Jeszcze w październiku ubiegłego roku Andrzej Jakubiak był przewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego, niezwykle ważnej instytucji, sprawującej nadzór nad wielkimi podmiotami, które obracają gigantycznymi pieniędzmi. Bardzo szybko znalazł nowe miejsce pracy. Zaledwie trzy miesiące po zakończeniu kadencji szefa KNF-u objął stanowisko zastępcy dyrektora działu prawnego w mBanku. Tym samym nowym miejscem pracy Jakubiaka stał się bank, nad którym do niedawna sprawował kontrolę jako szef instytucji nadzorującej rynek. To jednak nie koniec kontrowersji, które pojawiają się w tej sprawie.

O transferze byłego szefa KNF-u do komercyjnego banku poinformowała jako pierwsza GW, a informację potwierdził, po artykule w „Wyborczej”, mBank. Typowy „kontrolowany przeciek”? Chyba tak, bo oczywiście sprawa nie byłaby długo tajemnicą, a „Gazeta” w tekście nie zapomniała poinformować czytelników, że urzędnicy mogą zgodnie z prawem przechodzić do pracy w sektorze prywatnym. Jednocześnie dowiadujemy się, że Jakubiak jest co prawda byłym szefem nadzoru, ale przecież

„(…) KNF nie podejmuje uchwał dotyczących banków jednoosobowo, więc (…) byłoby trudno walczyć o łagodne traktowanie wszystkich lub wybranych banków. Przeglądając zeszłoroczne decyzje KNF dotyczące mBanku, trudno znaleźć takie, które budziłyby wątpliwości.”

Autor zauważa co prawda, że z racji sprawowanej funkcji były szef KNF-u ma ogromną wiedzę na temat słabych stron innych banków, w tym i tych, które są konkurencją dla mBanku, ale

„(…) nie ma żadnych dowodów na to, że tę wiedzę Jakubiak w jakikolwiek sposób mógłby wykorzystywać na korzyść nowego pracodawcy i ze szkodą dla jego konkurentów”.

Z pewnością wzmożona troska o demokrację i liczne boje o moralne standardy, które toczone są przez ludzi związanych z GW, nie pozwalają na dłuższe i dokładniejsze analizy przeszłości szefa KNF-u, ale w tej konkretnej sytuacji warto kilka rzeczy przypomnieć. Andrzej Jakubiak jest postacią godną takiego przypomnienia. To człowiek promowany przez Platformę Obywatelską, będący w bardzo dobrych, bliskich relacjach z ludźmi ze struktur partii. Karierę zaczynał jeszcze w czasach Polski Ludowej, gdy po studiach na wydziale Prawa i Administracji UW trafił do Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej, gdzie spędził 9 lat. Stamtąd przeniósł się do Centrali Narodowego Banku Polskiego. Za czasów jego kariery w Centrali NBP upadło 5 banków komercyjnych i 89 banków spółdzielczych, zmuszając Bankowy Fundusz Gwarancyjny do wypłaty ponad 814 milionów złotych gwarancji.

Po swojej błyskotliwej karierze w bankowości (która właśnie doczekała się kontynuacji), Andrzej Jakubiak aktywnie włączył się do rozgrywki politycznej i od 2006 do 2011 roku pełnił funkcję zastępcy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Był wówczas, jeśli wierzyć relacjom medialnym, najlepiej zarabiającym wiceprezydentem Warszawy. Z urzędu miasta trafił do Komisji Nadzoru Finansowego, gdzie pracował do października ub. roku. Pomimo tak świetnych posad zadłużał się na potęgę. I to w bankach, które sam nadzorował! W ujawnionym w 2013 roku oświadczeniu majątkowym wykazał potężne, znacznie przekraczające milion złotych długi i niewielkie oszczędności. Miał wówczas 5 kredytów, w tym 3 hipoteczne. Zadłużony był w Kredyt Banku/BZ WBK, ING Banku Śląskim, Pekao S.A.(dwa kredyty) i CitiBanku.

Dziś, zaledwie trzy miesiące po zakończeniu kadencji szefa KNF-u, Andrzej Jakubiak idzie pracować do mBanku, czwartego co do wielkości banku komercyjnego w Polsce. Głównym udziałowcem mBanku jest niemiecki Commerzbank (od 1994 partner strategiczny, od następnego roku udziałowiec, a w wyniku sukcesywnego zwiększania zaangażowania od 2003 posiadający około 70% udziałów w spółce). Obecnie do Commerzbanku należy 69,42% akcji spółki (dane według stanu na 30.09.2016 r.). Warto też przypomnieć, że w czasach kryzysu finansowego rząd niemiecki częściowo znacjonalizował Commerzbank, dofinansowując go kwotą 18,2 miliardów euro pomocy, w zamian za objęcie pakietu 25% akcji banku. I do tego banku idzie pracować były szef polskiego nadzoru bankowego, na stronie którego czytamy:

UKNF jest niezależną instytucją, ograniczającą nadmierne ryzyko w działalności podmiotów nadzorowanych, wzmacniającą przejrzystość rynku finansowego i wspierającą budowanie jego pozycji w Europie”.

Gdzie są obrońcy demokracji? Gdzie toczący boje o standardy moralne? Może czas na jakiś protest pod siedzibą niemieckiego banku działającego w Polsce?

Autor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz, publicysta, bloger.

Artykuł pierwotnie opublikowano na portalu wPolityce.pl