Czy w Polsce zastraszanie mediów staje się nową normą? Kolejny atak, kolejne pytania. Gdzie kończy się bezczynność państwa, a zaczyna przyzwolenie na przemoc wobec dziennikarzy?

Według relacji Leszka Kraskowskiego doszło do kolejnego incydentu z udziałem mężczyzny, którego dziennikarz od dłuższego czasu wskazuje jako swojego prześladowcę. Sprawa ponownie stawia pytania o bezpieczeństwo przedstawicieli mediów oraz kondycję wolności słowa w Polsce.

„Obywatelskie zatrzymanie” w sklepie?

Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski opisał w serwisie X zdarzenie, do którego – jak relacjonuje – miało dojść w jednej z placówek Żabki w Piasecznie.

Według jego wpisu mężczyzna miał podejść do niego, popychać go, nagrywać telefonem oraz głośno twierdzić, że dokonuje „obywatelskiego zatrzymania”, oskarżając dziennikarza o rzekome wyjście z więzienia. Jak wynika z relacji Kraskowskiego, świadkowie nie rozumieli, co się dzieje, a pracownicy sklepu zostali poproszeni o wezwanie ochrony i policji.

Dziennikarz poinformował również, że złożył zeznania oraz zapowiedział złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.

Trzeci incydent i narastające poczucie zagrożenia

W swoim wpisie Kraskowski napisał, że był to już trzeci z rzędu atak, którego miał paść ofiarą. Podkreślił również, że jest wyczerpany fizycznie i psychicznie oraz wskazał, iż następnego dnia będzie uczestniczyć w wystąpieniu online przed jedną z komisji Parlamentu Europejskiego dotyczącym praworządności oraz wolności mediów w Polsce – „jeśli ten typ mnie nie wypatroszyć” – napisał Kraskowski.

To kolejny sygnał alarmowy dotyczący bezpieczeństwa osób wykonujących zawód dziennikarza.

Najpierw areszt, później decyzja sądu

Sprawa wpisuje się w szerszy kontekst działań podejmowanych wobec Leszka Kraskowskiego. Dziennikarz był wcześniej tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Następnie sąd zdecydował o uchyleniu izolacyjnego środka zapobiegawczego i zastosowaniu środków o charakterze wolnościowym.

Sam fakt zastosowania tymczasowego aresztowania wobec dziennikarza, a następnie zmiany tej decyzji przez sąd, wywołał dyskusję dotyczącą standardów stosowania najbardziej dolegliwych środków zapobiegawczych wobec przedstawicieli mediów.

Wolne media nie mogą funkcjonować pod presją

Niezależnie od politycznych sympatii jedno powinno pozostać bezdyskusyjne – państwo ma obowiązek zapewnić dziennikarzom możliwość wykonywania pracy bez gróźb, nękania i przemocy. Każde zgłoszenie dotyczące ataku powinno być rzetelnie wyjaśnione, a sprawcy ewentualnych przestępstw ponosić odpowiedzialność.

Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że atmosfera wokół części niezależnych dziennikarzy staje się coraz bardziej napięta. Krytycy obecnej władzy wskazują, że działania organów państwa wobec niektórych przedstawicieli mediów, w połączeniu z kolejnymi incydentami opisywanymi przez samych dziennikarzy, mogą wywoływać tzw. efekt mrożący i zniechęcać do podejmowania tematów niewygodnych dla osób sprawujących władzę.

Państwo musi zdać egzamin

Okoliczności opisywanego zdarzenia powinny zostać szczegółowo wyjaśnione przez policję i prokuraturę, w tym z wykorzystaniem monitoringu sklepu oraz zeznań świadków. W demokratycznym państwie prawa dziennikarz nie powinien obawiać się, że wykonywanie swojej pracy będzie wiązało się z ryzykiem zastraszania czy fizycznej konfrontacji.

To właśnie sposób wyjaśnienia tej sprawy pokaże, czy państwo rzeczywiście stoi na straży wolności słowa i bezpieczeństwa dziennikarzy, czy też kolejne alarmujące sygnały pozostaną bez zdecydowanej reakcji.