Ten na zdjęciu, to szef Reporterów bez Granic. Co za niewiarygodny, nadęty idiota. Za długo zajęłoby omawianie wszystkiego co powiedział w wywiadzie komentującym sprawę specoperacji i sfingowanego zabójstwa rosyjskiego dziennikarza Arkadija Babczenki… Ale najważniejsze, że tam jest o tym, co powinien robić dziennikarz, którego życie jest zagrożone (powinien, rozumiecie, wynająć ochronę, lub ukryć sie na wsi) żeby pozostać wystarczajaco etycznym. Nigdy, przenigdy nie może pomagać w schwytaniu zleceniodawcy, jakimś państwowym służbom. I jeszcze o tym, że taki etyczny dziennikarz nie może rzucać fałszywych oskarżeń na Rosję, o jakieś zabójstwo, bo przecież nie było żadnego zabójstwa.

W czasie najgorętszego okresu Majdanu, a potem początków wojny w Donbasie usiłowałam zainteresować międzynarodowe organizacje dziennikarskie (między innymi Center for Protection of Journalists dziś tak denerwujace się sprawa Babczenki, Reporterów bez Granic, EFJ) sprawami poszkodowanych w czasie zajść, a potem porywanych, ukraińskich dziennikarzy w Donbasie…

To było trudniejsze niż tłuczenie kamieni na drodze. Powiedzmy to sobie szczerze i brutalnie: nikogo, za cholerę nie interesował spacjalnie los tych dzikich Tubylców, działających często z podejrzanie patriotycznych motywacji, po stronie, która TEŻ jak wiadomo nie jest święta i zapewne sama ma wiele na sumieniu…Też? Przyjrzałam się stronie internetowej CPJ: nie też – GŁÓWNIE. Jak byście nie wiedzieli, to w czasie wojny najbardziej prześladowani byli i są, za swoją profesjonalną i jak wiadomo stricte dziennikarską dzialalność, przedstawiciele proputinowskich, rosyjskich mediów w Ukrainie. A nie tam jacyś nikomu nie znani, obszarpańcy z Kijowa, pracujący za psie grosze, w strasznych warunkach wojny, porywani przez rosyjskie wojsko, trzymani w piwnicy albo torturowani przez „separatystów”. A przynajmniej tak wynikało z tej internetowej strony.

O każdą notkę o prześladowaniu, czy nawet więzieniu i torturowaniu ukraińskich dziennikarzy, na stronie EFJ staczałyśmy wraz z Dorotą Zielińską w imieniu SDP, homeryckie boje. A na koniec i tak ukazywała się co trzecia.

I teraz Ci FARYZEUSZE uczą ludzi, których życie bywa realnie i prawdziwie zagrożone, jak się mają zachowywać.

Proszę ducha Erica Blaira (Georga Orwella), jeżeli gdzieś tam jest, żeby wsparł mnie i dał mi wytrwałość w walce z pożytecznymi idiotami. Są znacznie groźniejsi niż serie z broni automatycznej, a nawet wystrzały moździerzowe. Swoją drogą trudna sztuka: odróżnić podłość od głupoty.

Ps. O samej sprawie Babczenki jeszcze napiszę kilka słow, ale jaka by nie była specoperacja SbU (a póki co nic nie świadczy o tym, by była nieudana czy bezowocna) i jak bardzo jest czy nie jest skorumpowany szef tej służby, to nie zmienia tego, co napisałam powyżej.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.