Po fali komentarzy do felietonu z Dziennika Polskiego (czytaj), naszło mnie następujące przemyślenie.

Wyobraźmy sobie trzy możliwe scenariusze i ich konsewkencje:

Scenariusz 1: przyjmujemy wnioski o azyl na zielonej granicy

Przyjmujemy te wnioski, umieszczamy w obozie przejściowym. Okazuje się, że większość tych osób nie spełnia kryterium. Nie można ich jednak odesłać, bo Białoruś wystąpiła z umowy o readmisji. To zaś oznacza, że samo złożenie wniosku po polskiej stronie granicy, niezależnie od późniejszej decyzji, oznacza dostanie się do UE. Komisja Europejska jest wściekła, że łamiemy ustalenia.

Jednocześnie widząc precedens, Rosjanie za pośrednictwem swoich kolei przerzucają na polsko-białoruską granicę dziesiątki tysięcy Afgańczyków. Obecny kryzys humanitarny to nic w porównaniu z tym, co będzie w sytuacji, jak granice zacznie szturmować 100 tys. ludzi. Nie będziemy mogli ich zostawić tam na śmierć. Pozwolić złożyć wniosek=przyjąć do Polski?

Wyobraźcie sobie, co się dzieje wtedy w Polsce.

Scenariusz 2: nie przyjmujemy wniosków i nie udzielamy pomocy humanitarnej bez zgody Mińska, ale jacyś aktywiści czy posłowie wbiegają z siatką na białoruską stronę. Białoruska SG otwiera ogień. Poseł ginie.

Wyobraźcie sobie, co się dzieje wtedy w Polsce.

Scenariusz 3: nie przyjmujemy wniosków, ale pomocy udzielają służby bez oficjalnej zgody Mińska.

Białoruś, wsparta przez Kreml, uznaje to za naruszenie integralności terytorialnej. Zaczynają się manewry rosyjskich wojsk zaraz przy granicy z Polską. Przypadkiem ostrzeliwują polskie wioski przy granicy.

Wyobraźcie sobie, co się dzieje wtedy w Polsce.

Ktoś powie, że te scenariusze są mało prawdopodobne. Może. Ale wystarczająco prawdopodobne, że NATO jest gotowe postawić siły w stan gotowości.

Nie, tu naprawdę nie chodzi o to, że ktoś nie chce pomóc 30 osobom.

Autor: dr Marcin Kędzierski
Główny ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Stały autor portalu opinii Klubu Jagiellońskiego oraz stały współpracownik czasopisma idei „Pressje”. Adiunkt w Katedrze Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Były prezes Klubu Jagielońskiego oraz dyrektor Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Prywatnie mąż i ojciec czwórki dzieci, radny sołecki i działacz wiejski.