w planach raczej były ciężarówki, ale życie potoczyło sie inaczej i zaczęłam pracę jako kierowca autobusu.
R.B.: Czy musiałaś udowadniać kolegom kierowcom, że nie tylko masz prawo jazdy, ale także potrafisz jeździć?
A.P.: Na początku trafiłam na firmę z super podejściem do pracowników, gdzie mi pomagano, uczono i pokazywano jak sobie radzić. Jeździłam zarówno po Polsce jak i za granice. Gdy trafiłam do kolejnej firmy, gdzie byli raczej jakby to delikatnie ująć starsi panowie mimo, że miałam staż i doświadczenie traktowano mnie gorzej, raczej jak osobę, która dopiero co zrobiła prawo jazdy. Ale nie zaraziłam się z pokorą słuchałam ich rad choć z połową się nie zgadzałam.
Wiele razy musiałam udowadniać, że potrafię i radzę sobie od nich lepiej i mam wrażenie, że to ich chyba najbardziej wkurzało. Jednak, gdy wróciłam na warsztat bez sprzęgła, to udowodniłam im, że jestem coś warta, bo połowa z nich stałaby i czekała aż ich scholują.
R.B.: Czy czułaś się traktowana z góry?
A.P.: Mężczyźni kierowcy w większości traktowali mnie tak z góry, ale tylko Ci ze starszego pokolenia, bo Ci młodsi byli już tylko pod wrażeniem.
R.B.: Czy bycie kobietą w tym zawodzie to raczej zbawienie czy przekleństwo?
A.P.: Generalnie zbawieniem, bo dzięki temu nie miałam problemu z mechanikami, z pasażerami, z policjantami, z celnikami poza tym większość osób starała mi się pomagać, prośba i uśmiech w takich sytuacjach wystarczył.
A więc reasumując, łatwo Alicja niestety nie miała.
Moim kolejnym gościem jest cudowna kobieta, Danuta Socha radna z Brzeszcz w powiecie oświęcimskim. Dla mnie Pani Danusia była zawsze taką „rasową babką”. Znam Panią Danutę od bardzo dawna, zawsze elegancka, taktowna, uśmiechnięta. Miałam wrażenie, że nigdy nie zważa na to, że jest wyższa, nigdy nie widziałam żeby się w męskim towarzystwie „kurczyła”. Jako bardzo młoda osóbka chciałam właśnie być taka przebojowa jak Ona…
R.B.: Czy w pracy zawodowej lub jako radna musiała Pani udowodnić, że zna się, potrafi, umie?
D.S.: Całe moje dorosłe życie musiałam walczyć o swoje. Zaczynałam pracować na KWK Brzeszcze jako pracownik fizyczny, a przed odejściem na emeryturę byłam szefem bardzo ważnego Działu Umów. Moja droga zawodowa to nieustająca walka o siebie, o każdą podwyżkę, o każdy awans. Na koniec górnicy podsumowywali stereotypowo pracę w biurowcu: „baby w biurowcu nic nie robią tylko kawę piją”. W środowisku zakładu górniczego kobiety zawsze były traktowane gorzej. Różnica między kobietami i mężczyznami wykonującymi w administracji kopalni ten sam zakres zadań polega na tym, że kobieta zarabia zdecydowanie mniej. Uposażenie nie zależy absolutnie od wiedzy, czy wykształcenia, bądź doświadczenia.
W Radzie natomiast, jak postrzegane są kobiety to niech świadczy fakt, że od roku 2002 (od tego roku jestem radną) tylko raz jeden udało się kobiecie, czyli mojej skromnej osobie, przez 2 lata pełnić zaszczytną funkcję wiceprzewodniczącej Rady. Cóż więcej można powiedzieć? Czy naprawdę przez te lata nie było kobiet, które swoją wiedzą, zaangażowaniem i doświadczeniem mogłyby pełnić te ważne funkcje w Radzie Miejskiej?
R.B.: Czy ma Pani wrażenie, że kobietom w życiu zawodowym jest trudniej?
D.S.: Kobiety od zarania dziejów miały trudniej. Do dnia dzisiejszego muszą walczyć o swoje prawa. Świadczy o tym chociażby Strajk Kobiet, który popieram. Myślę, że w Polsce mamy poważny problem ze zrozumieniem czym są i jakie są cele ruchów walczących o prawa człowieka. Tak się bowiem składa, że kobieta jest człowiekiem. Uważam, że kobiety nie potrzebują porad tylko wsparcia.
R.B.: Jak radzi sobie Pani z wyższością mężczyzn nad kobietami?
D.S.: Mężczyźni w większości są niżsi ode mnie. A teraz poważnie. Niektórym panom mogłoby wydawać się, że są lepsi, mądrzejsi, silniejsi czy wreszcie predysponowani do określonych działań. Niestety tak było, jest i będzie, ale nie znaczy to, że to jest prawda. Równość kobiet i mężczyzn jest dla mnie oczywista. Wciąż jednak występują różnice w traktowaniu kobiet i mężczyzn a na rynku pracy to głównie kobiety są zatrudniane w gorzej opłacanych sektorach. Nie są też dostatecznie reprezentowane na stanowiskach, które wymagają podejmowania decyzji. Musimy się my kobiety nie dać!
R.B.: Czy musiała Pani kiedykolwiek udowodnić swoją rację?
D.S.: Jeżeli jestem pewna swoich racji, które są oparte na faktach a nie opiniach to walczę do upadłego i nie boję się nadepnąć komuś na odcisk. Nie toleruję dyletanctwa, ciemnoty i prostactwa. Staram się zawsze bronić dobrego i być dobrym. Czasami potrafię być wredna jeśli chodzi o słuszną sprawę.
R. B.: Takich namacalnych przykładów z życia zawodowego my kobiety mamy na codzienne bardzo dużo. Na tzw. męskich zakładach pracy nikt nawet nie próbuje sprawdzić, czy dany pomysł jest dobry, jeśli to pomysł baby musi być do bani. Nie wiedzieć czemu mężczyźni nie chcą z nami współpracować, czy chodzi tu o urażoną dumę, czy ich ego nie może znieść tego, że kobiety też potrafią, mało tego nierzadko umieją więcej niż mężczyźni.
Oczywiście, nie można powiedzieć że wszyscy Panowie są seksistami. Faceci potrafią być cudownymi mentorami, potrafią być najlepszymi szefami to wszystko zależy od tego jakim dany mężczyzna jest człowiekiem. Nie chcę aby ten artykuł był odebrany jako atak na mężczyzn, absolutnie. Chciałam tylko pokazać że niesprawności się zdarzają i są one dla nas kobiet dotkliwie. Więc następnym razem jak Panom przyjdzie do głowy, że my kobiety jesteśmy słabą płcią, niech pomyślą jeszcze raz, tym razem mniej stereotypowo…
Poprosiłam też o odpowiedź na moje pytania cudowną Joannę Nadgórską, bo wiedziałam, że na nią zawsze można liczyć.
R.B.: Jak to jest pracować w szkole która jest pod rządami dwóch mężczyzn, czy to problem?
J.N.: Jeśli chodzi o naszą placówkę to mi pracuję się bardzo dobrze z naszymi szefami. Są konkretni, rzeczowi, otwarci, życzliwi dla innych, na spokojnie podchodzą do różnych sytuacji. Mam na myśli, że może nie tak emocjonalnie, jak my. A przy tym nie rozkładają wszystkiego na czynniki pierwsze, jak czasem kobiety.
R.B: Czy zawód pedagoga, jaki wykonujesz jest trudny dla kobiety czy to raczej bez znaczenia jaką ma się płeć?
J.N.: Według mnie nie ma to znaczenia, zależy to od człowieka, od jego cech osobowości i predyspozycji. Myślę sobie, że dziewczętom np. łatwiej jest porozmawiać jednak z kobietą, ale z chłopakami też nie mamy problemów.
R.B.: Czy masz wrażenie że kobiety mają trudniej?
J.N.: Uważam, że kobiety są jednak dyskryminowane. Może nie u mnie w pracy w szkole, ale w ogóle. Są mniej doceniane, lekceważone, mniej zarabiają, czasem nawet na tych samych stanowiskach. Na pewno to jest zależne od tego gdzie się pracuje, szkoła to jest takie środowisko, że może nie odczuwa się tego aż tak. Chociaż dyrektorzy też są różni.
W mojej opowieści nie mogło zabraknąć perły o niebiańskim głosie czyli cudownej Dominiki Zamary, którą również poprosiłam o kilka słów na temat bycia kobietą.
R.B.: Czy zdarzyło się, że musiała Pani udowodnić swoją rację?
D.Z.: W przeszłości może się zdarzyło, ale teraz już do tego dojrzałam i nie czuje już potrzebny udowadniania racji. Kto mi ufa, kto we mnie wierzy, to jemu nie muszę nic udowodnić. A ten co we mnie nie wierzy lub zaniża mą wartość to ja „nie rzucam pereł przed wieprze”.
R.B.: Czy bycie kobietą jako śpiewaczka to atrybut czy jednak trudność?
D.Z.: Powiem szczerze, jest więcej trudności niż pozytywnych aspektów. Bycie kobietą śpiewaczką nie jest łatwe, to męski świat. Większość ról jest męska, dyrektorami, dyrygentami też są mężczyźni. W większości o obsadzaniu ról decydują Panowie. Kobiet dyrygentek jest bardzo mało, decyzyjni są z reguły mężczyźni. Dlatego to nie jest proste. Pamiętam jak na początku kariery zawsze musiałam pokazać, udowodnić, że śpiewam lepiej niż inni. Do tej pory muszę lepiej śpiewać i być dwa razy lepiej przygotowana. Mężczyźni mogą być nieprzygotowani, im się to wybacza. Kobiety mają trudniej, widzę to, my musimy ciągle mężczyznom coś udowadniać. A tak naprawdę wcale nie musimy nic udowadniać, ale jest presja tego szowinistycznego świata, że jednak musimy.
R.B.: Jak radzi sobie Pani z wyższością mężczyzn nad kobietami?
D.Z.: Ja wcale nie wierzę w tę wyższość. Tak naprawdę to my kobiety rządzimy światem. Nie widzę tej wyższości, bynajmniej ja sobie nie pozwalam. Nie uznaję podziału płci, wydaje mi się, że jesteśmy na równi, mamy równo chociażby talentów od Pana Boga.
R.B. Czy uważa Pani że w Polsce kobiet na tzw. stanowiskach jest mało?
D.Z.: Oj tak, pod tym względem to mogę powiedzieć, zauważyłam taką tendencję, że na ważniejszych stanowiskach, takich dyrektorskich są mężczyźni. Choć powoli się to zmienia, kobiety są bardziej emancypowane, i kobiety coraz częściej rozwijają się by odnieść sukces. Są oczywiście kobiety, które zajmują bardzo wysokie stanowiska, wyższe niż mężczyźni tyle tylko, że tych stanowisk jest bardzo mało. Uważam, że powinniśmy być traktowani równo, nie powinno być w ogóle podziału na płeć. Nie ma to znaczenia, mamy takie same prawa, jeżeli chodzi o pracę o tzw. karierę, o sukcesy. Nie uważam by mężczyźni byli jednostką wyższą.
Bardzo cieszę się, że kobiety tak różne a przy tym tak cudownie fantastyczne zechciały wziąć udział w tej rozmowie.
Nie chcę oczywiście w żaden sposób upolityczniać tego wszystkiego, jednak nasunęła mi się myśl, że jak swojego czasu w rządzie trzeba było kobiety na wysokim rządowym stanowisku premierem została Beata Szydło. Jak przestała być potrzebna, to facet zadecydował, że z dnia na dzień można się jej pozbyć.
Panowie u władzy, dyrektorzy, kierownicy, team leaderzy, szefowie, pamiętajcie proszę, że my kobiety oprócz tego, że rodzimy dzieci, robimy zakupy, zajmujemy się świetnie domem potrafimy też być dobrymi szefami, umiemy nieźle zarządzać (widać jak ogarniamy nasze pociechy) potrafimy też pracować pod presją. Zacznijcie nas traktować po partnersku, zaufajcie nam. Proszę też pamiętać, że mimo tego iż jesteśmy nazywane słabą płcią to nie jesteśmy z porcelany, nie potłuczemy się. A i po pracy żeby świętować sukces wódki też możemy się z Wami napić, bo po prostu zasłużyłyśmy.
Bardzo dziękuję za poświęcony czas cudownym kobietom Alicji Pala, Danucie Socha, Joannie Nadgórskiej, Dominice Zamara.
Zostaw komentarz