Wolność słowa nie jest wolnością łamania prawa. Wpis Bartosza Alberta powinien zbadać prokurator. Czy publiczne nazywanie Prezydenta RP „nielegalnym lokatorem”, zarzucanie mu „kłamstw”, „paniki” i działania „na szkodę portfeli Polaków” mieści się jeszcze w granicach ostrej krytyki politycznej? To nie jest już wyłącznie spór o poglądy. To jest pytanie o granice odpowiedzialności karnej za słowo.
Wolność słowa jest jednym z fundamentów demokratycznego państwa. Pozwala krytykować Prezydenta, premiera, ministrów, parlamentarzystów i każdego innego polityka. Pozwala pisać ostro, bezkompromisowo, a nawet brutalnie.
Ale wolność słowa nie jest wolnością bezkarnego łamania prawa.
Dlatego wpis opublikowany przez Bartosza Alberta na Facebooku powinien zostać oceniony nie przez internetowych kibiców jednej czy drugiej strony politycznego sporu, lecz przez właściwe organy państwa.
Nie przesądzamy, że doszło do przestępstwa. Wskazujemy natomiast, że istnieją konkretne podstawy do procesowego zbadania tej sprawy.
„Nielegalny lokator Pałacu Prezydenckiego” – tylko ostra opinia czy coś więcej?
Albert Bartosz rozpoczyna swój wpis od określenia:
„Nielegalny lokator pałacu prezydenckiego”.
To nie jest zwykłe stwierdzenie, że autor nie akceptuje polityki Karola Nawrockiego.
„Nielegalny” jest określeniem odnoszącym się do zgodności działania z prawem.
W kontekście osoby sprawującej urząd Prezydenta RP takie sformułowanie może być odczytane jako zakwestionowanie legalności jego obecności w Pałacu Prezydenckim, a szerzej – legalności sprawowania urzędu.
To właśnie ten fragment wymaga szczególnej uwagi organów ścigania.
Art. 135 § 2 k.k. nie został napisany przeciwko krytyce
Kodeks karny przewiduje:
„Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”
To nie oznacza, że Prezydent jest poza krytyką.
Wręcz przeciwnie – osoby sprawujące najwyższe funkcje publiczne muszą liczyć się z ostrą debatą polityczną.
Trybunał Konstytucyjny wskazywał jednak na różnicę pomiędzy krytyką działalności osoby publicznej a zniewagą skierowaną bezpośrednio przeciwko jej godności.
To rozróżnienie ma w tej sprawie zasadnicze znaczenie.
Bo można napisać:
„Prezydent przedstawił błędne dane”.
Można napisać:
„Nie zgadzam się z decyzją Prezydenta”.
Można nawet napisać:
„To była fatalna decyzja polityczna”.
Ale czym innym jest napisanie:
„nie przestaje kłamać”
czy:
„został złapany na bezczelnych kłamstwach”.
Tutaj pojawia się już pytanie nie tylko o krytykę decyzji, lecz o przypisywanie konkretnej osobie określonego, dyskredytującego zachowania.
„Nie przestaje kłamać”. „Bezczelne kłamstwa”. Przypadek?
Wpis Alberta zawiera całą serię podobnych określeń.
Autor pisze, że Prezydent:
„nie przestaje kłamać”.
Następnie twierdzi, że został:
„złapany na bezczelnych kłamstwach”.
To nie jest już wyłącznie spór o to, czy określona liczba, data albo interpretacja ustawy jest prawidłowa.
„Kłamie” oznacza przypisanie człowiekowi świadomego podawania nieprawdy.
Jeżeli autor dysponuje dowodami, powinien je przedstawić.
Jeżeli natomiast są to jedynie polityczne epitety, pojawia się pytanie, czy forma wypowiedzi nie przekroczyła granic wyznaczonych przez prawo.
Facebook nie jest strefą bezkarności
Warto o tym przypomnieć szczególnie mocno. Orzecznictwo sądowe nie pozostawia wątpliwości, że Internet, w tym Facebook, może być miejscem publicznego znieważenia Prezydenta RP. Sąd analizował już sprawę komentarza zamieszczonego na ogólnodostępnej grupie Facebooka i uznał, że takie zachowanie może realizować znamiona art. 135 § 2 k.k.
W innej sprawie sąd podkreślił natomiast, że przy ocenie konkretnej wypowiedzi trzeba uwzględniać jej cały kontekst oraz konstytucyjnie chronioną wolność debaty politycznej. I właśnie dlatego wpis Alberta trzeba zbadać w całości, a nie wyrywać z niego jedno słowo.
Problemem jest nagromadzenie personalnych zarzutów
Gdyby wpis ograniczał się do krytyki ustawy albo oceny wystąpienia Prezydenta, sprawa wyglądałaby inaczej.
Tutaj jednak mamy kumulację określeń dotyczących samej osoby:
- „nielegalny lokator”,
- „nie przestaje kłamać”,
- „bezczelne kłamstwa”,
- „brednie prezydenta”,
- „cyniczne zwlekanie”,
- „celowo zwlekał”,
- „przestraszył się gniewu ludu”,
- „przestraszył się (…) spadających sondaży”,
- „w panice podpisał ustawę”,
- „żałosne pseudoorędzie”.
Nie wszystkie te sformułowania muszą być prawnie bezprawne. I właśnie dlatego potrzebna jest rzetelna ocena procesowa, a nie polityczna wojna na Facebooku.
„Przestraszył się sondaży” – czyli autor zna jego motywacje?
Szczególnie interesujący jest fragment, w którym Bartosz Albert twierdzi, że Karol Nawrocki:
„przestraszył się gniewu ludu i spadających sondaży”.
To przypisanie Prezydentowi określonej motywacji.
Podobnie brzmi stwierdzenie, że:
„w panice podpisał ustawę”.
Czy autor ma dowody na to, że właśnie strach przed sondażami był rzeczywistym motywem decyzji Prezydenta?
Czy jest to tylko publicystyczna metafora?
To również powinno zostać ocenione.
Art. 212 k.k. – drugi problem, którego nie wolno pomijać
Na tym sprawa się nie kończy. W zależności od oceny konkretnych fragmentów może pojawić się również kwestia art. 212 k.k., dotyczącego pomówienia.
Tutaj szczególnie istotne byłyby twierdzenia przedstawione jako fakty, m.in. o:
- rzekomej „nielegalności”,
- świadomym kłamaniu,
- celowym zwlekaniu,
- działaniu na szkodę obywateli,
- określonych motywach podejmowanych decyzji.
W orzecznictwie występują sprawy, w których publiczne internetowe wypowiedzi dotyczące Prezydenta analizowano zarówno pod kątem art. 135 § 2 k.k., jak i art. 212 § 2 k.k.
To oczywiście nie oznacza, że każdy ostry wpis automatycznie wyczerpuje oba przepisy. Oznacza natomiast, że nie wolno udawać, iż problem prawny nie istnieje.
To przestępstwo ścigane z urzędu
I tutaj dochodzimy do kwestii fundamentalnej. Art. 135 § 2 k.k. jest przepisem dotyczącym czynu ściganego z oskarżenia publicznego. Trybunał Konstytucyjny wprost wskazywał tę różnicę między art. 135 § 2 k.k. a prywatnoskargowym art. 216 k.k.
Kodeks postępowania karnego stanowi natomiast, że organ powołany do ścigania przestępstw jest obowiązany do wszczęcia i przeprowadzenia postępowania przygotowawczego w sprawie o czyn ścigany z urzędu, jeżeli zachodzi uzasadnione podejrzenie jego popełnienia.
Dlatego nie chodzi tutaj o to, czy komuś podoba się Bartosz Albert albo czy ktoś zgadza się z Karolem Nawrockim.
Chodzi o prawo.
Prokuratura powinna sprawdzić, czy doszło do przekroczenia granic prawa
Po publikacji tego materiału oczekujemy jako redakcja Magazynu Opinii )ressmania.pl jednego: rzetelnego sprawdzenia sprawy przez właściwe organy. Nie domagamy się skazania Bartosza Alberta. Nie przesądzam yjego winy. Nie zastępujemy prokuratora ani sądu.
Domagamy się natomiast, aby jeżeli istnieją podstawy do przyjęcia uzasadnionego podejrzenia popełnienia czynu zabronionego, właściwe organy podjęły przewidziane prawem czynności procesowe.
Jeżeli prokuratura po analizie materiału uzna, że granice prawa nie zostały przekroczone – również będzie to rozstrzygnięcie, które należy uszanować.
Ale sprawy nie powinno się zamiatać pod dywan tylko dlatego, że autor wypowiedzi prezentuje określone poglądy polityczne.
Wolność słowa – tak. Bezkarność – nie.
Demokracja potrzebuje krytyków.
Potrzebuje dziennikarzy.
Potrzebuje ludzi, którzy potrafią powiedzieć władzy „nie”.
Potrzebuje również brutalnych sporów politycznych. Ale demokracja potrzebuje także odpowiedzialności za słowo.
Jeżeli każde słowo skierowane przeciwko politykowi uznamy za przestępstwo, zabijemy debatę publiczną.
Jeżeli natomiast uznamy, że polityk może być publicznie poniżany i pomawiany wyłącznie dlatego, że jest politykiem, zrobimy dokładnie to samo z drugiej strony. Granica musi przebiegać przez prawo i orzecznictwo, a nie przez sympatie partyjne.
Wolność słowa nie oznacza wolności łamania prawa. I właśnie dlatego wpis Bartosza Alberta powinien zostać oceniony przez prokuraturę, a nie przez internetowych wojowników.
Pytanie pozostaje otwarte
Czy określenia użyte przez Alberta są jedynie ostrą, polityczną krytyką?
Czy też część z nich stanowi publiczne znieważenie Prezydenta RP albo pomówienie?
Tego nie powinien rozstrzygać redaktor, komentator ani użytkownik Facebooka.
To jest zadanie dla organów wymiaru sprawiedliwości.
A po tej publikacji pozostaje mieć nadzieję, że właściwa prokuratura zapozna się z materiałem, zabezpieczy publicznie dostępny wpis i dokona jego oceny prawnej. Bo państwo prawa powinno działać tak samo wobec wszystkich – niezależnie od tego, po której stronie politycznego sporu ktoś stoi.
Wolność słowa – tak.
Wolność krytyki – tak.
Wolność obrażania? Nigdy nawet w granicach prawa.
Wolność łamania prawa – nie.
Scren wpisu:

Link do wpisu na Facebook’u: https://www.facebook.com/share/p/19PGYpMtgn/
Zostaw komentarz