Długo wahałam się przed podjęciem decyzji o publikowaniu niniejszego tekstu. Sprawa bardzo delikatna, bolesna, moja…

Temat aborcji zawsze wywoływał ogromne emocje we wszystkich środowiskach. Uważam, że obecne pikiety, marsze mają większe podłoże polityczne od rzeczywistych ludzkich dramatów.

Osobiście mogę dać Świadectwo, iż jestem osobą, która nie miała się urodzić.

Rodzice mieli konflikt serologiczny. Lat temu wiele medycyna nie była w takim stadium, jak w dzisiejszej dobie. Miałam dwoje starszego rodzeństwa. U brata i siostry nie wystąpiły żadne powikłania. Zdaniem lekarzy trzecia ciąża mogła nieść ryzyko zarówno dla mojej Mamy, jak i dla mnie.

W moim przypadku nie ten konflikt był problemem największym.

Mama w okresie poprzedzającym poczęcie zmagała się z ciężkim zaburzeniem serca. Kilka miesięcy leżała w szpitalu. Zapalenie wsierdzia, osierdzia, wada zastawkowa ograniczały wiele czynności.

Wiadomość o ciąży – z relacji Mamy, Ojca …nie była planowana. Konsultacja z kardiologiem musiała być dramatyczna.

„Pani nie donosi tego dziecka. To jest obciążenie dla organizmu tak duże, że może Pani umrzeć. Musi, musi zostać usunięta – KONIECZNIE..”

Ginekolog również odradzał, choć nie tak stanowczo, jak kardiolog. Wiem, jak trudna była to decyzja. W domu dwoje małych dzieci. Poddać się zaleceniom lekarzy, czy Woli Boga? Jak ich osierocę, dodatkowo wydam na świat może niepełnosprawne dziecko? Pamiętam te przekazy Mamy cały czas. Byłam już dorosłą kobietą. Rodzice byli bardzo głębokiej wiary. Czas płynął, a Oni tkwili w wielkim znaku zapytania.Wyobrażam sobie ich emocje, cierpienie przed podjęciem decyzji tak trudnej.

Mama spotkała kardiologa, który leczył ją w szpitalu.

Jak wspominała- chwyciła Jego rękę, poprosiła o chwilę rozmowy. Usiedli na ławce w parku, opowiedziała o wewnętrznej walce, którą toczy ze sobą. Pytała, czy naprawdę nie ma szans na przeżycie decydując się na urodzenie dziecka. Czy jednak bywają przypadki, że istnieje ratunek?

Kardiolog powiedział zdanie, które zapewne było przełomowe.

„Ryzyko Pani Janino jest zawsze, nie tylko u kobiet z zaburzeniem serca. Bywa, że ciąża u zdrowej kobiety przebiega prawidłowo do dziewiątego miesiąca. Może zaskoczyć zwyczajna infekcja, która rozsieje się w całym organizmie. Stan ciężarnej pogorszy się w kilka minut. Zakażenie organizmu będzie skutkowało zgonem dziecka i Matki. Medycyna będzie zupełnie bezradna. Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy Pani chce urodzić to dziecko. Powtarzam, zagrożenie jest zawsze dla każdej kobiety”.

Mama, jak wspominała – poszła do Kapliczki. Klęczała u stóp Św. Tereski- obrończyni dzieci, Matek zawierzając Jej siebie i mnie. Chodziła jeszcze kilkakrotnie, by prosić o siły i najważniejszą decyzję – usunąć, czy jednak zdać się na los.

0 R

Tato od początku mówił, że uszanuje każdą decyzję Mamy. Podjęli ją wspólnie – ciąża będzie tak długo, jak Bóg pozwoli. To jest nasze dziecko. Przez ten czas była pod stałą kontrolą ginekologa i kardiologa. Dodatkowo raz w tygodniu badania, czy nie ma zagrożenia z uwagi na konflikt serologiczny.

Trudno mi sobie wyobrazić ich życie przez tych kilka miesięcy. Oddalali najgorszy scenariusz odliczając dni do rozwiązania ciąży, która …PRZEBIEGAŁA PRAWIDŁOWO.

Przyszłam na świat w kwietniu 1961 roku. Poród odbył się bez powikłań.

Ja …miałam chorobę hemolityczną noworodka. Przyjęłam wytworzone w organizmie Mamy przeciwciała. Podobno stan był bardzo ciężki. Miałam przetoczoną krew, co było zbawienne.

MAMA??- po moich narodzinach zaburzenia serca całkowicie ustąpiły.

Dzięki CUDOWNYM RODZICOM dane mi było przyjście na świat.

Zawsze, kiedy rozmawiałam z moją Najdroższą Mamą na ten dramatyczny temat obydwie roniłyśmy łzy szczęścia.

Wiem, że gdyby nie wielka Miłość, którą nosili w sobie moi Rodzice – niedane byłoby mi pielgrzymowanie po tym świecie. Wiem, że gdyby wystraszyli się bolesnej diagnozy pierwszego kardiologa, do czego mieli pełne prawo, zakończyłabym swoją egzystencję, jak każdy abortowany płód.

Słowa lekarza, który tknął ogromną nadzieją moją Mamę „zawsze jest ryzyko wobec ciężarnej, dziecka” są nadal aktualne. Przykre, ale nigdy nie poznałam tego człowieka.

Choć mój szlak życia usłany różami nie był i nie jest mogę śmiało potwierdzić, że mimo doświadczeń, upadków – podnoszę się i idę dalej. Siły do pokonywania trudnych spraw pewnie wyssałam z mlekiem Mamy. Od dziecka uczono mnie wrażliwości wobec drugiego człowieka.

Chory, słabszy, starzec jest dla mnie świętością.

Straciłam dwoje dzieci nie z wyboru, a powikłanych ciąż. Bardzo dobrzy specjaliści uświadamiali mnie, że jedno dziecko wystarczy. Jest zdrowa, to pełna radość.

Pamiętam, kiedy lekarz zapytał mnie  – Pani Małgosiu, zakładamy szew, sześć miesięcy leżenia na płasko, a utrzymamy ciążę – da Pani radę? Jasne, że dam! Bo KOCHAM to życie, które dojrzewa pod moim sercem.

Urodziłam drugą Córkę – fantastyczną, kochaną, moją.

Życie samo scenariusz pisze. Dzisiaj nie wiesz, co jutro Ciebie czeka. Żyj na „pełnej petardzie”, jak mawiał Śp. Ksiądz Kaczkowski. Żyj z całych sił… no i żyję. Mam cudownego, zaburzonego autyzmem wnuka. Nigdy nie zwątpiłam, że i ten dar został nam przekazany w jakimś celu.

„Urodziłam się, żeby żyć.

Dobrym, wdzięcznym człowiekiem być.

Takie dostałam przykazanie na to moje ziemskie zesłanie”.

Przyszła Mamo, zanim podejmiesz decyzję o losie swojego poczętego dziecka, spójrz w oczy innego niemowlaka. One podpowiedzą Tobie, że Miłość ma swój początek w dniu poczęcia. Twoja Miłość.

MAMO, TATO, DZIĘKUJĘ śląc życzenia do Domu Ojca.

Ironia losu, przypadek… nie wnikam. Jutro obchodzą imieniny Teresy.

Jutro „ Czarne Marsze” przejdą ulicami polskich miast. Wierzę, że między innymi i ta Święta Tereska sprawiła, że dane mi jest być tu i teraz.

Jeżeli choć jedno życie poczęte zostanie ocalone po analizie moich osobistych sekretów, warto jest podzielić się z innymi swoim losem.