Od lat z rodziną popieramy Jarosława Kaczyńskiego i PiS bowiem na swoich sztandarach miał suwerenność i niepodległość Polski o którą walczyły poprzednie pokolenia płacąc za to nieprawdopodobną daninę krwi. Jednak od dłuższego czasu z niepokojem obserwuję, że coraz bardziej zaczyna się od nich oddalać.
Jak do obrony suwerenności ma się popieranie przez J. Kaczyńskiego powstanie europejskich sił zbrojnych których zwierzchnikiem byłby przewodniczący Komisji Europejskiej. To on by decydował kiedy i w jakich sytuacjach je użyć. Na pewno nie do obrony polskich granic. Nikt by się nas o zgodę na jej użycie nie pytał. Natomiast zawsze rządzący mogliby liczyć na ich bratnią pomoc w sytuacji wybuchu niezadowolenia społeczeństwa.
W takiej armii nam przypadłaby zaszczytna rola mięsa armatniego, a jeżeli w jej sztabie znaleźliby się polscy generałowie, to przypadłaby im rola kwiatka do kożucha a nie decydentów.
Z chwilą jej powstania należy się spodziewać nacisków na redukcję naszych i tak niewielkich Sił Zbrojnych. Najlepiej do kompanii honorowej i orkiestry wojskowej.
Również premier M. Morawiecki jest za powstaniem armii europejskiej „Byłbym za silną europejską armią, ale aby ją zbudować, kraje Unii Europejskiej musiałyby zwiększyć nasze wydatki na obronność”. „Życzyłbym sobie silnej europejskiej armii w NATO, złożonej m.in. z wojsk polskich, francuskich czy niemieckich, współpracujących razem”.
Jak z walką o suwerenność ma się zgoda na powiązane finansów z praworządnością, uwspólnotowienie długu, ratyfikację umowy o Zasobach Własnych UE. Ratyfikując umowę przekazaliśmy uprawnienia do nakładania podatków na polskich obywateli w ręce obcego zewnętrznego podmiotu międzynarodowego.
Dzięki niej KE będzie nakładała podatki na Polaków nie pytając się nas o zgodę, a katalog podatków jest otwarty, ponieważ zarówno w dokumentach unijnych jak i projektach rządowych nie określono jakie podatki będą nakładane i w jaki sposób ma wyglądać ich konstrukcja.
Jakoś tak się dziwnie składa, że zgadzamy się ponownie na coś, co nie jest szczegółowo doprecyzowane, a rządzący zachowują się beztrosko, tak jakby ta ratyfikacja nie niosła z sobą żadnych konsekwencji finansowych, gospodarczych społecznych, politycznych i nie uderzała w naszą suwerenność.
Po upublicznieniu zawartej umowy koalicyjnej SPD, Zielonych i FDP Europejczycy dowiedzieli się, że nowy niemiecki rząd chce nadać UE konstytucję i rozwinąć ją w „federalne państwo europejskie”, ponadto chce zmienić traktaty UE i wprowadzić europejską ordynację wyborczą z ponadnarodowymi listami i wiążącym systemem „najlepszych kandydatów”, ma zostać zniesiony wymóg jednomyślności w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, co jest możliwe tylko w przypadku jednomyślnej decyzji wszystkich państw UE, oraz ma zostać powołany „prawdziwy minister spraw zagranicznych UE”. Ostateczny cel to „bardziej sprawna i strategicznie suwerenna Unia Europejska”.
J. Kaczyński natychmiast trafnie skomentował tę umowę mówiąc „Niemcy na bazie UE budują IV Rzeszę Niemiecką. Rola TSUE jest oczywista.”, co spotkało się z gigantyczną falą krytyki ze strony niemieckich mediów, bo nic tak nie irytuje jak nazwanie prawdy po imieniu.
Udzielił również wywiadu, „Traktaty w UE przestały obowiązywać”, „Gazecie Polskiej codziennie” (24.12.2021) w którym krytycznie ustosunkował się do tych planów mówiąc: „Zostaliśmy postawieni wobec fundamentalnego wyboru sprowadzającego się w istocie do odpowiedzi na zupełnie podstawowe pytanie: czy chcemy być nadal państwem suwerennym, czy też godzimy się, by nasza suwerenność została potraktowana jak kilkudziesięcioletni incydent w historii naszego kontynentu?
Dla nas wybór jest jednoznaczny. Polska jest i będzie suwerennym, niepodległym państwem samodzielnie decydującym o swojej polityce. Jesteśmy gotowi przyjmować ograniczenia z traktatów, ale tylko takie. Wynika to zresztą wprost z konstytucji” (…)Przekształcenie Unii w federację zarządzaną przez Berlin oznacza dokładnie podporządkowanie nas sobie odebranie Polakom prawa do samostanowienia. To nie tylko godzi w naszą godność jako narodu, uderza w naszą tradycję tworzącą wszystko, co możemy nazwać „dobrą polskością”, lecz także oznacza zamach na najbardziej żywotne interesy RP, w tym na interes ekonomiczny.
Ale prawda jest prosta i bardzo brutalna: państwo podporządkowane innemu, bez swojego suwerennego ośrodka władzy politycznej, dodatkowo będące, jak Polska, krajem leżącym na peryferiach terytorialnych Wspólnoty, nie będzie w stanie skutecznie zabiegać o interes i dostatek swoich obywateli.
Jeślibyśmy się jako Polacy zgodzili na takie współczesne poddaństwo, bylibyśmy na różne sposoby degradowani”.
Minęło już ponad dwa tygodnie od tego wywiadu i w mediach publicznych na ten temat zapanowała głucha cisza. Wydawać by się mogło, że zapisy o zmianie traktatów UE, zapowiedź wprowadzenia europejskiej ordynacji wyborczej z ponadnarodowymi listami, zniesienia wymogu jednomyślności w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, powołanie ministra spraw zagranicznych UE wywoła nie burzę, a niekończący się huragan w środkach masowego przekazu i portalach społecznościowych, bo zagrożona jest nasza suwerenność i od postawy polskiego rządu do powstania IV Rzeszy będzie zależała niezawisłość Polski. A tu cisza!
Nie dziwi mnie ona ze strony opozycji, dla której powstanie superpaństwa i rozmycie się polskości jest marzeniem, bo nie potrafi ona funkcjonować gdy nie ma nad sobą namiestnika, i dla której słowa niepodległość, suwerenność, Polska, polska racja stanu, to pojęcia tak odległe jak dla przeciętnego Polaka teoria względności.
Ale gdzie się podziali politycy PiS, prawicowi dziennikarze? Czy też się pogodzili z powstaniem IV Rzeszy, a mówienie o niepodległość, suwerenność Polski jest tylko rodzajem zasłony mającej na celu utrzymanie poparcia tej części elektoratu dla której te słowa mają znaczenie?
Nie ma tematu, on nie istnieje tak jakby umowa koalicji rządzącej w Niemczech była swego rodzaju opowieścią z mchu i paproci. Pogadali, coś tam sobie zapisali, i będzie tak jak było, nikt nie będzie dążył do stworzenia z UE superpaństwa. Wszystko pójdzie w zapomnienie.
Nie pójdzie, Niemcy konsekwentnie, krok po kroku będą realizowały swój cel – „federalne państwo europejskie” (IV Rzeszę). Myślę, że nie tylko ja chciałabym wiedzieć jak w praktyce kierownictwo PiS z J. Kaczyńskim na czele będzie walczyć o suwerenność Polski.
Jak na razie dotychczasowym głośnym deklaracjom i słowom sprzeciwu dla federacji oraz zapewnieniom o priorytecie dla naszej suwerenności zaprzeczają dotychczasowe decyzje podejmowane przez polityków PiS.
Od rzeczywistych, a nie markowanych działań w tej sprawie uzależniam z rodziną dalsze poparcie dla PiS. Promowany obecnie Polski Ład, nie zastąpi suwerenności i nie zapobiegnie rozpuszczeniu się Polski w „federalnym państwie europejskim”.
Nie da się pogodzić powstanie IV Rzeszy z istnieniem suwerennej Polski.
Foto:TVP info
Zostaw komentarz