Pierwszą część opowieści o bohaterze epoki opisałam tutaj. A dzisiaj cd. „serialu” o Józefie Telidze. Bo, zdaje się, jego historia Was mocno zaciekawiła. Bo i zaciekawienia istotnie jest warta.
Pan Józef Teliga, pogniewany ze swoim gospodarzem o sensowność i brak sensowności rządów Piłsudskiego, wrócił do naszego gabineciku. Pokój był maleńki, 2,5X4 metry, jak to w ówczesnych blokach. Rozmiescił w nim swój niewielki dobytek z pedanterią ex-wojskowego, wszystko w kosteczke, wyczyszczone i w „kant”. On sam od rana ogolony, uczesany. I rozruszany, bo uprawiał poranną gimnastykę. Mimo woli i nas uczył moresu i żelaznej dyscypliny.
W końcu – pomieszkawszy, pochwaliwszy moją kuchnię i naszą gościnność, postanowił jednak „na trochę” i dla „płodozmianu” wrócić do swej pierwszej 'dziupli”. Czyli do pana W.R. Jak się domyslałam nie dlatego, że sąsiad zza ściany, funkcjonariusz SB, lepiej od Fizyka i naszego syna grał w szachy. I dobrze się domyslałam.
Wabikiem okazała się żona pana R. Nie tylko o długość nóg chodziło i anusioborzobohate spojrzenia. Choć to także były znaczące dla pana Teligi walory. Ale pani R. miała też cechy, jakich mnie – kurze domowej -brakowało: temperament konspiratorki i aktywnej działaczki podziemia.
W piwnicy zainstalowali drukarnię. Mogłabym napisać – tajną, ale jakaż to tajność, jeśli smród napędzanych denaturatem powielaczy rozchodził się po klatce schodowej i podwórku. No, ale przez pewnien czas smród się rozchodził, nikt nie miał watpliwości skąd pochodzi i z czego się bierze, ale i nikt nie donosił „gdzie trzeba”. Nawet ów sąsiad państwa R. milczał bardzo solidarnie.
Gazetki roznosili mali „łącznicy”, którzy wprawdzie nie latali po ulicach z głośnym krzykiem, jakie to wiadomości mają do zaoferowania, ale docierali sprawnie gdzie trzeba i do kogo trzeba. Po pewnym czasie wszystko się jednak wydało, choć własciwie nie wiadomo, czemu dopiero po „pewnym czasie”.
Zaaresztowano pana Józefa Teligę, i panią R. I tym aresztowaniem SB narobiła sobie straszliwego kłopotu.
Zacznę od pana Józefa Teligi. Aresztowano go w roku 1983. Czyli czasie, kiedy społeczeństwo nie bylo jeszcze nadmiernie umęczone przedłużającą się „jaruzelszczyzną”, ale za to wciąż , a może i nawet coraz bardziej nią rozjątrzone.
Wytaczanie procesu, który miałby zasięg nie tylko ogólnopolski, ale międzynarodowy, nie za bardzo leżało w interesie władzy. No, bo jak tu sądzić człowieka, którego zaszczytną biografią można by obdzielić kilkunastu bohaterów? A jego medalami, krzyżami i orderami udekorować ścianę i to nie małej wielkości?
Z pisanego przez niego życiorysu: „Do końca 1939 roku, jako komendant wywiadu w inspektoracie sandomierskim, rozszyfrowałem wszystkie oznakowania pojazdów niemieckich, co pozwoliło ustalić siły armii niemieckiej w GG. W r. 1942, z polecenia Komendy Głównej AK, objąłem referat kontrwywiadu na terenie kielecczyzny. Moja żona, ps. Lila była kurierką, która przekazywała meldunki do Komendy Głównej AK. Stamtąd przesyłano je do Sztabu Polskiego w Londynie i do dowództwa armii brytyjskiej. Wiadomo mi, że te meldunki miał w swoim ręku Winston Churchill i traktował je z całą powagą. Meldunki moje docierały także do gen. Zygmunta Berlinga.”
To Józef Teliga ostrzegał gen. Okulickiego „Niedżwiadka”, aby nie podejmował rozmów z Sowietami. On sam nie przybył na spotaknie z gen. Pimenowem w Milanówku, podejrzewając zdradę, i tym samym uniknął losu aresztowanej i wywiezionej do Rosji „szesnastki”.
Józef teliga przyjął fakt aresztowania bardzo spokojnie. Wiedział zapewne, że niepokoić się powinni raczej SB-cy. Zarzut mu postawiono bardzo ciężki – jak na owe czasy oczywiście – kierowanie nielegalnym związkiem. Pachiało to wysokim wyrokiem. Ale procesu nie było. Po prostu wsadzono płk. Józefa Telige do więzienia na Rakowieckiej, aby zyskać na czasie. Ale to pan Teliga wykorzystał ten czas na zdemoralizowanie nie tylko więzniów, którym opowiadał o swoich wyczynach i dziejach świętokrzyskiej partyzantki, ale i „klawiszy”.
Służba więzienna polubiła najstarszego więźnia Rzeczpospolitej i bohatera narodowego, bo był ujmujący, uprzejmy, zdyscyplinowany. To raczej „klawisze” łamali dyscypline pozwalając samym sobie i więźniom zasiadywać się w świetlicy, kiedy pan Teliga gawędził o polskiej historii i czasach okupacji. No i został szachowym mistrzem w zorganizowanym przez siebie więziennym turnieju.
Po dwóch latach wypuszczono go na wolność. Nie jest to koniec opowieści. Dopiero jej środek. Ale jestem tak zmożona atakiem boreliozy czy innej cholery, że dłużej wysiedzieć nie zdołam przy komputerze spisując tą historię. Bądźcie pewni cdn.
Aresztowano
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz