
Przed nami wielki gambit Luisa Enrique vs kolejna improwizacja komiwojażera mrzonek Paulo Sousy… jednak ja nie o tym…
Pamiętam swoje początkowe lata – świadomego kibicowania. „Piękny” czas początkowego zauroczenia nie tyle piłką co kadrą Polski, niestety przypadł na chude lata polskiej piłki. Kadra Andrzeja Strejlaua pomimo wspaniałego meczu na Stadionie Ślaskim w Chorzowie z Anglią i golu Dariusza Adamczuka oraz sytuacji Marka „Jezus Maria” Leśniaka z kretesem przegrała eliminacje do mundialu w USA.
Zmiana selekcjonera na Henryka Apostela zaowocowała szczególnym meczem, który oglądałem w kolorowym lecz jeszcze radzieckim „Elektronie” – telewizorze na licencji francuskiego „Thomsona”. Nie najważniejszy był obraz jakości 4K, mecz dla TVP komentował Janusz Basałaj. Meczem z Hiszpanią, w którym wystąpił i wiódł prym będący wtedy moim idolem Roman Kosecki. Obok Koseckiego na boisku m.in.wystąpił tak potem dwuznaczny moralnie a wtedy przez mnie bardzo lubiany bramkarz Andrzej Woźniak. Późniejszy „Książe Paryża” w polskiej lidze występował między słupkami Łódzkiego Klubu Sportowego.

Stadion w Sevilli: Estadio la Cartuja, na którym Polacy zmierzą się z Hiszpanią foto: Eurocopa2021, CC-BY-SA-4.0
W lutym 1994 roku gdy „nasi” – Biało Czerwoni wybiegli na murawę stadionu na Teneryfie wręcz czułem zapach murawy i walkę. W latach 90. tych paradoksem często przytaczanym przez wielkiego i doskonałego szkoleniowca Andrzeja Strejlaua był fakt, że w Polskiej drużynie grali naprawdę dobrzy piłkarze. Jednak wyniki nie tyko o tym nie świadczyły ale były wręcz odwrotnie proporcjonalne od siły „ognia” polskiej ekipy.
Wracając do wieczoru 9 lutego 1994 roku Polacy zagrali z pełnym zaangażowaniem, „gołym okiem” było widać z jakim zapasem wykonujemy zadania na boisku. Co prawda Hiszpanie również starali się nas przytłoczyć ale kolektyw w drużynie powodował, że potrafiliśmy się oprzeć piłkarskim potentatom.

Andrzej Strejlau foto:Ireneusz Sobieszczuk TVP SA, CC-BY-SA-4.0
Potrafiliśmy stworzyć sytuacje, sprawnie blokować i bronić, kryć własne błędy nawzajem. Pomimo naporu, szalejącego kompletu kibiców na trybunach i bramki w 18. minucie 22. letniego Sergiego zremisować. Nie brakowało wtedy porozumienia w polskiej ekipie – pomijam fakt specyficznych (czasem) słynnych wieczorków zapoznawczych. Zgodzę się, że były to złe lata dla polskiego futbolu, szczególnie reprezentacyjnego. Natomiast zwykle ogarniał mnie niedosyt i defetyzm z powodu świadomości możliwości Polaków. Kosecki, Juskowiak, Kowalczyk, Woźniak, Szczęsny, Brzęczek, Szewczyk, Furtok, Świerczewski, Jaskulski czy Łapiński nie wspominając fali piłkarzy po 1996 (Citko, Szymkowiak).

Roman Kosceki foto: http://atleticomadrid.pl/
Jednak co by nie mówić ówczesny mecz z Hiszpanami był dowodem jak polska ekipa się rozumie i potrafi współpracować na boisku. Woźniak będąc na ówczesne czasy świetnym bramkarzem zawsze miał asekuracje, która przydaje się każdemu, nawet najlepszemu piłkarzowi. Kosecki potrafił rządzić i dzielić na murawie, szarpać i bić się za drużynę, był mózgiem i płucami kadry. Prawdziwy kapitan, który przedkładał reprezentacje ponad swoje zdrowie (np. mecz z Francją na Parc de Princes zagrany z bolesna kontuzją mięśnia dwugłowego) i interesy (gdy na własną rękę organizował swój przyjazd na kadrę).

Znakomity rozgrywający reprezentacji Polski, świetny trener piłkarski doceniony dopiero w USA. Piotr Nowak foto:Biser Todorov, CC-BY-SA-4.0
Autorytet selekcjonera był niezaprzeczalny, Andrzej Strejlau jako profesjonalista a poza wszystkim dobry człowiek posiada wrodzoną charyzmę, ówczesny selekcjoner Henryk Apostel pomimo braku błyskotliwej kariery piłkarskiej czy trenerskiej jako dobry fachowiec nie musiał zyskiwać splendoru w oczach reprezentantów. Wtedy pokolenie piłkarskie nie śmiałoby (nie mówię o indywidualnych przykładach) ośmieszyć czy zanegować działań trenera. Dlatego tak bardzo kłuło mnie gdy media zwracały uwagę na brak odpowiedniego i należnego szacunku dla selekcjonera Jerzego Brzęczka. Nie rozumiem konieczności udowadniania jeszcze przed „Wejściem do szatni” przez selekcjonera narodowej reprezentacji piłkarzom swojej klasy by być przez nich szanowanym. Takie zachowanie świadczy tylko o piłkarzach i braku pokory, mądrości życiowej oraz rozbestwieniu „panów piłkarzy”.
Komunikacja, umiejętności indywidualne, zaangażowanie, wola i ambicja… Oczywiście byli kadrowicze, którzy tych cech nie posiadali i myślę, że dlatego po części nasze wyniki tak wyglądały.
Znamienne gdy w 37. minucie spotkania z hiszpańską drużyną w 1994 roku Roman Kosecki strzelił bramkę, nie zrobił tego jako indywidualny bohater po prostu prawidłowo zamykał akcje ofensywną Polski.
Brakuje mi takiego kapitana jakim był „Kosa”, później Piotr Świerczewski „Świr”, Piotr Nowak, Jerzy Brzęczek, Radosław Kałużny „Tata”. Ostatnią opoką i prawdziwym twardzielem jako kapitan kadry był Jakub Błaszczykowski. Kapitan to wartość dodana, dla mnie to „taki” drugi trener, motywator, wręcz „adwokat diabła”. Ważna postać potrafiąca charyzmą zjednać i dać sygnał do ataku lub obrony.

Jakub Błaszczykowski w Fiorentinie foto:Robert Gor,CC-BY-3.0
Zimowy mecz kadry Henryka Apostela zapamiętałem do dziś… obawiam się, że „dzięki” bezsensownej i nie logicznej zmianie na ławce trenerskiej kadry Polski. Mecz z 19 czerwca 2021 roku zapamiętam tylko ze względu na wynik. Obym się mylił i zmienił zdanie lecz poczucie zażenowanie nie ze względu na wynik. Porażka nie jest „końcem świata”, sport ma uczyć i wychowywać… i to nie jest banalne „hasełko” ani slogan. Postawa kadrowiczów jest dla mnie najważniejsza, w postawę prezesa PZPN już nie wierzę a trener Sousa… chyba nie zdawał sobie sprawy na co się zdecydował. Żal tylko tak jak już pisałem w poprzednich publikacjach, że Jerzy Brzęczek został „skazany za sukces” i osiągniecie wyznaczonych celów przez Zbigniewa Bońka.

Zdjęcia: Drabik Press Photo – Creative Commons http://dpp24.blogspot.com
I historia potrafiła się powtórzyć. Możemy być dumni choć jak zawsze – gdyby tak grali od początku to roznieśli by Hiszpanów po boisku. Ale i tak – nie przegraliśmy u nich – i to się liczy. Może Pan ten wynik zapamiętać, oby ten po meczu ze Szwecją także był tego wart. Gramy dalej, jest o co. Pozdrawiam!
Wierzę i trzymam kciuki – na szczęście pokazali charakter. Zapraszam do lektury moich trzech analiz. Mam nadzieję, że sprawdzą się te optymistyczne. Pozdrawiam