Mam dziwne uczucie, że żyłam w jakiejś innej odległej rzeczywistości. Przez wiele lat wychowywałam się na planecie w galktyce Andromeda, niedostępnej dla większości śmiertelników… Jej rude kratery wydawały mi się oczywistą codziennością i wydawało mi się, że ta planeta, skoro istnieje musi być wszystkim znana, przeceiż wszyscy zanja planetę w glaktyce Andromeda? Czyż nie?
Dziś ludzie patrza się na mnie z niedowierzaniem i rysuja kółko na czole. Że co tam było? Kratery? Pomarańczowe? Mieszkały zielone ludziki? A masz zdjęcia, filmy, możesz pokazać? A ja zdjęć mam jak na lekarstwo, to i owo wyrywkowo pamiętam bo czy był sens spisywać oczywistą oczywistość…
Tak jak ta dziwna ruda planeta – jawi mi sie dziś cała działalność Biura Interwencji KSS KOR, potem Komisji Interwencji NSZZ Solidarność i wreszcie Biura Interwencji Kancelarii Senatu, aż do początków III RP… dziesiątek ludzi zaangażowanych, dzisiątki czesto tragicznych, niesamowitych spraw, z których wiele pamiętam po prostu jak dziś.
Pamiętam kolejne relacje wspólpracowników, poswiecenie ludzi, którzy jak zmarły niedawno Jurek Geresz jeżdzili na drugi koniec Polski do jakiegoś poszkodowanego i kolejny raz dostawali wpie.. od milicji, dyskusje z adwokatami, nagrane na kasetę magnetofonową materiały sekcji zwłok i oględzin miejsc, akta sądowe i policyjne… ludzkie dramaty. I przez wiele lat wydawało mi sie,ze to jest rzeczywistość powszechnie znana… Że kazdy wie jak wyglądał Radom 1976- 1977… że kazdy wie czemu na przykład esbek Sulka był dzielnym i odważnym czlowiekiem… i jaka była rola zapomóg strajkowych w Stalowej Woli w 88.
A okazuje się, że nie, że to jak ta planeta Andromeda. W zasadzie o tej wielkiej pracy, wielu dzielnych osób, wiadomo tyle, że „Romaszewscy pomagali ludziom… „A już o kolejnych sprawach a też i o cichych bohaterach tych wszystkich, kolejnych działań wiadomo bardzo niewiele.
Kto dziś dokładnie prześledził rozmaite działania Biura? Kto zna choćby takie „sensacyjne historie” jak to, że samochód wiozący adwokatów Jana Olszewskiego i Andrzeja Grabińskiego do Elblaga, by obejrzeli milicyjne akta po śmierci księdza Zycha, starcił hamulce, na przebudowywanej wtedy Trasie Gdańskiej i tylko cudem Jankowi Chmielnickiemu współpracownikowi Biura i zawodowemu kierowcy udało się skierować samochód w kupę piasku na poboczu i tak zatrzymać, hamując biegami (potem warsztat stwierdził, że hamulce były najpewniej podcięte). Były czasy przełomu… komu wtedy chciało się to rozgryzać…
Tak jakoś się składało że pracowali przy tych sprawach, z reguły bardzo skromni ludzie, pełni poświęcenia, często z róznych środowisk i raczej bez politycznych ambicji… Tu nikt nie był „niczyim czlowiekiem” ani nie tworzył w gruncie rzeczy spoistego środowiska nikt nie skladał przysiąg itd. Ot spotykali się ludzie dobrej woli przy jakichś ważnych sprawach związanych z praworządnością, z represjami, ze zwyczajną ludzką krzywdą… itd. A potem zachowywali dla siebie sympatię i tyle.
Przyznam się że gdy dziś czytam kolejny artykuł i książkę poświęconą sympatycznej mi skąd inąd Solidarności Walczącej, to czuję smutek i szczerze przyznam – zazdrość.
Nigdy i nigdzie nie zebrano do kupy opisu tej „mojej” Andromedy coraz bardziej znikającej w przestrzeni międzygwiezdnej. Nigdy nawet nie zebrano porządnie relacji tych ludzi…
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz