Nie, nie chodzi o satysfakcję z pomagania innym… choć niesienie pomocy innym ludziom jest bardzo fajne i daje dużo przyjemności , której nie porównasz do niczego innego. Jednak nie zawsze można pomóc… i to niestety odbiera cześć przyjemności.

Jest jednak coś czego nie przyćmi żadna strata lub niepowodzenie w leczeniu. To możliwość poznania ludzi , których pewnie nigdy bym nie spotkała , gdyby nie potrzebowali mojej lekarskiej wiedzy.

Nawet jeśli czasem poznaję ich tylko na chwilę, bo Boski plan na ich życie się kończy to zawsze pozostawiają ślad w moim umyśle i nierzadko w sercu… Są pacjenci , a właściwie prawie przyjaciele , za którymi tęsknię, bo odeszli zbyt szybko… I nikt mnie nie przekona że fakt, że się angażuję w relacje z pacjentami jest zły. Może nie jest według niektórych profesjonalny, ale ja nie umiem inaczej.

Pewnie byłoby mi łatwiej, kiedy odchodzą do Pana , gdybym nie znała ich historii , i nie chodzi o historię choroby, tylko o to co chcieli mi powiedzieć o sobie, gdy z nimi byłam, ale uważam że warto przeżyć smutek i czasem popłakać po ich stracie niż nie spotkać ich wcale.

Strata jednej z moich pacjentek, była dla mnie ostatecznym argumentem do odejścia z pracy na NFZ. Wiecie czemu? Bo nigdy nie miałam dość czasu by z nią 'porządnie” pogadać , a wiem na pewno, że byłyśmy pokrewnymi duszami i mogłybyśmy się zaprzyjaźnić . Na szczęście mam teraz jej namiastkę w znajomości z jej córką , z którą mogę ją wspominać .

W pracy na NFZ ogranicza nas ilość pacjentów do przyjęcia , narzucone tempo pracy i kolejki pod gabinetem , nie mamy czasu poznać ludzi , którzy kryją się naszych pacjentach

Dlatego tak bardzo cieszy mnie praca „na swoim”!

To ja decyduję ile czasu spędzę z poznanym człowiekiem i czy będę z nim rozmawiać tylko o chorobach, czy wysłucham historii jego życia.

Moje wizyty rzadko kiedy trwają krótko. Chyba tylko w najgorszym okresie pandemii czasem schodziłam do 40 minut na wizytę w jednym domu, ale średnio spędzam z moimi pacjentami godzinę. Fakt , czasem trafiam do osób, które nie nawiązują relacji , dla których moja wizyta to tylko badanie i zalecenia , ale cóż tak czasem bywa . Nie każdy szuka w lekarzu wsparcia innego niż medyczne. Takie wizyty jednak też często w moi wydaniu trwają zdecydowanie dłużej niż przewiduje NFZ. Ja po prostu jestem gaduła i nawet stosowanie lekarstw omawiam długo.

Jednak zdecydowanie częściej trafiam do pacjentów , którzy pomimo choroby , czy cierpienia , po badaniu i udzieleniu pomocy, są chętni do rozmowy , do opowiedzenia czasem niesamowicie ciekawych rzeczy…

A ile pięknych miejsc odkryłam dzięki odwiedzinom u pacjentów! Ile miłych rodzin i zwierzaków spotkałam!

Zgadnijcie ile czasu spędziłam dziś na wizycie u mojej nowej pacjentki? Omal nie przełożyłam tej wizyty na inny dzień z powodu zmęczenia. Ale na szczęście tego nie zrobiłam…

Poznałam wspaniałą ciekawą osobę, , z którą, pomimo różnicy wieku, mnóstwo mnie łączy poza medycznie, misjonarkę, podróżniczkę, artystkę , pisarkę i niesamowicie kolorową osobę! Będę dbać o jej zdrowie, bo chcę usłyszeć od niej jeszcze wiele ciekawych historii… I już wiem, że na wizyty u tej kobiety musze rezerwować duużo czasu , który na pewno nie będzie straconym, lecz czasem niezwykle ciekawym i inspirującym do działania.

A dziś, na dobry początek znajomości , spędziłyśmy razem prawie 4 godziny , płynnie przechodząc od leczenia do poznawania swoich historii. I powiem wam, że już szukam pretekstu by moja nową pacjentkę odwiedzić jak najszybciej.

Dziękuję, każdego dnia Bogu za tych wszystkich ludzi , których spotykam na swojej drodze. Dzięki nim moje życie i praca nabiera innych wartości i wyjątkowego sensu.