Programy programami, polityka polityką, lecz dla mnie zwykli ludzie są najważniejsi. Wielokrotnie pisałem, że „w tle” robię różne sprawy i teraz chciałbym napisać o ostatniej, gdyż ujawniła one patologie, których z gabinetu ministra Spraw Wewnętrznych lub Komendanta Głównego Policji nie widać, lub nikt nie chce ich zobaczyć.

Wspominałem już, iż dwa i pół tygodnia temu zwróciła się do mnie przez FB rodzina z Przasnysza z prośbą o pomoc w odnalezieniu zaginionego w dniu 1 stycznia członka tej rodziny, który pracował w Mikołajkach. Zgodziłem się i „moi” detektywi podjęli działania. W przeciągu dwóch dni stworzyliśmy najbardziej prawdopodobną hipotezę, niestety tą najgorszą i z praktycznie stu procentowym prawdopodobieństwem odtworzyliśmy ostatnie kroki zaginionego oraz wyznaczyliśmy wąski obszar, w którym może znajdować się ciało. Niestety, miejscowa policja olała nas całkowicie.

Kilka dni po naszych działaniach, ujawniających nota bene dodatkowe okoliczności i tło, ciało zostało „przypadkowo” znalezione mniej więcej w miejscu, które wskazywaliśmy. Wówczas, wrogie i tak nastawienie do nas, nagle stało się bardzo widoczne. Zrozumiałem, że naruszyliśmy jakiś miejscowy układ. Nie mogę napisać jaki i wspomnieć o szczegółach sprawy ze względu na to, że trwa śledztwo prokuratorskie, a w tym przypadku rozumiem i podzielam konieczność zachowania tajemnicy.

Prawdopodobnie śledztwem zostanie też objęty fakt opublikowania zdjęć ciała tragicznie zmarłego przez tabloid. Na ich widok matka zaginionego o mało nie dostała zawału serca. Kolejna ofiara tych hien nie obchodzi. Ciekawe, kto sprzedał zdjęcia gazecie i za ile. Musiały pochodzić z materiałów oględzin miejsca zdarzenia, albo ktoś musiał zawiadomić fotoreportera zanim pojawił się prokurator. Ile kosztuje w Polsce takie kurewstwo? Nie wstydzę się tego mocnego epitetu, bo brak szacunku dla ludzkiego bólu, sprzedaż własnego honoru za kilka groszy oraz brak empatii dziennikarzy jest kurewstwem pierwszego gatunku.

Nie mogę pisać o szczegółach, ale napiszę, iż policja miejscowa mogła rozwiązać sprawę już po dwóch dniach (my pojawiliśmy się po ponad tygodniu). „Olano” wszystkie procedury i zasady postępowania: od zasad kontaktów z rodziną zaginionego, do podstawowych reguł dochodzeniowych, łamiąc przy tym wszystkie zalecenia KGP. Znów nie napiszę konkretów, bo to wszystko znajdzie się w naszym raporcie i będzie przedmiotem oddzielnego dochodzenia. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Tylko nadzieję, bo zwykłymi ludźmi w Polsce nikt się nie interesuje, jeśli nie uda im się nagłośnić sprawy, albo nie są w to zamieszani jacyś „celebryci” polityczni lub „rozrywkowi”. To straszne, ale prawdziwe. Ciężko i uczciwie pracującymi ludźmi interesują się tylko wydrwigrosze, gdy ci ludzie wpadną w kłopoty. Tak też było i w tej sprawie. Straszne jest również to, że po ogłoszeniu o zaginięciu brat i mama zaginionego natychmiast była atakowana przez różne „wróżki” i innych „różdżkarzy”, którzy obiecywali cuda, oczywiście za opłatą i mówili rzeczy, które każdy idiota by „przewidział. Nie wspomnę o cenniku znanych postaci. My, z naszymi cenami jesteśmy dla nich śmieszni.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Główny wysiłek był po stronie detektywów, szczególnie szefa agencji „Ćma” i kolegi z Białegostoku. Ja tylko konsultowałem i analizowałem na bieżąco.

#GermanDeathCamps