W programie tvp1 „Polityka przy kawie” (08.03.2016) wystąpiła była premier Ewa Kopacz. Odnosząc się do zakończonego szczytu między UE i Turcją poświęconemu nowemu planowi walki z falą uchodźców i nielegalnych imigrantów chwaliła się, że dzięki jej determinacji oraz skutecznej obronie naszych polskich interesów nie dopuściła do stałego mechanizmu rozdziału imigrantów. W praktyce determinacja i obrona naszych polskich interesów polegała na wyrażeniu zgody na przyjęcie około 7 tys. muzułmanów.

Uważam, że to nie wynik determinacji pani E. Kopacz był przyczyną tego, że nie doszło do przyjęcia zarówno większej ilości imigrantów jak i stałego mechanizmu rozdziału imigrantów, ale przede wszystkim wynik presji polskiego społeczeństwa. Zbliżały się wybory i doskonale zdawała sobie pani z nastrojów społecznych w kwestii imigrantów. Masowe protesty w licznych polskich miastach jasno wskazywały, że wyrażenie zgody na przyjęcie większej ilości muzułmanów oraz takiego mechanizmu, równałoby się nie tylko z katastrofą wyborczą, ale groziło pozostaniem poza parlamentem.

Gdy usłyszałam, że za pani rządów byliśmy liderem Europy Środkowo-Wschodniej i umieliśmy rozmawiać m.in. z naszymi partnerami z Grupy Wyszehradzkiej to przypomina mi się jak wbrew wcześniejszym uzgodnieniom wystawiliśmy w ostatniej chwili pozostałych członków grupy do wiatru i byliśmy jedynym krajem, który zagłosował za podziałem 120 tys. uchodźców.

Mówiła pani „trzeba chronić granice zewnętrzne Unii. Przykład naszej wschodniej granicy jednocześnie wschodniej granicy UE, którą my Polacy potrafimy chronić”. Z tego, co wiem nie ma zbyt wielu posterunków na wschodniej granicy, a straż graniczna nie jest zbyt liczna, dlatego dziwią mnie słowa, że „my Polacy potrafimy chronić wschodnią granicę”, obyśmy się nigdy nie doczekali sytuacji „sprawdzam”, a co z granicą południową?

Te pytania powinna zadać prowadząca program M. Serafin. Powinna drążyć temat, ale nie drążyła i nie zadała ich. Trudne pytania zadawane są nadal tylko ludziom z PiS-u.

Pani E. Kopacz nie ma nic przeciwko temu, że TK zajmując się oceną zgodności ustawy naprawczej PiS z Konstytucją łamie prawo, bowiem zgodnie z obowiązującym prawem rozpatrywanie spraw powinno odbywać wg kolejności wpłynięcia oraz powinny być orzekane w składzie 13 sędziów a nie 12. Przykład idzie z góry. Skoro przedstawiciele najważniejszych organów państwa łamią prawo, to, dlaczego obywatel ma go przestrzegać? Poza tym TK nie może być sędzią we własnej sprawie.

Pani Kopacz widzi nie tylko strach, miotanie się, ale i nadużywanie swojej pozycji przez rządzących. Według niej świadczy o tym pierwsza decyzja, jaką podjął prokurator generalny i minister sprawiedliwości Z. Ziobro, wycofując opinię swojego poprzednika prokuratora Szeremeta w sprawie ustawy naprawczej TK i uzasadniając ją tym, że nie zgadza się z opinią poprzednika.

Oczywiście, E. Kopacz nie piętnowała, nie widziała strachu, miotania się czy nadużywania swojej pozycji, gdy prezydent Bronisław Komorowski ograniczył wniosek, jaki zaskarżył w 2009 r. prezydent Lech Kaczyński do TK dotyczącego ustawy o SKOK-ach, oraz wycofał z TK dwa wnioski złożone przez swego poprzednika.

Pierwszy dotyczył zbadania zgodności z konstytucją noweli ustawy o wyborze prezydenta, ustalającej nowe godziny głosowania w wyborach prezydenckich: między 8.00 a 22.00, a nie jak obecnie między 6.00 a 20.00. Nowela wprowadza również zasadę, że głos powinni móc oddać wszyscy wyborcy, którzy o godzinie 22.00 znajdą się w lokalu wyborczym i do tego momentu nie oddadzą głosu.

Drugi dotyczył zbadania zgodności z konstytucją noweli ustawy o Najwyższej Izby Kontroli, obejmującej NIK audytem zewnętrznym przeprowadzanym na zlecenie marszałka Sejmu.

Na temat podsłuchiwania dziennikarzy stwierdziła, że nie miała nigdy żadnych sygnałów na ten temat. Uważam, że mści się tutaj wieloletni brak szefa koordynatora służb, który kontrolowałby ich pracę i odpowiadał za ich działanie. Tu nie ma żadnego wytłumaczenia. Była pani szefem rządu i odpowiada za pracę ludzi, którzy pani podlegali.

Gdy usłyszałam jak oskarżając rząd B. Szydło o to, że nie ma pokory, nie potrafi przyznać się do błędów i uderzyć się w pierś, powiedzieć ludziom, że wszyscy są omylni my również, to czekam, kiedy PO uderzy się w piersi i przeprosi za wszystkie afery, za niezrealizowane przedwyborcze obietnice, za zadłużanie państwa, podwyższenie wieku emerytalnego, wyprzedawanie Polski, nepotyzm, korupcję, „taśmy prawdy”. Ciepło się robi słuchając jak była premier plecie „androny”.

Liliana Borodziuk