Zmarła moja sąsiadka z parteru, co zawsze odbierała dla mnie przesyłki jak byłem w Warszawie. Kilka dni temu do niej dzwoniłem, bo chciałem się z nią podzielić kwaśnym bigosem, który ona bardzo lubiła. Prawdopodobnie już wtedy nie żyła…

Wczoraj dowiedziałem się, że zmarł Adam, 45 lat, sąsiad, współwłaściciel sklepu jubilerskiego. Przed świętami rozmawialiśmy. Kowid zmasakrował mu płuca w 3 dni. Nie przeżył…

Mój Tato wiedział kiedy odejść. Uniknął tych maseczek, dystansów, których nigdy nie zachowywał, a przede wszystkim dezynfekcji, na którą było go stać tak gdzieś do 5. każdego miesiąca.

Mi nie jest żal siebie, bo swoje w życiu przeżyłem, dużo fajnych ludzi poznałem. Żal mi moich / naszych dzieci pozamykanych po domach, wylęknionych, bojących się ludzi niemających na twarzy maski.

Skurwiele, które wypuściły wirusa i nim się bawią, są dziećmi diabła i wraz z nim będą płonąć w piekle. Prędzej czy później ta ich zabawa dobiegnie końca…

Dziś jest dziś, a jutro to dziś tylko później, i my te dni w jakieś liczbie przeżyjemy, wszystkich nas wirus nie zabije… Ale tu nie chodzi wyłącznie o przeżycie, lecz o rozumniejsze życie…

Każdy dzień, w którym się obudzisz i żyjesz, jest łaską, Bożym darem, czymś nieoczywistym… Może właśnie ta pandemia jest tak naprawdę czasem łaski. Nie umieramy, bo Pan chce dać nam czas na poprawę naszego życia. Umieramy, bo może temat uznaliśmy za zamknięty.

W każdej śmierci jest zawarta jakaś tajemnica. I nie każdy jest w stanie ją zrozumieć.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci!

Tylko co z nami, żywymi jeszcze, Panie?

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.