Ale dobrze się skończyła, a morał z niej taki, że mój mąż choć łagodny i raczej hm… by tak rzec niezbyt energiczny intelektualista, to jednak nie należy go za bardzo wkurzać… Tak więc szanowni państwo w Berlinie uważajcie na torebki i plecaki!

Postanowiliśmy dziś zobaczyć,  jak postępuje degradacja zewnętrznych dzielnic dawnego Berlina Zachodniego i w ramach spaceru do Pałacu Charlottenburg usiedliśmy sobie na zewnątrz, na ulicy, na ulubiony tutejszy posiłek wczesnopopołudniowy a mianowicie kawę i lody lub kawałek ciastka. Powiesiwszy plecak na oparciu swojego krzesła, poprosiłam mojego męża by na niego zerkał a on o to samo poprosił mnie.

Zabraliśmy się w końcu do płacenia, Jarek zaczął grzebać w portfelu, a ja poczułam, że ktoś otarł się jakby o moje krzesło, obejrzałam się i zobaczyłam ciemnowłosego faceta w czarnej kurtce szybko oddalającego się w kierunku pobliskiego (dosłownie 50 metrów) wejścia do U Bahnu. W tej samej chwili zobaczyłam, że na oparciu nie ma plecaka…

I tu Jarek, naprawdę rozjuszony, zerwał się i rzucił w pościg za złodziejem. Ja w desperacji przypominałam sobie, że w plecaku mam portfel ze sporą sumą gotówki w euro i złotych, z kartami, dowodem osobistym, prawem jazdy, dowodem rejestracyjnym samochodu… Oprócz tego w plecaku jest też paszport, którego nie wyjęłam po Ukrainie….

Jakaż była moja ulga, gdy po kilku minutach z przejścia wyłonił się mój mąż dzierżąc tryumfalnie mój czarny skórzany plecaczek. Okazuje się, że dopadł gościa i zdołał wyrwać mu zdobycz! Co znaczy determinacja…
Uffffff…

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.