„Panie Mecenasie, a ChatGPT napisał, że artykuł 189 KPC załatwia nam sprawę od ręki i wyrok będzie w dwa tygodnie”.
Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że zamiast analizować akta sprawy, analizuję… analizy, które mój klient dostał po wpisaniu trzech zdań w okienko promptu.
Wychodzi z tego mniej więcej tyle, że moja kilkunastoletnia praktyka na sali sądowej to był czysty przypadek. Jakim cudem wygrywałem jakiekolwiek procesy w epoce „sprzed AI”? Do dziś nie wiem. Przecież wystarczyło wygenerować pozew z internetu.
AI jest fenomenalnym, pożytecznym narzędziem. Ale – tak jak skalpel czy kodeks – wyłącznie w rękach kogoś, kto rozumie, jak ono działa.
W rękach dyletanta staje się generatorem fałszywej pewności siebie.
Algorytm nie ponosi odpowiedzialności odszkodowawczej za przegrany proces. Nie ma pojęcia o linii orzeczniczej konkretnego wydziału, nie oceni wiarygodności świadka, który zacznie się gubić po trzecim pytaniu, i z kamienną twarzą zacytuje uchwałę Sądu Najwyższego, która… nigdy nie istniała, ale brzmi szalenie mądrze (o Jeżu, jak mądrze!).
Sztuczna inteligencja daje iluzję wiedzy. Odpowiada szybko, składnie i zawsze jest po stronie pytającego – bo została wytrenowana, by zadowolić użytkownika.
Sala sądowa działa dokładnie odwrotnie: tam nikt nie próbuje być miły, a wygrywa nie ten, kto wygenerował najdłuższy wywód, tylko ten, kto wie, które fakty mają znaczenie prawne, a które są tylko emocjonalnym szumem.
Drodzy Klienci: sprawdzajcie, czytajcie, bądźcie dociekliwi. Ale pamiętajcie, że algorytm nie pójdzie z Wami do sądu, nie zada celnego pytania na rozprawie i nie weźmie na siebie ryzyka procesowego. Do wbicia gwoździa można użyć mikroskopu – tylko czy na pewno o to chodzi?
Ciekawym jak to wygląda w innych branżach. Intuicyjnie najbardziej współczuję lekarzom…
Ilustracja wygenerowana przez AI.
Zostaw komentarz